Dziecko: Fatalny błąd popełniany przez rodziców

Dziecko: Fatalny błąd popełniany przez rodziców

0
PODZIEL SIĘ

Muszę się przyznać do fatalnej rzeczy – zawiodłam. Starałam się być dobrą, świadomą mamą, poświęcać czas i uwagę Małemu, uczyć go nowych rzeczy, pozwalać mu wyrażać wszelkie emocje w nim drzemiące, nie rozdzielając je na te złe i dobre, bez głupich słów „przestań, tak nie można”, „uspokój się” itp. Czytałam mnóstwo poradników, zaglądałam na tematyczne blogi, szukałam informacji jak dawać z siebie więcej i lepiej dla dziecka, chciałam być świadomą mamą, a jednak przepadłam na głupiej rzeczy! I wstyd mi i źle mi.

Bo zbyt często posiłkowałam się Baba Jagą w celu wymuszenia na dziecku zrobienia czegoś. Niby nic wielkiego, bo jak nie chciał zjeść, to hasło Baba Jaga działało cuda, uparcie szedł w miejsce niezbyt bezpieczne dla niego, to też ta wstrętna Baba była w pobliżu i już Mały był przy mnie. Nie chciał umyć rączek po zabawie na dworze? Proszę bardzo – Baba Jaga pomogła! Tonący brzytwy się chwyta? Ja chwytałam się potworów z bajek. I sama nim się stałam. I uderzam się w ten durny łeb i smutno mi i boje się, że zdążyłam wyrządzić wiele złego psychice tego malutkiego człowieka! Dałam ciała.

Jeśli myślicie, że taka refleksja naszła mnie sama, to jesteście w błędzie, bo skoro metoda działała, to po co miałam ją zmieniać?

Oczywiście, miałam świadomość tego, że takie „lekkie” straszenie dziecka nie jest powodem do dumy i co dla nas, dorosłych, wydaje się być żartem, dla dziecka niekoniecznie nim jest. Ale najważniejsze, ze skutkowało! Dopiero w przedszkolu jedna z opiekunek zwróciła mi uwagę, że Mały z przerażeniem zaczął opowiadać jej historię, w której to Baba Jaga kręci się pod naszym domem i pilnuje, aż wszystko z talerzyka zostanie zjedzone. Podobno był przerażony! Mój mały szkrabek był przerażony! Nie z powodu jakiejś obcej osoby, a własnej matki, która chcąc dobrze, robiła źle! W imię zjedzonego obiadku, umytych rączek, wymuszenia posłuszeństwa, sprzątania po sobie i tego typu rzeczach!

Kosztowało mnie to kilka nieprzespanych nocy, morze łez, wielkich wyrzutów sumienia i w końcu refleksji i ostatecznego postanowienia. NIGDY WIECEJ! Tylko jak teraz naprawić ten fatalny błąd?

Dlaczego nie wolno straszyć dziecka?

 

Może na początek, dlaczego takie „podrasowanie” rzeczywistości jakimś straszydłem wydaje się naturalne w obejściu z dzieckiem i w znakomitej większości tej broni używamy automatycznie?

Wydaje się, że ten sposób tak bardzo wrósł w naszą rodzicielską kulturę, że niemal stał się integralną częścią metod wychowawczych. Nie odbieramy go za coś bardzo złego. Jasne, nie chwalimy się nim wszędzie, bo jednak podświadomie czujemy, że nie ma czym się chwalić. Z resztą, kto z nas nie zna tych sytuacji podczas świątecznego biesiadowania przy stole, w których to właśnie wspomnienia starszego pokolenia o tym, jak straszyło swoich podopiecznych wywołują salwę śmiechu i stanowią kulminacyjny punkt rozrywki oraz ogólny poklask otoczenia? Może przez takie właśnie naśladownictwo wydaje nam się to całkiem OKEJ? Bo co prawda, wtedy mieliśmy pełne gacie strachu, ale ostatecznie po 20 kilku latach stwierdzamy, że nie było tak źle.

