Czeskie całowanie w brzuszek

    0

    Mariusz Szczygieł napisał kolejną, po „Gottlandzie”, książkę o Czechach pt „Zrób sobie raj”. Świetną książkę, choć powiadają, że ta pierwsza była lepsza. Myślę jednak, że czytelnik, któremu kraj naszych południowych sąsiadów jest z jakiegokolwiek powodu bliski, sięgnie z chęcią i przyjemnością po obie.

    „Zrób sobie raj” to książka przynależna go gatunku tzw. reportażu literackiego, w której autor z wprawą i bardzo udanie miesza różne gatunki- notatkę prasową, wywiad, sprawozdanie, sam reportaż wreszcie.Czyta się ten kolaż wyśmienicie i bez problemu, tudzież wyrzutów sumienia, zarywa noc odwracając kolejne strony – bo po wielokroć warto, choć momentami lektura nie jest radosna.

    Mariusz Szczygieł mówi o sobie, że jest kryptoczechem, a ja myślę, że on po prostu jest Czechem, tyle że mieszkającym w Polsce. W jego książce czuć wyraźną sympatię do tego kraju i jego mieszkańców. Mówi też o sobie, że jest „niechlujnym czechofilem”, bo jego opowieści o Czechach to nie  przewodniki turystyczne, opisy co ciekawszych zabytków i miejsc czy zbiory informacji o muzeach i restauracjach. To opowieści zbudowane w dużej mierze na emocjach, bardzo pozytywnych emocjach, na zachwycie nad Pragą , na radości ze spotkań z ludźmi a przede wszystkim na ciągłym zadawaniu pytania o fenomen czeskiej duszy, tak inny od naszej, polskiej.

    Wiele miejsca poświęca autor próbie znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak się Czechom żyje bez Boga, bez patosu, bez narodowego zadęcia; jak się żyje mając takich pisarzy jak Hrabal, Kundera, Hasek, filozofów pokroju Egona Bondego i niepokornych rzeźbiarzy, jak Cerny.

    Jak się żyje, zmieniając lęk przed śmiercią i przemijaniem w żart, groteskę, autoironię.
    Jak się żyje, tak bardzo afirmując życie samo w sobie, bez ciężaru jakiegokolwiek dogmatu…
    I piękne jest to, że Szczygieł drąży, pyta, chce wiedzieć, bo chce zrozumieć, ale nie znajdziemy w jego książce cienia oceny opisywanych ludzi i zdarzeń.

    Nie znoszę słowa „pepik” i kurczę się wewnętrznie, gdy słyszę to nacechowane pogardą i wyższością  określenie. Książka pana Mariusza i wywiady z nim dały mi właściwie odpowiedź skąd się w nas, w naszym społeczeństwie bierze, taki lekceważący do Czechów stosunek.

    A sam autor w wywiadzie dla ostatniego „Przekroju” stwierdza… każdy Polak spotyka takiego Czecha, na jakiego sobie zasłużył…

    Nie wiem, na jakiego ja sobie zasłużyłam, ale wielokrotne i częste wizyty w Czechach wspominam bardzo miło, kontakty z Czechami także. Uwielbiam czeskie filmy i piosenki Jaromira Nohavicy, książki Kundery i Tuzemsky rum w herbacie… A w Pradze przestaję oddycha z zachwytu ergo…..
    A co z tym całowaniem w brzuszek, czeski ,rzecz jasna brzuszek? Zapraszam do lektury  książki, tam pan Mariusz wyjaśnia kogo i w jakich okolicznościach po brzuszku czeskim obcałowywał.