Ludzie z innej planety? [FOTO]

    0

    Gdy przez Rynek po zmroku przewalały się grupki rozkrzyczanej młodzieży, dla której najlepiej znanymi słowami są te na ka.. i pie…, dorośli wyprowadzali swoje psy pod latarnie, pijani mężczyźni szarpali się za rogiem, a nieliczne pary spacerowiczów jakby nic nie widząc i nie słysząc przemykały mimo, za drzwiami teatru, w wypełnionej po ostatnie miejsce sali, trwał niezwykły spektakl. Z przeszłości przywołano ludzi, dla których praca, obowiązek, służba, poświęcenie, godność, uczciwość i oddanie były oczywiste. Z przekonaniem o tych wartościach mówiły kilkuletnie dzieci, nastolatki i dojrzali mężczyźni, a słuchała bez szemrania kilkusetosobowa widownia. 100 rocznicę powstania polskiego harcerstwa i 65 utworzenia świdnickiego hufca ZHP świętowali druhny i druhowie. Pytanie – którzy to ludzie z innej planety, ci na Rynku, czy ci w teatrze?

    W podróż od założycieli polskiego harcerstwa, Oleńki i Andrzeja Małkowskich, przez wojnę, powstanie aż po czasy współczesne zabrali świdniczan Barbara Wachowicz, pisarka, orędowniczka ruchu harcerskiego, i Piotr Pamuła, komendant świdnickiego hufca. Z tej opowieści, zatytułowanej „Ojczyźnie miłej służ”, wyłaniał się obraz ludzi twardych, dzielnych, ale i umiejących się bawić. Janek Bytnar „Rudy”, Aleksy Dawidowski „Alek”, Tadeusz Zawadzki „Zośka” – wydawało się, że to oni we własnej osobie stanęli na scenie. Widać było, że Sławek Filip, Michał Norbert i Wojtek Maruszewski , odtwarzający role bohaterów Szarych Szeregów, nie klepią wyuczonego na pamięć tekstu, ale że te ideały są im znane i bliskie. Wzruszająca Teresa Dubel w roli Basi, ukochanej „Alka”, delikatna Ania Góralska jako Oleńka Małkowska, wreszcie harcmistrz Krzysztof Jakubiec, gość specjalny w roli Andrzeja Małkowskiego – oni wszyscy są dowodem na ciągłość harcerskiej myśli. – Jeszcze harcerstwo nie zginęło, póki jest Świdnica. – obwieściła ze sceny Barbara Wachowicz. Drużyny ze Świdnicy, Strzegomia, Świebodzic i Pszenna udowadniają, że ma rację. Bawią się, działają, uczą niemodnych pieśni wbrew krytyce i niewybrednym żartom. I ciągle dołączają do nich kilkuletnie dzieci, przyprowadzane przez rodziców, którzy sami wyrośli z harcerstwa albo szukają dla swoich pociech drogi innej niż komercyjna, powierzchowna, szybka jak telewizyjny news.

    O historii świdnickiego harcerstwa można przeczytać w specjalnym wydawnictwie, gdzie szczegółowo opisano trudne lata tuż po wojnie, walkę o ideały i imię Szarych Szeregów wbrew socjalizmowi, pracę kolejnych komendantów, drużynowych, wreszcie budowę bazy w Niesulicach. Urodzinowy kominek nie miał być wyliczanką dat i nie był. Przypomniał o najważniejszych zasadach. A nagrodą dla świdnickich harcerzy powinno być wzruszenie i łzy Myszki Downarowicz, sanitariuszki batalionu „Zośka”, ocalałej z Powstania Warszawskiego, która znalazła się na widowni.

    [photospace]