Tkanie życia: Wojtek Rut

    6

    Wywiad z, niekoniecznie, tylko jednym pytaniem.

    Na pewno jest niekwestionowanym pionierem w ożywianiu świdnickich podziemi. Staje się także jednym z kreatorów miejskiej gastronomii, takiej z ambicjami, która nie ogranicza się jedynie do karmienia głodnych i spragnionych. Wojtek ma pomysły niebanalne i stara się je realizować. Najlepszym dowodem może być udział jego „Fosy” we współ organizacji Festiwalu Reżyserii Filmowej. Do dzisiaj świdniczanie wspominają wyjątkową atmosferę i bezpośredni kontakt z gwiazdami polskiego kina.

    Świdniczanin z urodzenia i zamieszkania. W okresie studiów na wrocławskim AWF i później dwuletni pobyt zagranicą brakowało mu towarzystwa swoich świdnickich przyjaciół. Czynnie grał w piłkę ręczną i jest dyplomowanym trenerem drugiej klasy w tej dyscyplinie. Sport to rodzinna pasja. Wojtek jest z „tych” Rutów, z których wywodzi się także brat jego ojca, Tadeusz Rut polski lekkoatleta, mistrz Europy i medalista olimpijski. Był specjalistą rzutu młotem (startował też w rzucie dyskiem i w pchnięciu kulą). Trzykrotnie brał udział w igrzyskach olimpijskich, za każdym razem wchodząc do finału. Największy sukces osiągnął na olimpiadzie w Rzymie w 1960 roku, gdzie zdobył brązowy medal rzutem na odległość 65, 64 m. W Melbourne w 1956 roku był czternasty (startował też w rzucie dyskiem, ale odpadł w eliminacjach), a w Tokio w roku 1964 dziesiąty. Wujek Rut cztery razy uczestniczył w mistrzostwach Europy. Był ośmiokrotnym mistrzem Polski. Pasję Wojtka kontynuuje jego syn, piłkarz ręczny świdnickiego klubu ŚKPR.

    Podczas studiów zdobywał pierwsze doświadczenia zawodowe, prowadząc studencki klub „DISCUS”. W tym czasie (druga połowa lat osiemdziesiątych) była tam jedna z najlepszych dyskotek w mieście. Powrót do Świdnicy był związany z przetargiem na podziemia przy placu św. Małgorzaty. Wygrał go i … jest już tam od prawie dwudziestu lat. Powoli i konsekwentnie powstawały najpierw pub „Bunkier”, a później kawiarnia „Fosa”. W planach jest restauracja. Wojtek jest wyznawcą zasady, że robić trzeba „raz a dobrze”. Stąd inwestowanie w systemy wentylacyjne, ogrzewanie i wszystko to, co daje klientowi komfort dobrego samopoczucia i oczywiście jak najwyższy poziom świadczonych usług. Bywalcy „Fosy” bez dyskusji przyznali w moim rankingu pierwsze miejsce tamtejszej toalecie, z którą nie mogą konkurować żadne inne miejsca tego typu w mieście. A jak mawia stara zasada globtroterów – „chcesz sprawdzić, jak cię żywią w tej restauracji – sprawdź jej toaletę!”.

    Wojtek cieszy się tym, co robi. Z przyjemnością oddaje się także żeglowaniu, które obok narciarstwa jest jego drugą miłością. Pływa po wodach Adriatyku w Chorwacji i twierdzi, że jego żeglowanie jest z tych „niecierpliwych”. Lekko nudzą go rejsy dłuższe niż tydzień, ewentualnie 2 tygodnie. Poszukuje w żeglowaniu adrenaliny i ryzyka w stopniu kontrolowanym (bez brawury). Uwielbia owoce morza, a z kuchni włoskiej najbardziej smakują mu mięsa przyprawiane na tamtejszą modłę. Wielu może imponować swoją odpowiedzialnością i konsekwencją. Jest ceniony przez swoich pracowników, którzy, jak mi zdradzili, czują się w firmie bezpiecznie i przez bez problemów utożsamiają się z nią. Dowód? Najkrótszy staż to dwa lata ciągłej pracy, ale regułą są długoletni pracownicy. Stały w uczuciach – ta sama żona i parka dzieci.

    Czy w tym natłoku codziennych problemów i spraw ważnych masz czas na marzenia? Jakie one są – mniej, czy bardziej realne?

    – Pewnie, że mam czas na marzenia. Jest jedno najważniejsze, niezwykle konkretne – chciałbym, zanim przekroczę próg pięćdziesięciu lat życia, doprowadzić do sytuacji, że ja i moi najbliżsi będziemy mieli pełen komfort bezpieczeństwa. To taka sytuacja, w której nic nikomu nie zagraża i można spokojnie oddawać się przyjemnościom. A później…. Mam pomysł na siebie, ale na razie to tajemnica.

    Wacław Piechocki