Po co się śmiać?

    0

    Skąd właściwie bierze się śmiech i do czego może służyć? – czyli w Sadurski.com druga część cyklu o gelotologii – nauce o śmiechu.

    Śmiech – to swoisty „zawór” bezpieczeństwa dla człowieka. Mechanizm, w który wyposażyła nas natura w procesie ewolucji po to, by organizm po okresie mobilizacji, napięcia łatwiej radził sobie z odzyskiwaniem równowagi, niezbędnej mu dla prawidłowego. zdrowego funkcjonowania. Generalnie ujmując, funkcją śmiechu było od zarania istnienia człowieka uwalnianie napięcia (choć śmieją się i inne naczelne, a także… szczury). Funkcja ta przetrwała miliony lat.

    Drugim podstawowym zadaniem „mechanizmu śmiechu” jest wspomniana już wyżej funkcja komunikacyjna oraz podnoszenie kreatywności. Śmiech oddziałuje więc na całą istotę człowieka, to „naturalna terapia holistyczna” na wszystkich poziomach – fizycznym, emocjonalnym, umysłowym i społecznym. Jaka inna terapia jest nam w stanie dać aż tyle i to w tak „zabawny” sposób?

    Jak się śmiać?
    Każdy „akt” śmiechu trwa od kilku do kilkudziesięciu sekund…Wiadomo też, że właściwości zdrowotne ma tylko śmiech „autentyczny”, najlepiej jeśli towarzyszy mu trzęsący się brzuch i wydawanie różnych odgłosów, typu: Hohohooooo, Hahahaaaaa, Heheheeee.

    Z reguły ludzie śmieją się, gdy jakaś sytuacja, która wcześniej spowodowała pewien rodzaj napięcia, znajduje „zaskakujące” rozwiązanie. Żart zakończony niespodziewaną pointą, dowcipną uwagą w czasie „poważnej” rozmowy. Wesołość wzbudzają prawie zawsze „pechowe zdarzenia” innych ludzi, przemawiające do wyobraźni obrazki, gadżety, kabarety, filmy, literatura, kawały, figle. Nawet strach może wywołać wybuch śmiechu.

    Naukowcy wraz z neurobiologami i neurologami od lat wiedzą, że człowiek sam może z doskonałymi wynikami poprawiać swoje życie, pozytywnie lub negatywnie „programować” swoje myśli, a więc i samego siebie. Na tej bazie rozwinęło się NLP i inne „modne metody” uwalniania się od hamujących rozwój „przekonań”. W USA zaczęło być modne powiedzenie „think positive” (myśl pozytywnie). Nieważne, że właśnie opuścił cię wieloletni partner, straciłeś pracę, rozleciał ci się samochód i nie masz forsy na kupno następnego. Nieważne, że odebrano ci prawo jazdy, a Ty masz daleko do pracy. Bo być może już za chwilę czekają na Ciebie nowy partner, lepsza praca, wygrana w Lotto, nareszcie będziesz miał czas na przeczytanie w pociągu ulubionej lektury, może nawet na uczenie się języków.

    Od pozytywnego myślenia i relatywizacji, zyskiwania dystansu do siebie i zdarzeń w naszym życiu, niedaleko już do odnalezienia swego „zagubionego” gdzieś w wirach życia Uśmiechu. Do odkrywania pozytywnych stron naszego życia. Ten dystans z kolei pomaga nam dostrzegać także wiele absurdów codzienności. A więc także ułatwia rozwijanie poczucia humoru, wzbudza ochotę do szukania czegoś fajnego, wesołego, czegoś nowego i ekscytującego. Do kreowania naszego własnego życia w bardziej „radosny” sposób. Nie zapominajmy o naszych małych radościach, bo lepiej się cieszyć z małych sukcesów niż rozpamiętywać wielkie porażki.
    Nasze nastroje i emocje ulegają zmianie i odnajdują odbicie w pracy naszego mózgu, Bo ten organ to nie tylko siedlisko myśli, ale także ogromnie skomplikowana „fabryka chemiczna”.