Uważamy, że to czasami ostateczna deska ratunku, bo skoro inne metody perswazji zawodzą, to sięgamy po naszego asa w rekawie. Czy istnieje ktoś, do kogo chociaż raz nie przyszła policja, czy też Dziad, czy może zły sąsiad, Bobo albo Baba Jaga? Mam wielką nadzieję, że nie ma takiej osoby, bo inaczej od razu przywieszę sobie kartonik na szyję z napisem „najgorsza matka świata”!. To, co dla nas wydaje się być żartem, fikcją, niewinnym środkiem do osiągnięcia celu, dla dziecka staje się rzeczywistością, a jego wyobraźnia działa na turbo obrotach i właśnie fika salta i robi szpagaty w powietrzu. Ono nie odróżnia fikcji od prawdy i szczerze wierzy w wypowiedziane słowa, dlaczego? Bo ufa Ci w 100%, skoro mama i tata tak mówią, to znaczy, że tak jest, dlaczego mieliby kłamać? A chwilę… Co to znaczy kłamstwo? Dziecko nie ma pojęcia co to jest, to Ty z czasem nauczysz je znaczenia tego słowa i potęgi jego działania.

Wracając do potworów, dla malucha one stają się realne, tak jak je opisujesz, złe, niedobre, brzydkie, z dużym nosem, workiem czy czym tam sobie jeszcze wymyśliłaś. Jednym słowem, ty opisujesz i straszysz – dziecko się boi. Taki mechanizm. Cieszysz się, Aniu, że Baba Jaga pomogła w zjedzeniu obiadka? Gratuluję, Twoje dziecko właśnie było tak przerażone wizją pojawienia się tej strasznej postaci, że ze strachu wszystko zjadło. Tak to właśnie działa. Co gorsza, ten strach w nim zostaje.

Z wielu badań wynika, że wszelkie lęki w dorosłym życiu, problemy i anomalia w zachowaniu mają swoje źródło w dzieciństwie. Podobno klaustrofobia bierze się z opisanego wyżej worka, do którego rzekomo straszna postać może zapakować dziecko. Jest w nim ciemno, ciasno i strasznie, tak jak w wielu miejscach, które w dorosłym życiu budzą w nas strach. Boisz się ciemności, ciemnych piwnic albo strychów? A czy najbliżsi nie straszyli Cię, że jak będziesz niegrzeczna, to w nocy przyjdą po Ciebie? Wywoływanie strachu u dziecka ma piorunujący efekt, dzięki któremu od razu osiągniesz, co chcesz, tylko jakim kosztem?! Wyobraźnia dziecka pracuje naprawdę na pełnych obrotach, często demonizując jeszcze bardziej to, co mówisz.

Wytwarzanie lęku powoduje u dziecka stany lękowe, staje się ono zamknięte w sobie, wycofane, wystraszone, a czasami wręcz reaguje agresją, impulsywnością i nadpobudliwością. W końcu gdzieś te złe emocje musza znaleźć ujście.

Jak wybrnąć z tej sytuacji?

Ktoś powie „przesadzasz, inaczej dziecko wejdzie mi na głowę”. Ktoś inny powie „ Co z ciebie za matka, żeby tak dziecko straszyć”. Wiem. Chciałam być dobrą mamą i przyznaję, że chciałam aż za bardzo. Nie dawałam sobie marginesu na popełnianie błędów, nie uważałam też, że jestem idealna w swojej roli, ale uwaga osoby trzeciej, zupełnie nie związanej z nami, mówiącej, że „Mały jest przerażony” była dla mnie swoistym kubłem zimnej (lodowatej) wody. Nie obyło się bez moich łez i strachu, że wyrządziłam dużą krzywdę psychice mojego synka. Im więcej czytałam o takim wychowawczym błędzie, tym bardziej siebie nienawidziłam. Chciałam go wyprzytulać jeszcze mocniej niż zwykle. Chciałam odkupić swoje winy, wymazać te wstrętne obrazy, które namalowałam w główce mojego Malucha. Byłam załamana.

Przeanalizowałam wiele sytuacji i po szczerym rachunku sumienia, ustaliłam plan działania.

