Tkanie życia: Rozalia Bąba

    4

    Od ponad piętnastu lat szefuje świdnickiemu Towarzystwu Opieki nad Chorymi ze Stomią „ŻYCIE”. Była założycielką tego stowarzyszenia i jest jego główną siłą napędową. Bo przez całe życie zmaga się z poważną chorobą. Często śmieje się, że mogłaby dostać tytuł honorowego pacjenta krajowych szpitali.

    Wypchnięta drzwiami, wchodzi oknem. Czasami przeżywa chwile zwątpienia, ale trwają one bardzo krótko. Przyznaje, że wystarczy kolejny telefon od potrzebującego pomocy stomisty, a znów dostaje dawkę energii potrzebną do działania, bo jak mówi – „Mam chyba jakąś misję do spełnienia”.

    Po urodzeniu, w nieodległych Świebodzicach, przez pierwszych dziewięć lat życia przebywała w warszawskim Samodzielnym Dziecięcym Szpitalu Klinicznym u zbiegu Marszałkowskiej i Litewskiej. Przeszła wówczas aż siedemnaście operacji. Później wracała jeszcze do szpitala dwa, trzy razy do roku. Świdnica dla naszej bohaterki to przede wszystkim jej dorosłe życie. Sprowadziła się do miasta po wyjściu za mąż. Ona ze Świebodzic, mąż Roman z Wałbrzycha, ale zamieszkali w Świdnicy. Jest jej tutaj bardzo dobrze. Co prawda aż cztery razy w ciągu pierwszych 10 lat pobytu zmieniała mieszkanie, ale już od dwudziestu dwóch lat osiadła przy ulicy Kościelnej.

    Całe życie Rozalii Bąby wyznacza zmaganie się z chorobą i jej konsekwencjami. Problemy ze stomią i urostomią są jej bardzo dobrze znane z autopsji od 1953 roku. Dlatego świetnie rozumie innych chorych i z ogromną pasją, pomimo własnych dolegliwości i cierpień, pomaga im. Własnym przykładem świadczy, że ze stomią można aktywnie żyć, a tego typu proteza nie eliminuje nikogo z czynnego życia. Oswaja ich z niedogodnościami, pomaga przełamać bariery pokutujące w społeczeństwie, a jednocześnie z niezwykłą pasją reprezentuje tych ludzi w starciu z biurokratycznym bezwładem służby zdrowia. Ma determinację, siłę i przebojowość. Wypchnięta drzwiami, wchodzi oknem. Czasami przeżywa chwile zwątpienia, ale trwają one bardzo krótko. Przyznaje, że wystarczy kolejny telefon od potrzebującego pomocy stomisty, a znów dostaje dawkę energii potrzebną do działania, bo jak mówi – „Mam chyba jakąś misję do spełnienia”. Liczba ludzi potrzebujących pomocy jest coraz większa. Na szczęście nie jest sama i czuje pomocną dłoń swojego męża, który tak naprawdę natchnął panią Różę do zajmowania się pomocą ludziom ze stomią. W październiku 1997 roku zarejestrowano stowarzyszenie. Wówczas na terenie dawnego województwa wałbrzyskiego było blisko 900 osób ze stomią . Dzisiaj jest ich ponad 4 tysiące, a w samej Świdnicy blisko 600. Do nich wszystkich Róża Bąba wyciąga pomocną dłoń. Sam sprawdziłem to, gdy moja mama z powodu choroby nowotworowej znalazła się w gronie stomistów. Jestem pełen podziwu dla niej i ogromu pracy, jaką wykonuje. Gdyby nie Rozalia Bąba, wielu dotkniętych tą przypadłością nie mogłoby się z nią oswoić i żyć normalnie. Nie ma czasu na inne pasje, bo mówi, że jej największą pasją jest pomoc drugiemu człowiekowi. To daje jej napęd do życia.

    Czy mając tyle doświadczeń życiowych i takie intensywne życie, Rozalia Bąba ma jeszcze czas na marzenia? Jakie one są?
    – Tak, oczywiście. Prócz tego, by być zdrowym i jak najdłużej pomagać innym, marzę o jednym – by stomiści czuli się bezpiecznie i komfortowo, by mieli pomoc władz i nie musieli martwić się, że może im kiedyś zabraknąć niezbędnego sprzętu.

    Wacław Piechocki

    foto Wojciech Lewandowski