Granice twojego języka…

    6

    Zawsze o tej samej porze pojawia się i nie daje mi spokoju przez kilka dni. Ani zgaga, ani refluks, czy inna niestrawność… Najzwyklejsza wątpliwość, czy książka pod choinką dla moich dzieci będzie tym, na co one czekają? Czy skończy się na tym, że to ja będę ją ostatecznie czytał? Trudna sprawa jest z tą książką. Chyba taki sam, a może znacznie mniejszy, jak z poziomem kształcenia w naszych szkołach.

    Opowiadała mi pewna nauczycielka, jak to dzisiaj jest z matematyką w programach szkolnych. Jak się okazuje to, co za naszych czasów było normą, dzisiaj nawet nie mieści się w zakresie programowym profilowych klas matematyczno – fizycznych. Kiedyś pojęcie rachunku różniczkowego, badanie  przebiegu zmienności funkcji i całka to były  pojęcia znane i definiowane przez średnio zdolnego licealistę. Dzisiejszy abiturient musi wpisać je do wyszukiwarki internetowej by pochwalić się wiedzą o nich. To, co dzisiaj jest matematyką w liceum, kiedyś przerabiało się w szkole podstawowej. Dlatego na politechnice organizuje się pierwszy rok nauki dla wyrównywania poziomów i przekazania niezbędnej wiedzy matematycznej, bo to, z czym przychodzą przyszli inżynierowie – Przeraża!!!!

    Kiedyś oglądałem jakiś telewizyjny teleturniej, w którym uczestnikiem gry był student trzeciego roku zootechniki. Kiedy prowadzący zapytał go na podstawie  której części ciała bada się na targu wiek konia, ten zbaraniał. Inny, jego rówieśnik nie znał pojęcia pawlacz. Ludzie, gdzie my żyjemy? Przecież to pojęcia z zakresu podstaw funkcjonowania w dzisiejszym świecie. Coś, czego nie uczy się nawet na uniwersytetach czy akademiach. Niestety, taki mamy świat, jaką mamy młodzież. A dzisiejsza nie garnie się do literatury. Ile trzeba zachodów i podstępów by zachęcić do przeczytanie czegokolwiek. Lektury to już zupełny kociokwik. Tego szanujący się młodzian, czy panienka nie weźmie do ręki. Doczekaliśmy się. My, którzy zatrudnialiśmy  się w księgarniach w roli sprzątaczek, by mieć dostęp do aktualnego wydania Hłaski  czy Witkacego. Którzy przekupywaliśmy  panie z księgarni czekoladkami i pamiętali o ich imieninach. Tak bywało i teraz pozostają jedynie wspomnienia i żal, że dożyliśmy takich czasów.

    I cóż z tego, że czasy są jak pędzący ekspres? Informacja goni informację. Plotka, która stała się jakoś wydarzeniem kulturalnym,  prześciga inną. Niewielu ludzi stać na chwilę zatrzymania się i na refleksję. A jeśli zdarzy się ktoś taki, traktowany jest jak cudak. Dobrze, że nie wytyka się go palcem i nie stawia za karę pod ścianą. Mam jednak nadzieję, że kiedyś to się zmieni i wrócimy do normalności. Jak mawiał święty Augustyn „Ludziom przydałby się czasem czas wolny od życia.”

    Wacław Piechocki