Polowanie na ubranie

    23

    Nie tak dawno temu pewna szanująca się gazeta opublikowała artykuł, w którym można przeczytać, że statystyczny Polak myje się średnio dwa razy w tygodniu. Włos na głowie się jeży! Niestety, obserwując ludzi na ulicach naszego wspaniałego miasta, można wysnuć dokładnie taki sam wniosek, nie trzeba statystyk, ani tęgich głów, żeby tego dowieść. Nie dbamy o siebie! Wygląda na to, że wychodząc na ulicę estetykę zostawiamy głęboko w szafie i pa.

    Może jednak są osoby, które mogą o sobie z dumą powiedzieć, że zaniżają te niechlubne statystyki? Uwaga! Wychodzę na ulicę szukać właśnie takich. Po drodze piętnuję to, co w nas najgorsze. Ostrzegam! Nie mam litości.

    Kiedyś istniała taka zacna instytucja, nazywała się Stadion X-lecia, można tam było kupić wszystko, łącznie z doktoratem z Pakowania Produktów, szkoda, że nie mieli tam okularów obnażających kichę. Wychodząc na świdnicki rynek wypadałoby się w takie zaopatrzyć, najlepiej w kilka par, bo niektóre połączenia nie mieszczą się w głowie niejednemu krytykowi. Z takim kompletem okularów zasiedlibyśmy spokojnie na ławce i mielibyśmy pewność, że nie zakrztusimy się właśnie pitym sokiem lub nie odbije nam się przed chwilą pochłonięta kanapka. Pierwszy dzień spędzony na poszukiwaniach kończy się na dostrzeżeniu mocno eksponowanych „kilku” boczków i wieprzowinek. Powiem szczerze, nie tego szukam. Przecież w tym mieście ktoś musi dobrze wyglądać! Tracę nadzieję… Powrót do domu autobusem komunikacji miejskiej dobija jeszcze bardziej. Przerażają przede wszystkim brudne buty, tak pasażerów, jak i pasażerek. Koturny zarośnięte rocznym kurzem, na których uliczni wandale z pewnością mogliby pisać „brudas”. Na całe szczęście hit podwórek, gumofilce, zostawiamy już głęboko w piwnicy, teraz panuje nowy trend jasne koturny . Tyle że brudne.Litości!

    Kolejny dzień poszukiwań. Rozbijam się między placem św. Małgorzaty, Rynkiem a Bóg wie jakimi jeszcze zakątkami Świdnicy. Dzisiaj musi się udać. Jest! Wysoka, zgrabna, długie nogi. Ubiór dokładnie podkreśla wszystko to co najlepsze. Ma na imię Ania i pracuje w jednym ze sklepów mieszczących się w Rynku. Jak wygląda dzisiaj? Bluzka z gorsetowym wiązaniem z przodu, czyli idealne rozwiązanie, by podkreślić doskonałą figurę, jaką posiada nasza dzisiejsza bohaterka. Dopasowane do tego jasne spodnie rurki to topowe ostatnio połączenie. Całość uzupełniają buty z kamieniami, absolutny hit sezonu. Mając taką okazję, trzeba pytać o wszystkie cenne wskazówki dotyczące wyglądu i ubioru.

    [photospace]

    Ubiór:

    Ubieram się tak, żeby było mi wygodnie. Staram się łączyć style, nigdy nie ubieram się całkiem elegancko, ani całkiem sportowo, stawiam na wygodne klasyczne połączenia. W mojej pracy muszę zwracać szczególną uwagę na wygląd. To, że zawodowo mam do czynienia z odzieżą sprawia, że wiem, jak można ją łączyć.

    Makijaż:

    Na co dzień raczej noszę zwykły neutralny makijaż. Kreska i tusz. Na większe wyjścia łączę kilka kolorów, najczęściej jest to makijaż typu przydymione oko, bo jest prosty a zarazem efektowny.

    Pracując w sklepie, przez który dziennie przewijają się dziesiątki osób, też można sporo rzeczy podpatrzeć, więc ciągniemy dalej.

    Pracując w sklepie odzieżowym to my po części my narzucamy ludziom, jak mają wyglądać. Staramy się otwarcie doradzać, jeśli widzimy, że komuś nie pasuje to, co wziął do przymierzenia, próbujemy doradzić coś innego. Nie możemy przecież powiedzieć wprost, że wygląda nieładnie.

    A jak ubierają się ludzie, którzy przychodzą do sklepu?

    Mamy tu odzież bardziej elegancką, zazwyczaj naszymi klientkami są panie z biura, które przychodzą po koszule, eleganckie spodnie. Zdarzają się osoby, które olśniewają swoim wyglądem, ale to jednak rzadkość.

    OK. Czyli nie jest w naszym mieście jednak tak źle, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Modowy honor Świdnicy ratuje Ania i panie, o których mówiła. Czas najwyższy je znaleźć!

    txt i foto

    the.bat.24

    (bardzo aktywny trend-hunter)