Po pierwsze, nigdy więcej straszenia. Ja – wielka przeciwniczka jakichkolwiek kar względem dziecka, sama regularnie wymierzałam psychicznego klapsa mojemu dziecku! Baba Jaga nie zniknie od razu, bez słowa. Porozmawiam szczerze z moim dzieckiem, pokażemy, na której stronie w książce jest jej miejsce i nigdy więcej jej z tamtąd nie wywołamy.

Po drugie, mimo, że zawsze wydawało mi się, że „przegadujemy” cały dzień o tym, co należy, a czego nie należy robić, będę tłumaczyła jeszcze intensywniej, z większym uwzględnieniem punktu widzenia mojego Małego. W końcu to już chłopczyk, który wie czego chce, a na co nie ma ochoty. Moim zadaniem jest wskazywanie mu zagrożeń, dawanie możliwości wyboru, ale już bez zbędnego straszenia.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Zdecydowanie tak, bo dzięki całej tej sytuacji i temu, że osoba trzecia( tu podkreślam, Nikt z rodziny, bo pewnie nie wzięłabym sobie tego tak do serca) zwróciła mi uwagę na, z pozoru niewinną, metodę dalej kontynuowałabym takie zachowanie. Z wielką stratą dla siebie- bo przecież, w najlepszym przypadku, dziecko w końcu straciłoby do mnie zaufanie i z ogromną stratą dla Małego, bo pielęgnowałabym w nim lęk, agresję i inne psychiczne uszczerbki. Nie jestem idealną matką, ale wydaje mi się, na tyle dobrą, aby potrafić wyciągnąć z błędów wnioski i nie powtarzać ich w przyszłości. Tak mi dopomóż, mnie błądzącej i popełniającej błędy matce!

Aktualizacja

Tekst powstał jakiś czas temu i od tego momentu zaistniały u nas ogromne zmiany.
Po pierwsze, i to fantastyczna wiadomość dla takich ex straszycieli jak ja, wyeliminowanie stworów było bardzo łatwe. Po prostu, wraz z postanowieniem o nie posiłkowaniu się nimi, nigdy więcej nie korzystaliśmy z ich usług. Co prawda, Mały jeszcze kilka razy wrócił wspomnieniem do nich ( w końcu systematycznie wpajałam mu do głowy istniejące zagrożenie), ale uspokajany przeze mnie, że to jedynie wymysł dorosłych i że miejsce tych postaci jest tylko w bajkach, odpuścił. Całkowite pozbycie się ich z naszego życia zajęło nam ok dwóch tygodni. Wiele – niewiele, biorąc pod uwagę jak długo stosowałam tą metodę wydaje mi się to bardzo szybko.

Po drugie, WCALE nie brakuje mi efektu jaki wywoływała Baba Jaga, bo przy odpowiednim wytłumaczeniu dziecku, bez żadnej manipulacji, osiągamy zamierzone efekty.

Po trzecie, czuję się wyzwolona z tej fatalnej gierki i wyrzutów sumienia, a moje dziecko pewniejsze siebie.

Jestem pewna, że, jeśli też „niewinnie” straszyłaś, po tym tekście nie masz wątpliwości co do szkodliwości tej metody. Jeśli wzbudziłam w Tobie poczucie winy, to potraktuj mnie jak ja naszą przedszkolankę, osobę trzecią, która zainicjowała u nas zmianę. Zmianę na lepsze. I pamiętaj, nigdy nie jest za późno na naprawę. Wierzę w Ciebie! Miejsce potworów jest tylko w bajkach i niech nie wychodzą poza swoje kartki, na których mieszkają.

***

Anna Popis, autorka bloga Viva la Życie, starająca się łapać zdrową równowagę między byciem kobietą, a byciem Mamą. Na swoim blogu relacjonuje tą zaciekłą walkę, przy okazji wprowadzając odrobinę różu do jej zdominowanego przez niebieski kolor świata. Szeroko pojęty Lifestyle, moda i uroda to jej koniki, ale biorąc pod uwagę uwielbienie do poradników, nie brakuje artykułów Know-how. Pisze o tym, co warto kupić dla siebie i dziecka, a co lepiej odpuścić i schować do skarbonki. Viva la Życie to przyjemny blog o niekiedy nieprzyjemnych rzeczach, potraktowanych z dużym przymrużeniem oka.

vivalazycie.pl