Henryka Krzywonos o witaminie M

    1

    – Dzieci po największych urazach psychicznych, odrzucane i poniewierane mają szansę, by się otrząsnąć, by w siebie uwierzyć – przekonywała Henryka Krzywonos – Strycharska podczas spotkania, zorganizowanego 18 marca przez Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce” w ramach „Rozmów o wychowaniu”. – Najważniejsza jest witamina M, czyli miłość i jeszcze raz miłość.

    Legenda Solidarności, gdańska tramwajarka, która rozpoczęła w 1980 roku strajk miejskiej komunikacji w swoim mieście, doskonale wie, o czym mówi. Sama pochodzi z głęboko patologicznej rodziny. – Przez wiele lat czułam się jak człowiek drugiej kategorii. Nie wierzyłam w swoją wartość, byłam gorsza, przynajmniej we własnej ocenie – mówiła podczas spotkania z pedagogami, nauczycielami i przedstawicielami organizacji charytatywnych z powiatu świdnickiego. – Dopiero, gdy podczas wydarzeń z 1980 roku spotkałam na swojej drodze ludzi, którym byłam potrzebna i którzy mnie docenili, uwierzyłam w siebie. I poczułam, że moje osobiste doświadczenia pomogą mi stawać w obronie słabszych. A najsłabsze są dzieci.

    Na początku lat 90-tych wraz z mężem Krzysztofem Strycharskim adoptowała dziecko. – Pani z ośrodka adopcyjnego patrząc na to, jak sobie radzimy, zaczęła nas namawiać do założenia rodzinnego Domu Dziecka. Wahaliśmy się dwa lata, bo dzieci to nie ping-pongi, którymi można się pobawić i wyrzucić w kąt. Po długim namyśle zaryzykowaliśmy i dziś jestem szczęśliwa. W naszym domu pojawiło się 12. dzieci. Dzieci po strasznych przejściach, okaleczonych psychicznie, właściwie skazanych na beznadziejność. Dziś to już dorośli ludzie, choć oczywiście nadal moje dzieci, którzy radzą  sobie w życiu, mają rodziny, wykształcenie, a przede wszystkim wierzą w siebie. Doczekaliśmy się już 9.wnucząt. Jedna z córek również założyła rodzinny Dom Dziecka.

    Obecni na sali zadawali pytania przede wszystkim związane z wychowaniem. M.in. te, dotyczące klapsów. Henryka Krzywonos w tej kwestii mówi wprost – Klaps to także przemoc. Nie oznacza to, że dziecku można pozwalać na wszystko. – Życie bez zasad, bez jasno określonych praw i obowiązków nie jest dobre. Dziecko potrzebuje drogowskazów, ale nie wyznaczają ich klapsy!

    Gość „Serca”  spotkał się także z podopiecznymi organizacji. – To była świetna lekcja historii, bo pani Henryka tym kilku i kilkunastolatkom wspaniale opowiedziała o wydarzeniach sprzed 30-lat, które dla dzieci są przecież odległą historią – dodaje Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka, współorganizator wizyty.

    asz

    [photospace]