Letnie cuda koncertowe

    0

    Wakacje to najlepsza pora na organizację dużych koncertów. Najlepiej, gdy są obsadzone niemal samymi gwiazdami. Takich koncertów jest mnóstwo w tym roku w każdym mieście. Głównym gwoździem programu co prawda są kiełbasa i piwo, jednak pod sceną zazwyczaj i tak zbiera się morze ludzi. TVP 2 we współpracy z Radiem Zet zorganizowała również imprezę darmową dla mieszkańców kilku miast. Pomysł genialny, bo w programie jest wiele znanych postaci i wykonują tylko i wyłącznie znane przeboje. W dodatku za darmo. Wystarczyło w odpowiednim czasie udać się po darmowe zaproszenia do wyznaczonych w mieście specjalnych punktów. Zaplanowane były trzy koncerty pod nazwą „Lato Zet i Dwójki”. Mnie udało się pojawić na tym organizowanym w świeżo wyremontowanym opolskim amfiteatrze.

    Opolska publiczność jak zwykle zebrała się tłumnie pod amfiteatrem tuż przed godziną 19.00, od której drzwi miały zostać otwarte. Długa kolejka z sekundy na sekundę rosła. Trzeba przyznać, że dość sprawnie poszło wpuszczanie tak dużej ilości ludzi, łącznie ze sprawdzeniem, czy wchodzący posiadają bilety. Jednak szkoda, że organizatorzy nie wpadli na pomysł, by na biletach znajdowały się numery miejsc. Każdy siadał gdzie popadnie, więc jeśli ktoś wybierał się z grupą więcej niż 10 osób, istniało ryzyko, że nie będą siedzieć obok siebie. W każdym razie dość dziwnym widokiem było dla mnie, że ludzie nie biegli do pierwszych rzędów. Nad częścią widowni znajdował się dach, natomiast część była pod gołym niebem. Pogoda tego dnia nie należała do tych słonecznych, więc ostatecznie trudno się dziwić. Jednak domyślam się, jaki ból musieli odczuć, gdy przez cały koncert nie spadła kropla deszczu, a ludzie, którym nie straszny był deszcz, pozajmowali miejsca w pierwszych rzędach.

    Wejście na antenę zaplanowane było po 21.00. O godzinie 20 na scenie pojawił się Tomasz Kammel, który jeszcze w stroju „cywilnym” zapowiedział zespół „Hamak”. Tuż przed rozpoczęciem koncertu głównego miły pan z obsługi technicznej doprowadzał do porządku publiczność i prosił o pozajmowanie wolnych miejsc, żeby wszystko w kamerze ładnie wyglądało. Faktycznie, jak przyjrzałem się następnego dnia w Internecie, miało to sens, bo faktycznie uporządkowana widownia robiła wrażenie. Gwiazdy, które ten wieczór uświetniały swoim występem, nie szczędziły energii i entuzjazmu dla opolskiej publiczności. Każdy z artystów wspominał, że to niezawodna i niepowtarzalna publiczność. Jeśli chodzi o Kammela, zabrakłoby mi palców do policzenia, ile razy podlizał się widowni. To było męczące. Na szczęście w „wozie” TVP ktoś czuwał i w przypadku, gdy publiczność wcale nie była tak entuzjastyczna, odtwarzane były nagrane wcześniej brawa.

    Zrozumiałym dla mnie faktem było to, że muzycy byli zmuszeni grać z playbacku. Charakter imprezy nie pozwalał na tak częstą zmianę sprzętu na scenie, okablowanie i nagłośnienie. Natomiast wokaliści w większości śpiewali na żywo i za to byłem wdzięczny. Jednak niektórzy nawet nie wysilili się na taki gest i tak oto Andrzej Krzywy z zespołu DeMono oraz Urszula naiwnie uwierzyli, że nikt nie zauważy i wykrzywiali się na prawo i lewo, wykonując nienaturalne przy śpiewaniu ruchy. To byłby cud, gdyby można było tak idealnie śpiewać wykonując takie ruchy. Było to przykre. Mimo wszystko ludzie dobrze przy nich się bawili, bo Urszula odświeżyła „Konika na biegunach”, a DeMono zatrudniło choreografa Stefano Terazzino, by nauczył zebrany pod sceną tłum prostego ruchu.

    Największe wrażenie zrobił oczywiście zespół IRA, który rozgrzał widzów do czerwoności. Podobnie było w przypadku Patrycji Markowskiej oraz Haliny Mlynkowej z chórem z „Bitwy na Głosy”. Podczas koncertu trwał plebiscyt na najlepszy utwór tego koncertu. Zwyciężyła Sylwia Grzeszczak ze swoją nową, sympatyczną piosenką „Małe rzeczy”. Jedyne, co mi się w jej występie nie podobało, to fortepian, który nie wiem po co znalazł się na scenie a Sylwia udawała, że na nim gra. Niestety, czasami dawała się ponieść emocjom i unosiła ręce do góry klaszcząc lub machając. To chyba kolejny cud, bo fortepian nadal grał! Zaplanowano też dwa występy artystów, którzy typem zabawiaczy festynowych nie są. Wystąpiła wokalistka grupy The Corr, Adrea Corr, która dała naprawdę świetny popis wokalny (w dodatku jest przepiękną kobietą). Oprócz niej pojawili się także Anita Lipnicka i John Porter. Na ich występach ewidentnie wielu ludzi odpuściło sobie klaskanie i skakanie, jednak widać było, że część jest oczarowana takim poziomem wykonawczym na opolskiej scenie tego wieczoru.

    Pomiędzy występami artystów prowadzący rozmawiali z nimi na temat ich wakacyjnych przygód. Niestety, nie słyszałem ich najlepiej, bo rozmowy prezentowane na telebimie w amfiteatrze nie były na tyle nagłośnione, by zwrócić czyjąś uwagę. Widać więc, że to antena jest świętością. Tam wszystko ma być na tip top i z najwyższej półki. Natomiast to, co działo się przed i po koncercie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zespół „Hamak” jest jednym z najbardziej nieciekawych zespołów, jakie słyszałem, a tuż po koncercie na scenie pojawił się duet „Wet Fingers” z zaproszonymi wokalistami, m.in. z Nickiem Sincklerem. Po prostu telewizja zorganizowała widzom na koniec dyskotekę. Nie wiem, czy to był dobry pomysł, ja po prostu mam inny gust, ale chyba taki sam miało jakieś 70% amfiteatru. Gdy ja wychodziłem, wraz ze mną „stada” ludzi. Mimo to przedsięwzięcie uważam za ciekawy pomysł i oby takich koncertów było jeszcze więcej, bo chociaż dzięki nim czuć, że mamy lato.

    Kamil Franczak