Zamarzł, bo nie było pomocy?

    48

    Tę wstrząsającą historię opisuje na swojej stronie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami we Wrocławiu. 31 grudnia  2010 roku inspektorzy zostali poinformowani, że na terenie ogrodów działkowych przy ulicy Komunalnej leżą zwłoki psa. Mężczyzna o imieniu Krzysztof zawiadamiał, że kilka dni wcześniej w sprawie żywego jeszcze, ale skrajnie wycieńczonego zwierzęcia interweniował w świdnickiej Straży Miejskiej. Podejrzewał, że strażnicy tam nie pojechali. – Taki zarzut bardzo nas zabolał, bo patrol był dwa razy – tłumaczy Józef Rączkowski, zastępca komendanta SM. – Zagadką jest, kto mówi prawdę – piszą inspektorzy TOZ. Wówczas był głęboki śnieg. Nie widać na nim śladów butów czy opon samochodu.

    TOZ postanowił poinformować o całej sprawie dopiero teraz, po otrzymaniu oficjalnej odpowiedzi ze Straży Miejskiej. 28 grudnia pan Krzysztof zobaczył psa z okien autobusu. Widać było, że zwierzak jest przemarznięty i słania się na nogach z głodu. Zapewniał, że nie ma siły chodzić. – Zgłoszenie otrzymaliśmy o 8.40, patrol pojechał o 9.25 – wyjaśnia Józef Rączkowski. – Jeden strażnik sprawdzał teren na piechotę, drugi jechał samochodem. Tego dnia była zawieja śnieżna. Psa nie udało się odnaleźć. Wróciliśmy następnego dnia i znów nic. Widocznie miał jeszcze dość sił, by pójść w inne miejsce. Może wrócił szukając właściciela? Tego nie wiemy.

    – Takie tłumaczenia słyszymy często – że pies się oddalił, że interwencja była, a potem znajdujemy martwe zwierzęta – mówi Mateusz Czmiel, inspektor TOZ. – Bardzo często, i to nie tylko w Świdnicy, sprawy zwierząt traktowane są lekceważąco. Niestety, możemy tylko o tym mówić, bo nie ma możliwości, by udowodnić, jak było naprawdę. Wiadomo z całą pewnością, że Straż Miejska ma obowiązek podejmować interwencje na podstawie Ustawy o Ochronie Zwierząt. Jednak by złożyć doniesienie do prokuratury o niedopełnieniu obowiązków, musielibyśmy mieć niezbite dowody. Tutaj mamy tylko zdjęcia i informację od jednego z mieszkańców, który chce zachować anonimowość.

    – To niesprawiedliwa ocena naszej pracy – ripostuje zastępca komendanta SM. – Tego samego dnia, czyli 28 grudnia, przed zamarznięciem uratowaliśmy dwa inne psy. Jeden, bezpański, trafił do schroniska, w sprawie drugiego udało nam się odnaleźć właściciela. Nie zbagatelizowaliśmy informacji o kundelku z Komunalnej. Bardzo nam przykro, że nie udało się go wówczas odnaleźć i uratować przed śmiercią.

    Pozostają jeszcze inne pytania bez odpowiedzi. Do kogo należał pies? Co się stało, że błąkał się bez jedzenia i picia w ekstremalnych, zimowych warunkach?

    asz

    Zdjęcia pochodzą ze strony TOZ Wrocław.

    [photospace]