Instytucje zawiodły, pomogli zwykli ludzie

    2

    Na hasło „hala” zdecydowanie skręca w prawo i prowadzi do hali targowej. Gdy słyszy „Rynek”, chwilę się zastanawia, bo zna dwie drogi. Lucy, płowa labradorka, od roku Stanisławowi Szymańskiemu zastępuje oczy. To pierwszy pies przewodnik w Świdnicy. O mały włos, a niewidomy nadal byłby więźniem we własnym domu. Zwiódł Polski Związek Niewidomych, zawiódł Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, nie zawiedli zwykli ludzie.

    – Właśnie spłaciłem ostatnią ratę za psa – po ponad roku starań mówi pan Stanisław. – Lucy jest już moja i nigdy jej nie oddam. To najukochańszy, najmądrzejszy pies na świecie, dzięki któremu znów jestem wolny i mogę odciążyć moją żonę.

    Stanisław Szymański pracował jako górnik, najpierw w kopalniach wałbrzyskich, potem w KGHM. 20 lat temu po operacji nowotworu mózgu bezpowrotnie stracił wzrok. – Nagle stałem się zależny od moich bliskich – wspomina po latach. – Nie przychodziło mi jednak do głowy, by kogokolwiek spoza rodziny obciążać moim problemem. Dopiero gdy żona zachorowała, zrozumiałem, że muszę odzyskać przynajmniej część niezależności. Choćby po to, żeby nie bać się wyjścia po zakupy czy do urzędów. Niestety, mieszkam w pobliżu bardzo ruchliwych ulic i sama biała laska nie wystarczy, by bez strachu o życie wyjść z domu. Stąd pomysł, by zacząć starania o psa przewodnika.

    Trwały ponad rok. Decyzje podejmuje Polski Związek Niewidomych, a specjalnie wyszkolonego psa refunduje PFRON. Pan Stanisław uzyskał zgodę, treser Jerzy Przewiędła na zlecenie PZN przeszkolił psa. Tuż przed odbiorem nastąpił krach. PFRON wycofał się z dotacji. – Nie tylko ja zostałem nagle na lodzie, w podobnej sytuacji było kilka osób w całej Polsce – opowiada pan Stanisław. – Pies kosztował prawie 16 tysięcy złotych. To dla mnie niewyobrażalna kwota. Z pomocą przyszli prezydent Świdnicy Wojciech Murdzek i rzecznik Urzędu Miejskiego, Stefan Augustyn. To dzięki nim moja prośba trafiła do mediów, najpierw świdnickich, potem ogólnopolskich. I zdarzyło się coś, czego do dziś nie umiem wytłumaczyć i nie znajduję słów, by wystarczająco mocno podziękować. Odezwali się ludzie z całego kraju. Lions Club z Wrocławia udostępnił konto, na które zaczęły spływać datki. Byli i tacy, którzy pieniądze przesyłali pocztą, jak ponad 80-letnia emerytka, która do dziś co miesiąc wpłaca 50 złotych. Zdarzały się też sytuacje, gdy nieznani ludzie wciskali mi pieniądze na ulicy, bo zobaczyli reportaż w telewizji czy przeczytali w gazecie. Ostatnią transzę wpłaciła Fundacja Polska Miedź, do której zwróciłem się dzięki podpowiedzi pani Danuty Saul-Kawki.

    Trwająca rok spłata była możliwa dzięki przychylności Jerzego Przewiędły. Trener nie tylko cierpliwie czekał na pieniądze, ale zaprzyjaźnił się z panem Stanisławem. Przyjechał do Świdnicy i przeprowadził szkolenie. Przywiózł wtedy dwa psy, Norę i Lucy. – Myślałem, że zostanie Nora, ale ostatecznie to Lucy mnie wybrała – śmieje się Stanisław Szymański.

    A instytucje, które powinny wspierać niewidomych? Oddział wrocławski PZN przysłał niewidomemu 700 złotych na utrzymanie psa. Centrala związku z Warszawy – 77 złotych, słownie siedemdziesiąt siedem. Jak się dowiedzieliśmy, w tym roku zostanie zrefundowanych przez PFRON dziesięć psów przewodników. W sąsiednich Czechach 50 wyszkolonych zwierząt co roku trafia do niewidomych.

    – Było mi bardzo przykro, że postawiono mnie w takiej sytuacji – z żalem przyznaje pan Stanisław. – Całe szczęście, że Polacy mają otwarte serca.

    Agnieszka Szymkiewicz