Bohater ze Strzegomia

    1

    Strzegomianin Grzegorz Domagała został odznaczony medalem Gwiazda Iraku. To jedyne polskie odznaczenie wojskowe, przyznawane w czasie pokoju. Zostało ustanowione przez Prezydenta RP w 2007 roku jako szczególne wyróżnienie dla polskich żołnierzy służących w Kontyngencie Wojskowym w Iraku. Z Grzegorzem Domagałą rozmawiała Grażyna Kuczer.

    Grzegorz Domagała

    · Pana pierwsze kroki w mundurze?

    Pierwsze kroki w mundurze były w Szkole Młodszych Specjalistów Samochodowych w Ostródzie. Po trzymiesięcznym szkoleniu zostałem przeniesiony do  dalszej służby wojskowej do 4. Batalionu Remontowego w Krośnie Odrzańskim. To były fajne czasy. Miło wspominam pobyt w wojsku. Z uwagi na to, że nasz batalion był małą jednostką, mieliśmy dużą ilość wart i służb. Po  zasadniczej służbyienadal było mi mało wojska i po krótkiej przerwie po prostu poszedłem do naszego strzegomskiego biura przepustek i poprosiłem o zaprowadzenie mnie do kadrowca jednostki. Tam zapytałem o możliwość zatrudnienia się jako żołnierza. Pan kpt. Krzysztof Misiaczek powiedział, że może mnie przyjąć, ale muszę najpierw jechać do WKU w Świdnicy. Tam skierowali mnie na komisję lekarską. Po zaliczeniu wszystkich badań zostałem w 1992r. powołany do służby zawodowej.

    · Służba zawodowa w wojsku to Pana upragniona praca?

    Tak. Dostałem upragnioną pracę i bardzo się z tego powodu ucieszyłem. Przeszedłem kilka stanowisk; byłem dowódcą drużyny remontowej, dowódcą kierowców i starszym mechanikiem. Bywało różnie, raz lepiej, a czasami gorzej, tak jak w każdej innej pracy. Niestety, w 2001 roku zapadła decyzja o rozformowaniu naszego 14. Pułku Radioliniowo-Kablowego. Czekały nas trudne decyzje….co dalej?

    · I co dalej?

    Były dwie opcje: odejść z wojska albo jechać gdzieś w Polskę. Oczywiście musiałem się zastanowić nad tym, ale decyzja mogła być tylko jedna…Jedziemy w Polskę… Trafiłem do 20. Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej. Bartoszyce to piękna miejscowość na Mazurach. Miasto wielkości mniej więcej dwóch naszych Strzegomiów. Naprawdę bardzo ładne i zadbane. Okazało się, że podjąłem bardzo dobrą decyzję, bo w pracy i w życiu prywatnym bardzo dobrze nam się układało.

    W jednostce dostałem stanowisko dowódcy drużyny kierowców w samodzielnej kompanii saperów. Naprawdę wszystko układało się dobrze, mieszkanie dostaliśmy dosłownie w ciągu jednego tygodnia! Tak, to prawda. Z uwagi na bojowy charakter mojej nowej jednostki, dość często jeździliśmy na poligony i szkolenia. Średnio 3-4 miesiące poza domem, ale to żołnierska rzecz- jak to my mówimy – był czas przywyknąć.

    · Kiedy pomyślał Pan o wyjeździe do Iraku?

    W 2004 roku podczas szkolenia poligonowego mieliśmy rozmowy kwalifikacyjne odnośnie służby w Iraku. Każdy z nas wiedział, że żarty się skończyły. Bez chwili wahania poszedłem na tę rozmowę i od razu dostałem stanowisko starszego kierowcy. Już w lipcu byliśmy w samolocie do Iraku. Co prawda, wylądowaliśmy w pobliskim Kuwejcie, ale ciężarówkami dotarliśmy na miejsce. Na początku stacjonowaliśmy w miejscowości Karballa. Tam wykonywaliśmy patrole i konwoje. Czasami zdarzało się, że coś wybuchło bardzo blisko.

    · Czy żołnierz się boi?

    Na początku baliśmy się, ale potem jakoś przywykliśmy do tego. Zdarzały sie też ataki na nas podczas konwojów, ale musieliśmy sobie jakoś z tym radzić. W końcu byliśmy w jakimś celu szkoleni…Służba tam była naprawdę ciężka. Często bywało tak, że po powrocie z konwoju była szybka kąpiel, kolacja i szliśmy na ochronę bazy, czy też punktów kontrolnych. Pełniłem funkcję strzelca wyborowego i obserwowałem, co się dzieje dookoła naszej bazy. Po czterech miesiącach zostaliśmy przeniesieni do miejscowości Ad Diwaniyah. Tam było już trochę spokojniej. W sumie robiliśmy to samo, ale było nas więcej i warunki socjalne były dużo lepsze.

    · Powracał Pan do domu?

    Tak. Wróciłem do domu w lutym 2005. W końcu zasłużyliśmy na porządny urlop. Ale wiadomo, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Zaraz po urlopie mieliśmy rozmowy kwalifikacyjne do służby na Wzgórzach Golan. Oczywiście zakwalifikowałem się tam. Bardzo cieszyłem się z tego powodu, bo służba w Syrii była o niebo lepsza niż w Iraku. Też jeździliśmy na patrole, ale to juz całkiem inna bajka. Mogliśmy się zatrzymać w mieście, by zrobić zakupy, czy po prostu pozwiedzać. Po urlopie dostałem telefon od komisji rekrutacyjnej… Czas wracać na Wzgórza Golan, panie sierżancie!

    · Pana najlepsza misja?

    W Izraelu. Tam była moja najlepsza misja. Byłem kierowcą autokaru wycieczkowego, więc po prostu jeździłem z wycieczkami, zwiedzałem Izrael i Syrię. Bardzo podobała mi się Jerozolima, w której byłem kilka razy.

    · Kiedy pożegnał się Pan z mundurem?

    Miałem już wypracowane prawie 18 lat w armii, a to- jak Pani wie- uprawnia do odejścia na emeryturę. Była jeszcze lista na misję do Libanu i do Afganistanu, na której oczywiście widniało moje nazwisko. Podjąłem decyzję, że pożegnam sie z ukochanym mundurem i wracam do Strzegomia. Dość już rozłąk, dziecko rośnie, a taty nie ma w domu, tylko błąka się gdzieś po niespokojnym świecie. Tak, od trzech lat znowu jesteśmy szczęśliwymi mieszkańcami Strzegomia.

    · I nadszedł czas na życie rodzinne…

    Teraz razem z moją żoną Anitą i synem Mikołajem mieszkamy w Strzegomiu, w naszym rodzinnym mieście. Żona przeszła wiele będąc sama i wychowując naszego syna, kiedy ja byłem gdzieś na misjach. Pragnę im teraz zrekompensować moją nieobecność i poświęcić się tylko dla rodziny. Żona pracuje w sklepie spożywczym i mamy dużo czasu dla siebie. Nasz syn Mikołaj ma 13 lat uczęszcza do pierwszej klasy Gimnazjum nr 1. Marzę, by wyrósł na prawego, uczciwego i odpowiedzialnego człowieka.

    · Dziękuję za rozmowę.

    / skróty pochodzą od Redakcji/