Tkanie życia: Jolanta i Ryszard Gutowie

    4

    Wywiad z, niekoniecznie, tylko jednym pytaniem.

    Uważają się oboje za spełnionych, ale to wcale nie znaczy, że „usiedli” już na laurach i rozkoszują się tym, do czego doszli. Ich spełnienie to realizowanie przez niemal całe życie tego, co sprawia im przyjemność i z czego można się przy okazji utrzymać. Dzięki swojej pracowitości wszystko, do czego doszli, zawdzięczają przede wszystkim sobie samym.

    Ona – Jolanta Gut – jest zielonogórzanką, ale mocna osadzoną w Świdnicy. Imała się różnych prac m.in. w służbie zdrowia (spory epizod zawodowy w przychodni zdrowia przy ulicy Strzelińskiej), w spółdzielni rolniczej (zajmowała się bezpieczeństwem i higieną pracy), przez pewien czas także w zakładzie techniki obliczeniowej (ZETO). Kocha ziemię i pracę na niej. Długo jej pasją była uprawa róż, o których do dzisiaj nie zapomniała i każdą wolną chwilę spędza w swoim ogrodzie.

    On, mąż Jolanty – Ryszard – to rodowity świdniczanin. Także ma spore doświadczenia zawodowe. Choć jego podstawową profesją jest informatyka, robił w swoim życiu różne inne rzeczy. Śmieje się, że gdyby nie Kanclerz Kohl może do dzisiaj w Krzyżowej tworzyłby nadal stylowe meble. Ale przyszedł taki czas, że wspólnie z żoną założyli w Świdnicy własny biznes lakierniczo-motoryzacyjny. Mają sklep, mieszalnię lakierów samochodowych, warsztat i lakiernię. Solidną pracą i wytrwałością doszli do momentu, w którym zapragnęli czegoś zupełnie innego. I wówczas pojawiła się winnica. Było to sześć lat temu. Najpierw kupili jeden 40- arowy kawałek ziemi. Później kolejny. Dzisiaj są to cztery działki o łącznej powierzchni blisko 4 hektarów. A że były to mocno zarośnięte grunty, postawili na winorośle. Sadzili różne odmiany, by sprawdzić ich odporność na klimat, plenność i jakość wytworzonego z nich trunku. Teraz w ich Winnicy Świdnickiej, bo taką nazwę nosi ukochane miejsce pani Jolanty i pana Ryszarda, jest ponad sto odmian winorośli, dzięki którym można poznawać różnorodność owoców, ich cechy charakterystyczne. No i smak winogron, z których powstają najbardziej znane u nas wina tj. Chardony, Pinot Blanch, Pinot Gris, Pinot Noir, Oporto, Gewurztraminer, Rondo, Regent i wiele, wiele innych. Są jedynymi winiarzami w okolicy i ta pasja pochłania ich bez reszty. Gdy tylko kończy się zima, zaczynają w lutym prace na swoich winnicach. Ich otwartość, chłonność na nowinki winiarskie sprawdzają na licznych spotkaniach ludzi tej prężnie rozwijającej się branży. Działają z ogromną energią. Nawet uodpornili się na drobne niepowodzenia, które są nieodłączne w tak delikatnej materii, jak uprawa winorośli. Imponują pracowitością, wytrwałością i optymizmem, który wyczuwa się przy każdym spotkaniu z nimi. Obserwując ich zapał i pasję czuje się, iż winnica stała się ich największą miłością i spełnieniem tego, co najważniejsze w życiu.

    Czy mając za sobą tyle doświadczeń życiowych, szczęśliwą rodzinę i niesłabnącą energię w poznawaniu wciąż czegoś nowego, można mieć jeszcze czas na marzenia?


    – Pewnie można, ale są one bardzo mocno związane z tym, co aktualnie się robi. Nasze marzenia „kręcą się” wokół naszej winnicy. Chcielibyśmy doczekać chwili, gdy z naszego zbocza będą spływał najwspanialszy trunek, jakim jest wino (uśmiecha się Ryszard Gut). A będzie to możliwe, gdy warunki naturalne będą najbardziej odpowiednie i gdy wykorzystamy to do produkcji wina. Oczywiście marzy nam się chwila, gdy wśród naszych winnic świdniczanie będą mogli spędzać mile czas na degustacji win w specjalnej altanie, którą chcemy zbudować.

    Wacław Piechocki