Obcokrajowcy o Świdnicy odc. 6

    1

    Karolina Moroz jest  stypendystką prezydenta Świdnicy w dziedzinie kultury. W Świdnicy mieszka od kilku lat. –  Od momentu przyjazdu próbowałam określić się wobec tego, nowego w moim życiu, miejsca – mówi autorka wywiadów z obcokrajowcami, mieszkającymi w Świdnicy, które co sobotę będą publikowane w Magazynie Świdnica24.pl.

    Wywiad z Marij z Niemiec

    -Bardzo dobrze mówisz po polsku: to kwestia nauki języka, czy polskich korzeni?

    Urodziłam się w Niemczech i tam się wychowywałam. Część mojej rodziny pochodzi jednak z Polski, ale tylko babcia jeszcze żyje i mieszka w Polsce. Jako dziecko nie miałam w ogóle kontaktu z Polską, był to dla mnie kraj „obok”, podobnie jak Francja, Dania, Czechy. To, jakie mam korzenie, nigdy nie było dla mnie ważne, pewnie dlatego, że mój ojciec nigdy tego faktu za bardzo nie podkreślał. Dziś jednak mówi, że tego bardzo żałuje, że nie budował połączenia między mną i Polską. Świadomość narodowa nie jest dla nas najważniejsza, nie mam też związku z Niemcami. Mieszkałam tam i tyle.

    -Podkreślasz, że tożsamość nie jest dla Ciebie czymś istotnym, ale skoro jesteś w Polsce, to domyślam się, że z jakichś powodów zainteresowałaś się tym krajem?

    Tak, nadszedł czas, kiedy bardziej zainteresowałam się tym, jakim krajem jest Polska, jaka atmosfera tam panuje, miałam też mocną potrzebę porozmawiać z babcią po polsku. Traktowałam to raczej jako przygodę, jako wyzwanie, więc po maturze poszłam na wolontariat do Warszawy. Później dużo po Polsce podróżowałam, w międzyczasie zaczęłam studia w Niemczech, ale też studiowałam przez semestr we Wrocławiu, więc kilka miejsc w Polsce już znam.

    -Co robiłaś po studiach?

    Gdy skończyłam politologię, to czułam, że praca na etacie jest nie dla mnie. Szukałam wolności i swobody działania. Jestem młoda i nie chciałam tracić czasu na działania, które nie dają mi satysfakcji. Chciałam przede wszystkim rysować. Jeżeli masz paszport niemiecki, to możesz prowadzić w Niemczech takie życie, jakie chcesz. Zarobione pieniądze na pewno wystarczą, żeby przeżyć, nawet gdy nie pracujesz w zwykłym sensie tego słowa. Wybrałam zatem inną drogę. I teraz rysuję w Świdnicy.

    -Czy Świdnica Cię inspiruje?

    W tym mieście wyczuwa się historię. Na niektórych budynkach widać jeszcze dawne, niemieckie napisy, ale atmosfera jest już zupełnie polska. I taką atmosferę bardzo lubię. Inspiruje mnie przyroda może nie w samej Świdnicy, ale w najbliższej okolicy.

    -Dlaczego zdecydowałaś się przeprowadzić tu?

    Dla mojej babci życie samej nie jest już tak łatwe, jak było kiedyś. Kiedy ona zamieszkała w Świdnicy, plan był taki: ja w końcu spędzę więcej czasu z moją babcią, nauczę się polskiego i gotowania, babcia będzie się cieszyć, że nie jest sama, a ja będę miała gdzie mieszkać. Nie miałam ani przez chwilę wątpliwości, że chciałabym przeprowadzić się do Świdnicy. Teraz mieszkam tu już ponad rok.

    -Czy wiedziałaś przed przyjazdem tu, gdzie jest Świdnica, jak duże to jest miasto?

    Gdy babcia powiedziała nam po raz pierwszy, że zamierza przeprowadzić się sama do Świdnicy, bo wszystko będzie łatwiejsze: dostęp do lekarzy, zakupy itp., to w ogóle nie miałam pojęcia, gdzie to ma być. Patrzyłam na mapę i byłam bardzo zaskoczona, że to jest tak blisko Wrocławia, a ja, mimo studiowania tam, jeszcze nic nie słyszałam o tym mieście. Nie wiedziałam, że istnieje takie miasto jak Świdnica. Znajomi bardzo krytykowali mnie, że chcę żyć w polskim miasteczku. Mówili, że Świdnica raczej nie jest pępkiem świata. Dodatkowo rozmawiałam w Niemczech z kolegą z uniwersytetu, który pochodził z Katowic i on mi stanowczo odradził wyjazd. Powiedział, że jeszcze tam nie był, ale jest przekonany, że brak tam młodych ludzi, co powoduje w mieście nudę.

    -Uwierzyłaś mu?

    Powiedziałam, że czytałam na Wikipedii, że Świdnica ma prawie 60 000 mieszkańców i że dodatkowo ma bardzo długą i ciekawą historię, że już w roku 1243, ale on mi przerwał i próbował tłumaczyć, że osoby, które zdecydowały się zamieszkać w Świdnicy, to osoby, które z różnych powodów nie mają wyboru. Mieszkają tu na przykład dlatego, że rodzina tu mieszka, albo że właśnie tu mają pracę. Nie brałam sobie do serca jego opowieści i powiedziałam sobie, że on też jest sfrustrowany, bo mieszka teraz w Chemnitz.

    -A jaki jest powód do frustracji, gdy się mieszka w Niemczech?

