Michael wiecznie żywy

    0

    Długo zastanawiałam się, jaką płytę wziąć „pod lupę”. Odpowiedź przyszła wraz ze wspomnieniem. Moja miłość do muzyki rozpoczęła się bardzo dawno temu od pierwszej płyty  winylowej, którą dostałam od taty. Podarował ją raczej bez okazji. Jedyne co bardzo wyraźnie pamiętam do tej pory, to radość na jej widok. Mowa o moim zdaniem jednej z najlepszych płyt ostatnich 30 lat – „Bad” Michaela Jacksona, który był trzecim solowym albumem króla wydanym pod okiem Epic Records, Quinciego Jonesa.

    Premiera albumu była wyczekiwana, jako że była to pierwsza płyta Michaela od ponad pięciu lat. Jeszcze przed jej wydaniem złożono zamówienie na ponad 2 miliony egzemplarzy. Z  zawierającego 10 utworów albumu wydano osiem singli, z których na szczyty list wspięło się aż pięć; na pewno znacie chociażby: „The way you make me feel”, „Man In the mirror”, „Dirty Diana” czy tytułowy „Bad”. Dwadzieścia lat po premierze jest to nadal jedyny album, z którego największa liczba utworów dotarła na szczyt listy Billboardu, jednego z najbardziej prestiżowych amerykańskich pism muzycznych. Album sprzedał się w ponad 30 milionach sztuk, osiem razy zdobywając platynową płytę. Trasa koncertowa promująca album, Bad World Tour, trwała ponad pół roku, a Jackson zagrał 123 koncerty przyciągając na nie łącznie 4,5 miliona fanów. Sukces, jaki osiągnął w latach 1987 – 1989, czyli po  płytach „Thriller”, a później „Bad”, spowodował, że nadano mu oficjalny przydomek „Króla Popu”, używany później  przez Media,  no i przede wszystkim fanów. Był to czas wielkiej popularności Michaela Jacksona, której wcześniej jedynie doznani Elvis Presley, The Beatles i Frank Sinatra – wcześniejsi królowie.

    Dla mnie Michael Jackson był bez wątpienia Królem, pewnie dlatego nie dziwię się wspominając szalone, amatorskie wygłupy taneczne przed emitowanym w telewizji koncertem Michaela. Fenomenalny talent tego muzyka był jego dumą i jednocześnie przekleństwem. Cóż, widocznie wszyscy wielcy ludzie, w pewnym sensie skazani są też na porażkę. Ale wiecie co? Jak wszyscy królowie on ciągle żyje. A ja ciągle wracam do jego piosenek.

    Maja Jasnos