Siedem Pokus Głównych

    1

    Jej działalność na polskim rynku muzycznym trwa już ponad 10 lat. Zaczynała na deskach teatru muzycznego „Studio Buffo”. Później sukces z zespołem Virgin oraz popularność, którą przyniósł jej program „Bar”, wyniosły ją na szczyt kariery. Przez ten czas dojrzewała muzycznie, zmieniała wiele razy swój wizerunek. Z Virgin, wylansowała hity takie jak „Dżaga”, „Mam tylko Ciebie”, „To Ty”, „2 bajki”, „Znak pokoju” czy „Szansa”. Były wzloty, były upadki i tak oto po rozstaniu z kapelą rozpoczęła w 2007 roku solową karierę występując pod swoim pseudonimem „Doda”. To był strzał w dziesiątkę! Pierwsza solowa płyta „Diamond Bitch” rozeszła się w setkach tysięcy egzemplarzy, a piosenki „Katharsis”, „Dziękuję” czy „Nie daj się” również stały się hitami. To akurat był fenomen, bo większość piosenek Dody nie znalazła się na listach rozgłośni radiowych, a mimo to zawładnęły sporą częścią polskiej publiczności. Od wydania pierwszego albumu na swój powrót kazała długo czekać. W międzyczasie karmiła fanów jedynie nowinkami z życia prywatnego oraz okazjonalnymi telewizyjnymi występami. Przez cały czas jednak grała koncerty i odwiedzała fanów w całej Polsce.

    W wakacje 2010 roku pojawiły się pierwsze informacje dotyczące nowych piosenek artystki. Rzeczywiście, zaraz po plotkach w sieci pojawiła się piosenka „Bad Girls” w dwóch wersjach językowych. Autorką tekstu była Maria Peszek, która w projekcie Dody ukrywa się pod pseudonimem „Bura Suka”. Trzeba było przyznać, że utwór zupełnie różnił się od tych poprzednich i zapowiadał, że płyta będzie kolejną kopalnią hitów. Pod koniec maja tego roku na półki sklepowe trafiła jej druga płyta „Siedem Pokus Głównych”. Ciekawym ruchem marketingowym jest forma, w jakiej album został wydany. Mianowicie album można znaleźć z siedmioma różnymi okładkami, każda z nich charakterystyczna dla Dody, kontrowersyjna. Świetny pomysł, bo z tego, co wiem, ludzie przychodzili do sklepów i kupowali całe zestawy, by mieć każde wydawnictwo związane z Dodą. Od razu sprzedaż wzrasta. Byłem bardzo ciekaw, co znajdę na tym albumie, więc gdy tylko wpadł w moje ręce, bez oglądania okładki wrzuciłem go do odtwarzacza.

    Na samym początku Doda wita słuchaczy i informuje, że „jest to pierwsza płyta Elfa” i że będzie między piosenkami mówiła w języku elfów. Cała okładka i scenografia podczas koncertów nawiązuje do postaci mitycznych i elfów. Ciekawy pomysł, tylko że jedynym mankamentem jest to, że nikt nie rozumie, o czym artystka mówi między utworami. Jak tu sprawdzić, czy to ma sens, czy to jakiś bezsensowny bełkot? Jeśli zaś chodzi o muzykę, to ewidentnie Doda wraca do korzeni i obraca się w przesterowanych gitarowych dźwiękach, jednak do tego została dołożona ogromna dawka elektronicznych efektów, loopów i sampli. Efekt bardzo ciekawy w połączeniu z jej charyzmatycznym głosem. Jedynym minusem jest realizacja poszczególnych utworów, w których bardzo ciężko zrozumieć, co śpiewa Dorota, bo zagłuszają ją inne instrumenty, w większości przypadków są to talerze.

    Najgoręcej polecam utwory, które bardzo kojarzą się z pierwszym i drugim albumem Virgin. Mianowicie „Singin”, „Oswój mnie”, „Nieskromnie”, „Lazarium”. Rock’n’rollowy pazur i linie wokalne tak przypominają ten stary dobry klimat jej kapeli, że można się rozmarzyć rozpamiętując. Są też utwory, w których widać, ze Doda dojrzała. Warte uwagi są utwory „Dejanira” oraz „Chimera”. Wyobraźnia tekstów oraz poziom wykonawczy Dody jest na naprawdę wysokich lotów, bo obie kompozycje uważam za najtrudniejsze w tym albumie. Jednak Doda też eksperymentuje i tak owocem tych zabaw jest utwór „XXX” czy cover utworu Anny Jantar „Nic nie może wiecznie trwać” w klimacie dance z rockową nutą. Na końcu jako bonus dodany jest remix utworu „Bad Girls”, który zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż oryginał. Jest całkowicie zagrany przez żywe instrumenty oraz przearanżowany na typowy rockowy kawałek.

    Jedyne, czego przyzwyczajeni do hitów fani nie znajdą to albumie „Siedem Pokus Głównych”, to hity. Oprócz „Bad Girls”, który jako tako wpadł do ucha, nie ma tam numerów lekkich, zwiewnych i przyjemnych. To ambitniejszy album. Widać, że Doda widząc swój sukces bez pomocy stacji radiowych, nawet nie zamierza starać się, by walczyć o to zainteresowanie. Może i dobrze?

    Kamil Franczak