    Generalnie żyjąc Niemczech chyba nie ma sie zbyt wielu powodów do frustracji, ale Chemnitz jest pod tym względem wyjątkowe. Z jednej strony miasto powinno tętnić życiem, bo jest miastem uniwersyteckim, z drugiej zaś oprócz studentów spotyka się w nim tylko starsze osoby. Na ulicach nie widać tych pośrednich pokoleń. Trudno też zbudować porozumienie między studentami i starszymi osobami, przez co ma się wrażenie izolacji od normalnego świata. W takim miejscu łatwo o frustrację. Chociaż warto podkreślić, że wynajęcie mieszkania w Chemnitz jest wyjątkowo tanie. Też mieszkałam w Chemnitz jakiś czas, jedna trzecia wszystkich budynków jest niezamieszkana. Po dwóch latach życie tam było to dla mnie nie do zniesienia! Tam czułam się bez energii. To było pierwsze miasto w moim życiu, z którego wyjechałam bo po prostu musiałam! Powodem było może to, że jestem za bardzo wrażliwa, ale naprawdę bałam się, że tam się zestarzeję o wiele szybszej, niż normalnie! W Świdnicy mam więcej siły na to, co robię! Tą żywotnością bardzo się rozkoszuję. Jednak też nie ukrywam, że Chemnitz jest bardzo skrajnym przypadkiem.

    -Czy zapamiętałaś szczególnie jakieś wydarzenie związane ze Świdnicą?

    Pamiętam doskonale moją pierwszą przygodę. Zanim przyjechałam tu, już wcześniej trochę rozmawiałam z mamą o tym, że może powinnam trochę pomóc babci, ale nie myślałam że zrobię to na serio. Więc pojechałam pierwszy raz w życiu do Świdnicy. Stoję na przystanku na placu Grunwaldzkim i nagle orientuję się, że zostawiłam w autobusie wszystkie najważniejsze dokumenty, portfel, telefon. Byłam bardzo zdenerwowana, bo już wcześniej kilka razy zdarzyło się, że musiałam blokować wszystkie konta, złożyć wniosek o nowy paszport i naprawdę nie chciałam powtarzać całej tej drogi. W tamtej chwili najbardziej potrzebowałam bilet na autobus miejski i myślałam o tym, jak go zdobędę bez pieniędzy. Znalazłam czekoladę w plecaku i spróbowałam zamienić ją na bilet. Szybko spotkałam bardzo młodych pomocnych ludzi. Byłam mile zaskoczona: po pierwsze, że od razu spotkałam młodych ludzi, chociaż wszyscy mówili, że to niemożliwe w Świdnicy, bo wszyscy młodzi ludzi spędzają czas wyłącznie we Wrocławiu, a po drugie, że czekolada jest taką cudowną walutą, która przekracza nawet granice krajów i kultur, walutą, która bez problemów i bez namysłu jest akceptowana. Świetnie!

    – Dobry początek to podstawa!

    Na pewno ta mała sytuacja w pewien sposób zaważyła na decyzji o przyjeździe tu, bo podświadomie czułam fascynację tym miastem od początku.

    – Po pierwszym doświadczeniu kolejne były równie „słodkie”?

    Ważne było dla mnie przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa w obcym mieście. Takie wyjątkowe bezpieczeństwo czuję na przykład, gdy idę przez Rynek. Bardzo podoba mi się, że Rynek w Świdnicy jest naprawdę częścią miasta, a nie tylko czymś sztucznym dla turystów, albo tylko miejscem na zakupy. Taką sytuacje znam z różnych niemieckich miast, ale w Świdnicy bardzo widoczne jest, że ludzie w Rynku przede wszystkim żyją (nie mieszkają: żyją!), a nie tylko przechodzą pośpiesznie w drodze do domu.

    – Udało Ci się zaprosić do Świdnicy znajomego, który odradzał Ci przyjazd tu?

    Nie, jego jak dotąd nie udało mi się go zaprosić, ale miałam już nawet kilka razy odwiedziny moich znajomych z Niemiec. Niektórzy z nich spędzili już trochę czasu w Polsce, więc mają porównanie z innymi miastami. Zawsze zachwycają się architekturą Świdnicy dlatego czuję się zobowiązana doczytywać informacje o historii miasta.

    -Czy poleciłabyś Świdnicę jako miejsce do życia, mieszkania?

    Dla osób, które lubią kameralne miasta mam radę: przeprowadzajcie się do Świdnicy! Życie tu jest o wiele lepsze, niż na przykład anonimowość w Warszawie. Świdniczanie powinni być bardzo dumni z siebie, że umieją tak łatwo zaakceptować obcokrajowców – bardzo mocno i pozytywnie to odczuwam.

    – Ale wracający do miasta…

    Bardzo lubię miasta z historią. Oczywiste jest, że każde miasto ma historię, ale nie zawsze to widać. Uwielbiam świdnickie kamienice. Na ulicy Sikorskiego są po prostu najpiękniejsze! Świdnica ma tak dużo miejsc z atmosferą! Fajne kawiarnie i bardzo chętnie spędzam też czas w bibliotece!

    – Czy Świdnica to jest dla Ciebie miasto na zawsze?

    Ja tu po prostu mam chęć do życia! Jasne, że to miasto prawdopodobnie nie jest dla mnie na zawsze, jak wszystko w życiu, i nie jest też w moim stylu spędzać za dużo czasu w jednym mieście. Ale kto wie, co zrobię, gdy sama będę babcią i kto wie, można wybiorę znowu Świdnicę?!

    -Dziękuję za rozmowę.

    Karolina Moroz

    Projekt zrealizowano dzięki wsparciu finansowemu Gminy Miasto Świdnica.