Tkanie życia: Jadwiga Kurek

    6

    Wywiad z, niekoniecznie, tylko jednym pytaniem.

    Przez prawie czterdzieści dwa lata codziennie można było spotkać ją na świdnickich ulicach. Przemierzała je z wypchaną torbą listonosza. Znają ją bez wątpienia wszyscy mieszkańcy centrum Świdnicy. Zawsze z uśmiechem na twarzy, pogodna i niosąca nie tylko dobre, ale i mniej optymistyczne wieści zapisane w listach. Pełna energii, optymizmu i otwarta na ludzi. Pani Jadzia jest nadal taka i nie zmienia się. Mimo że od trzech lat jest na emeryturze i mogłaby oddawać się leniuchowaniu, nie robi tego. To nie ona. Nadal aktywna, dorabia do skromnej emerytury. I nadal nie opuszcza jej pogoda ducha i optymizm. Jak mawia moja mama, to kobieta z dobrego, sprawdzonego materiału genetycznego, która nie wyobraża sobie innego życia.

    Kocha zwierzęta i ma ich, w skromnym mieszkanku, znacznie więcej niż statystyczny mieszkaniec naszego miasta. Urodziła się we Wrocławiu, a ze Świdnicą związana jest od roku 1950. Jest absolwentką II liceum ogólnokształcącego. Zawsze życzliwa, stara się pomagać najbardziej potrzebującym np. swoim starszym sąsiadom. Ma sporo przyjaciół wśród swoich rówieśników, szczególnie takich, którzy jak i ona lubią zwierzęta. Bo pani Jadzia bardzo kocha swoje czworonogi – po ukochanej suce Czice, przyszedł czas na drugą suczkę Sonię i następczynię Perełki, też Perełkę. Najukochańszą pupilką jest syjamska kotka Kruszynka, przez sąsiadów zwana Pieszczotką. Ideałem kobiety dla bohaterki Tkania Życia jest taka z dawnych podręczników – dobrze wychowana, miła, ciepła, potrafiąca znaleźć się
    w każdej sytuacji i w każdym towarzystwie. Taka jest podobno jej córka.

    Pani Jadwiga lubi czuć się potrzebna. Swoim najbliższym i znajomym, ale także osobom zupełnie obcym. Dobrze czuje się w kuchni – gotując, piekąc, czy wreszcie robiąc przetwory i własne nalewki, które stosuje zamiast tabletek. Nie znosi bezczynności i najchętniej chodzi na spacery ze swoimi pieskami. Uważa, że prawdziwym szczęściem jest zawsze zdrowie. Bez niego wszystko inne jest zupełnie nieważne. Nie szuka bohaterów dla siebie w książkach czy filmach, bo mocno stąpa po ziemi i jest zdania, że ważny jest tylko drugi, żywy człowiek,
    z którym można być w bezpośrednim kontakcie i z nim rozwiązywać ewentualne problemy. Nie odczuwa strachu, ani fizycznie, ani wewnętrznie. Czasami wraca do domu późną nocą i nigdy się  niczego nie boi. Nie myśli
    o chorobie czy śmierci, bo jest to nieuchronne. Jest zdania, że każdego może to dopaść, więc po co zaprzątać sobie głowę takimi sprawami. Nigdy nie nosi urazy z powodu doznanych krzywd, ale pamięta i wybacza, bo jak mówi jest katoliczką i to jest obowiązująca zasada. Śmieje się, że wystrzega się też idealnych mężczyzn, jeśli tacy w ogóle istnieją. Ale też tych nieidealnych, których nie jest mało. Nie toleruje alkoholu i jego amatorów. Zawsze powtarza, że w życiu najważniejsze jest zdrowie i pewnie dlatego nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby posiadała dar uzdrawiania ludzi. Była by wówczas bardzo szczęśliwa.

    Czy idąc przez życie z takim uśmiechem i pogodą ducha ma Pani jeszcze jakieś marzenie? A jeśli tak, to jakie?

    – Nie mam specjalnie wyszukanych marzeń. Może tylko jedno jedyne, takie zupełnie zwyczajne – być zdrowym jak najdłużej i by moi najbliżsi też żyli
    w pełni zdrowia. To jest najważniejsze w życiu. Zdrowie i jeszcze raz zdrowie.

    Wacław Piechocki