    Co takiego o dzieje się w tym „laboratorium między uszami”, gdy jest nam wesoło?

    Zauważono, iż intensywność emocji i odczuć zmienia się w zależności od dawki spożytego alkoholu, opium, kokaina i marihuana, LSD i innych „używek”, a także rozmaitych „tabletek szczęścia”, przepisywanych depresyjnym pacjentom na ogromną skalę.  Neurochemia – jedna z młodszych dyscyplin nauk ścisłych – bada wpływ substancji chemicznych na nasze uczucia i zachowania. Do jej największych osiągnięć należy zapewne odkrycie, iż na nasz świat uczuć możemy wpływać nie tylko poprzez niezwykle szkodliwe w większości „tabletki szczęścia” czy inne używki, ale że nasze ciało samo także wytwarza substancje chemiczne, mające podobne lub wręcz identyczne działanie. Odkryto neurotransmitery – substancje pełniące w mózgu rolę pośredników, posłańców między komórkami. Mają one podobne do valium działanie przeciwbólowe, poprawiające nastrój, redukujące lęk lub wręcz wywołujące stany euforyczne. Pośród wielu innych „substancji pośredniczących”, odpowiedzialnych za biochemiczne działanie naszego mózgu i organizmu, odkryto m.in. endorfiny – substancje wytwarzane przez nasz organizm, a podobne w działaniu do morfiny. Istnieją one w wielu biochemicznych wariantach, przynosząc różne efekty. Noradrenalina powoduje wzrost radosnej chęci do działania, serotonina odpowiedzialna jest za nasz spokojny, zrównoważony stan ducha, dopamina „rozbudza” fantazję i kreatywność, wyostrza nasze postrzeganie i uwagę.
    Odkryto, że substancje te nie są podczas śmiechu – jak to do tej pory przypuszczano, wydzielane przez mózg, a jedynie zostają tam zaktywizowane. Śmiech działa więc tutaj jak swoisty „wyzwalacz” reakcji chemicznych.

    Każdy z nas nosi zatem ze sobą swoją własną „fabryczkę dragów”, owo nieodłączne „laboratorium szczęścia”. Ale te substancje chemiczne są dopasowane do naszego organizmu, co wyklucza skutki uboczne. Owe produkowane przez człowieka „narkotyki” aktywne są już nawet w bardzo niskim stężeniu. O takiej skuteczności nie mogą nawet śnić koncerny farmaceutyczne, robiące milionowe interesy na Prozacu i szeregu innych pigułek „szczęścia”, mających pomóc człowiekowi w lepszym radzeniu sobie z życiem.

    Widzieliście zapewne w TV niepodatnych na ból ludzi – joginów, przebijających sobie szyję, język czy policzki grubym drutem lub nożem. Zetknęliście się może kiedyś z powiedzeniem „Prawdziwy Indianin nie zna bólu” i z praktykami wiodącymi do tego, żeby tak się działo. W rzeczywistości zarówno Hindus, jak i Indianin, znają uczucie bólu, ale wiedzą też jakimi technikami mogą stymulować swój mózg, by go nie odczuwać, by wydzielać owe neurotransmitery, łagodzące ból w mózgu. Wiemy, że osiągają stan „znieczulenia” poprzez m.in. medytacja i trans, zioła.

    Wiadomo już, że działa, ale nie do końca jeszcze wiadomo, jak działa to nasze „laboratorium szczęścia między uszami”. Naukowcy znajdują się dopiero na początku drogi. Ale jedno jest pewne: w naszej głowie mieści się ośrodek stymulujący „na życzenie” świadome i wolicjonalne wydzielanie owych „hormonów szczęścia” i substancji przeciwbólowych. I mieści się on nigdzie indziej, tylko w układzie limbicznym, ośrodku będącym także „siedzibą” badanego przez nas fenomenu śmiechu i wesołości. A zatem podobne substancje aktywizowane są w mózgu w czasie intensywnego śmiechu.

    Autorzy: Piotr Sady, Dorota Sztobryn