Zawodna Brodka

    1

    Polska publiczność zachwycona pierwszymi singlami z nowej płytyBrodki, które pojawiły się w sieci i w radiach jesienią zeszłego roku, tłumnie biegli do sklepów, by zakupić jej nowy album „Granda”. Potem posypały się nagrody, gratulacje i ogólna duma z młodej góralki, która zrobiła tak dobry materiał,  nie będący kolejną papką dla mas. Teraz trwa okres juwenaliów w całej Polsce. Te gigantyczne imprezy przyciągają rzeszę polskich studentów i nie tylko, a przygrywają im głównie czołowe gwiazdy estrady. Dla mnie to również była okazja, by wybrać się na jakiś koncert i cudownie się złożyło, że w Opolu akurat grała Brodka. Postanowiłem w te pędy gnać do Opola, by usłyszeć po raz pierwszy na żywo utwory z „Grandy”. Nie ukrywam, że byłem bardzo nakręcony na ten koncert i przebierałem nogami z niecierpliwości słuchając poprzedzających jej występ koncertów. Dlaczego więc, gdy rozpoczął się koncert, tak się rozczarowałem?

    Na miejscu imprezy zebrały się tłumy dobrze bawiących się młodych ludzi. Ogólnie trzeba przyznać, że ta impreza pod nazwą „Piastonalia 2011”, została zorganizowana perfekcyjnie. Wielka scena, genialne nagłośnienie i oświetlenie oraz przygotowanie sanitarne i gastronomiczne. Niejedno miasto organizując swoje święto, mogłoby się od studentów Uniwersytetu Opolskiego wiele nauczyć. „Piastonalia” trwały kilka dni, ja wybrałem akurat ten dzień, w którym występowała Brodka, a poprzedzały ją Lilu oraz Marika. Obie panie rozgrzały publiczność do czerwoności, a w szczególności Marika, która dała taki koncert, że przez dobre 10 minut zbierałem szczękę z podłogi. Tak dobry support zobowiązuje do tego, by gwiazda wieczoru była najsłodszą wisienką na torcie. No cóż, już po pierwszych dwóch utworach Brodki wiedziałem, że szału nie będzie. Niby wszystko w porządku, stoi Brodka, grają muzycy, śpiewa „Szyszę”, „W pięciu smakach”, „Kropki kreski” itd. a ja wciąż czuję, że chyba wolę płytę, ale czekałem dalej. Po zagraniu kilku numerów z ostatniej płyty, przyszła pora na wcześniejsze hity. Oczywiście, żeby pasowały do klimatu koncertów promujących „Grandę” zostały przearanżowane na podobny styl. Niestety, do pięt grandowym piosenkom nie dorastały, a wręcz szpeciły oryginalnie przyzwoicie wykonany numer. Przyszedł moment, w którym Brodka ze sceny zapowiedziała, że teraz będzie szał i szaleństwo. Z głośników rozbrzmiała piosenka „Granda” ludzie okazali wstępnie entuzjazm ale im dalej w piosenkę, tym mniejsza była chęć do zabawy. Oczywiście nie można powiedzieć, że nikt nie bawił się i wszyscy stali rozczarowani, tylko czuć było, że w porównaniu do Mariki, wszyscy bawią się na pół gwizdka. Wielu ludzi odpuściło sobie również bis.

    W czym rzecz? Próbowałem sobie to wytłumaczyć i myślę, że powód jest jeden. Monika od samego początku sprawiała wrażenie, jakby jej się nie za bardzo chciało cokolwiek robić. Bujała się w charakterystycznym dla siebie stylu, ale raczej automatycznie, bo coś grało z tyłu. Rozmowna też jakoś specjalnie nie była i nie śpiewała jakoś szałowo. Ja odniosłem wrażenie, że wszystko jest tak na „odwal się”. Byłem totalnie rozczarowany, że nawet nie chciało mi się szukać dobrych stron koncertu, a pewnie trochę ich było. Tylko widać, że wystarczy, że artysta nie przekazuje emocji widowni, to i widownia nie będzie nimi obfitować.

    Kamil Franczak