Tkanie życia: Sebastian Głodo

    1

    Wywiad z, niekoniecznie, tylko jednym pytaniem.

    Należy do tej grupy mężczyzn, z którymi natura i czas obchodzą się wyjątkowo łaskawie. Kiedy pytam o wiek, uśmiecha się i mówi, że to, jak wygląda, bywa często zaletą, ale i przekleństwem. Zaletą, gdy może bez żadnych problemów wejść na imprezy zarezerwowane dla studentów. Przekleństwem, a może bardziej wadą, bo często w rozmowach biznesowych potencjalni klienci oceniając jego wiek, traktują go jak młokosa i nie odbierają poważnie. Nasz dzisiejszych bohater Tkania życia uważa, że jest sporo prawdy w tym zabawnym powiedzeniu o facetach, którzy dojrzewają do trzeciego roku życia, a później już tylko rosną. Siebie ocenia niezwykle surowo i uważa, że nie jest jeszcze dojrzałym mężczyzną, choć ma nadzieję, że kiedyś to mu się uda osiągnąć. Teraz jest w jednej trzeciej drogi do osiągnięcia tego celu. Choć fizycznie to już czuje się dojrzały.

    Sebastian Głodo jest świdniczaninem od urodzenia. Pochodzi z rodziny “obciążonej” artystycznie. Zarówno mama, jak i jego ciocia występowały na wielu scenach. Pierwsza tańcząc i śpiewając, druga występując na scenach operetkowych m.in. w Gliwicach, a obecnie w Warszawie. Powtarzano mu, że to obciążenie jakoś zobowiązuje. Na szczęście po kilku niefortunnych próbach w dzieciństwie definicję obciążenia dziedzicznego modyfikowano. I tak po niedoszłym muzyku i piosenkarzu był jeszcze niespełnionym (z własnej winy) mechanikiem samochodowym, a następnie humanistą z cenzusem mgra socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Dzisiaj robi to, co robi, czyli po raz piąty w ciągu ostatnich dwóch dni reinstaluje Windows 7 na swoim laptopie. Po prostu po uszy siedzi w informatyce, choć jest to bardzo szerokie pojęcie. Przyznaje, że dzisiaj jego rodzice nie wiedzą, czym się zajmuje, bo i on sam nie potrafi im tego do końca wytłumaczyć.  Otwarcie przyznaje, że do pewnego momentu wiele pomysłów na siebie zaczynał i nie kończył. Uważa, że taka niekonsekwencja wcale nie pomaga w spełnianiu się i jest coś prawdziwego
    w stwierdzeniu, że: “ Nieważne, jak się zaczyna, a ważne jest, jak się kończy”.  W życiu trzeba być konsekwentnym.

    Sebastian Głodo, jak podpowiadają mi jego koledzy z zespołu, sprzedaje marzenia i możliwości. Wspólnie wdrażają oprogramowanie, z którego można korzystać za pomocą Internetu do realizacji swoich celów. Zarówno informacyjnych, jak i marketingowych. A prościej wszystko to, co wyświetla się przez przeglądarkę, jest stworzone na bazie oprogramowania, które robi zespół bohatera dzisiejszego Tkania życia. M.in. jest to także tworzenie stron internetowych. To praca, pasja i nowe wyzwanie. Wymaga ciągłego śledzenia nowinek i pogłębiania swojej wiedzy, bo inaczej nie nadąża się za wyzwaniami współczesnych oczekiwań. Gdyby było inaczej, można byłoby, jak uważa Sebastian, handlować pluszakami w specjalistycznym sklepie z zabawkami. Bo ta perspektywa jest niezmienna od lat. W informatyce zmiany następują z dnia na dzień. I trzeba do tego się dostosować. Nasz bohater jest elementem wirtualnej rzeczywistości, ale potrafi się też od niej zdystansować i ma poczucie tego, że i tak najważniejszy jest człowiek i relacje, które buduje. Przyznaje się, że lubi gadżety, ale ma pełną świadomość swojej słabości. Lubi jeździć na rowerze, chodzić po górach i grać w tenisa. Szczęśliwy w swoim związku nie odczuwa dyskomfortu dnia codziennego. Nie potrafi “wkurzać się” ani smucić dłużej niż kilka godzin. To są tylko przelotne chwile. Uważa, że świat tak szybko idzie do przodu, że szkoda na to czasu. Ciekawsze jest poznawanie nowych smaków, odwiedzanie nieznanych miejsc i … instalowanie nowych programów.

    Czy żyjąc tak intensywnie Sebastian Głodo ma czas na marzenia? A jeśli tak to, jakie one są?

    – Marzę przede wszystkim o spokoju ducha. I nie chodzi to wcale o tzw. “święty spokój”. Marzę o osiągnięciu stanu równowagi pomiędzy potrzebą
    a przyjemnością. Jeśli uda się mi osiągnąć ten stan, będzie to wówczas pełnia szczęścia.

    Wacław Piechocki