Aquapark: Mercedes zamiast ferrari?

    55

    Co dalej z budową świdnickiego aquaparku po unieważnionym przetargu na wykonawcę? To było najważniejsze pytanie, jakie prezesowi spółki Inwestycje Świdnickie postawili radni podczas posiedzenia dwóch połączonych komisji Rady Miejskiej, budżetu i rozwoju. Warianty są trzy, a decyzja o wyborze jednego z nich  ma zapaść w ciągu dwóch tygodni.

    Ile kosztują Inwestycje Świdnickie?

    Zanim doszło do przedstawienia dróg wybrnięcia z impasu w sprawie budowy aquaparku, radni zażądali szczegółowych wyjaśnień dotyczących kosztów utrzymania samej spółki Inwestycje Świdnickie. – M.in. dlatego, by sprawdzić, czy są tu złote klamki, spotykamy się w jej siedzibie – ironizował przewodniczący Rafał Ząbczyk. Prezes Ryszard Wawryniewicz wyjaśnił, że miesięcznie utrzymanie kosztuje 20 tysięcy złotych, w tym 1300 to wynajęcie pomieszczeń przy ulicy Gdyńskiej, reszta wynagrodzenia pracowników w ramach 2,5 etatu. W 2011 roku spółka zanotowała 140 tysięcy złotych straty. – Zapas gotówki na dalsze funkcjonowanie mamy – zapewniał prezes. – To 1,35 miliona złotych ze sprzedaży gruntów (grunty spółka otrzymała niejako w wianie od miasta, przyp. red.).

    Ryszard Wawryniewicz deklarował, że Inwestycje Świdnickie nie będą się zwracać do Rady Miejskiej o dokapitalizowanie, bo nie ma takiej potrzeby. Przypomnijmy, że spółka została powołana przede wszystkim do przygotowania budowy aquaparku. Miasto uznało, że to rozwiązanie korzystniejsze niż powierzenie tego obowiązku urzędnikom, bo można np. odpisać podatek VAT. – Oszczędność z tego tytułu może sięgnąć 13 milionów złotych – deklaruje Wawryniewicz.  Najpierw jednak musi dojść do budowy, a z tym jest kłopot. – To moje osobiste niepowodzenie, że musiała zapaść decyzja o unieważnieniu przetargu – przyznał prezes.

    Co dalej z aquaparkiem?

    Decyzja o unieważnieniu przetargu zapadła 15 marca po tym, jak ośmiu oferentów zaproponowało cenę znacznie wyższą od przewidywanej – od 72,1 do 105,7 miliona złotych. Tymczasem wstępne szacunki mówiły, że będzie to około 50 milionów złotych, kosztorys ustalił cenę  na 57,4 mln złotych (71 brutto). Okazało się, że właśnie kosztorys zaskoczył radnych, od prawej do lewej strony. Radny PO Wiesław Żurek stwierdził, że podejmując decyzję o zgodzie na zaciągnięciu kredytu, był przekonany, że mowa jest o 50 milionach, bo taką podawał zastępca prezydenta. Wtórowali mu inni radni. Ostatecznie stwierdzili, że to pytanie należy zadać prezydentowi.

    Ryszard Wawryniewicz stwierdził, że z kolei on był ogromnie zaskoczony ofertami wykonawców. – Z reguły w przetargach uzyskuje się kwoty znacznie niższe od kosztorysowych, tym razem z niewiadomych przyczyn stało się inaczej – tłumaczył. Radni próbowali dociekać, dlaczego te kwoty różniły się od 20 do prawie 50% od kosztorysu. Jasnej odpowiedzi nie było. Jak przekonywał prezes, autorzy kosztorysu nie pomylili się w obliczeniach i stosowali realne w obecnych warunkach ceny. Jak przypuszczał, być może firmy nastawione były na wielki zysk jak na przykład przy budowie stadionów, które po realizacji okazywały się wielokrotnie droższe niż planowano. – My jednak nie jesteśmy pod presją Euro 2012 czy terminów unijnych – mówił Wawryniewicz. – Wkrótce takie kontrakty jak nasz w Polsce będą na wagę złota, dlatego nie ma się co spieszyć i uginać przed firmami budowlanymi. Na pewno nie zwrócę się do Rady Miejskiej o zwiększenie funduszy na budowę aquaparku. Wyjścia są trzy.

    Ferrari, mercedes, ostatecznie syrenka

    Pierwszy wariant to powtórzenie przetargu na wykonawcę z zachowaniem identycznych jak ostatnio warunków. Zaletą jest termin, bo można go ogłaszać niemal natychmiast. Wadą – nie ma gwarancji, że oferenci zejdą z ceny.

    Drugi – przygotowanie nowego przetargu z rezygnacją z droższych materiałów i niektórych rozwiązań technologicznych, ale bez uszczerbku dla projektu i funkcji komercyjnej aquaparku. Projektanci do końca przyszłego tygodnia mają przygotować listę takich zmian i oszczędności.

    Wreszcie wariant trzeci – rezygnacja z budowy aquaparku na rzecz zwykłego basenu i hali widowiskowo-sportowej. Zaleta – znacznie niższe koszty, wada – na pewno nie można liczyć, że miasto na tym zarobi. Tutaj najgoręcej oponowała radna Bogumiła Murdzek. – Jedną „sadzawkę” w mieście już mamy, do której trzeba co roku dopłacać pół miliona złotych – mówiła. – Mieszkańcy tego nie chcą! Z kolei orędownikiem takiego rozwiązania jest radny Rafał Ząbczyk, pozostaje jednak w mniejszości. Inni obecni na spotkaniu najchętniej widzieliby wariant drugi. – To trochę tak, jakby zastąpić ferrari mercedesem klasy s – porównywał Ryszard Wawryniewicz i słyszał w odpowiedzi, że to też bardzo dobry model.

    Utrzyma się? Nie utrzyma?

    Radny SLD Janusz Solecki dopytywał się, czy pozostanie przy wersji pełnej, czyli z dwiema nieckami basenowymi, strefą SPA i  kręgielnią w obecnych warunkach rynkowych nadal może gwarantować zyski, o których mówiła firma GMF, przygotowując dalekosiężny plan (240 tysięcy złotych zysku miałoby być już w pierwszym roku działalności). Powątpiewał, czy wobec rosnącej za miedzą, w Wałbrzychu, konkurencji w postaci Aqua Zdroju, te przewidywania są nadal realne. Prezes Wawryniewicz przekonywał, że wyliczenia są obowiązujące, a Wałbrzych nie będzie dla Świdnicy konkurencją. Przypomniał, że opracowanie powstało wtedy, gdy już działały aquaparki w  Bielawie, Świebodzicach i we Wrocławiu.

    Radni w jednym są zgodni – o wycofaniu się z inwestycji nie ma mowy, bo jest potrzebna miastu i mieszkańcom. Co prawda nadal nie milkną dyskusje, czy trzeba było się porywać na tak okazały obiekt i budować go właśnie przy ulicy Śląskiej, ale aquapark musi ich zdaniem powstać. Czy to się uda? Kolejny przetarg w najlepszym razie może być ogłoszony w ciągu 2 tygodni, jeśli zapadnie decyzja o wyborze drugiego wariantu – za około 1,5 miesiąca. Wykonawca może więc być wyłoniony latem. O ile znów nie okaże się, że oferenci chcą więcej niż spółka może wydać.

    Agnieszka Szymkiewicz