Strona główna 0_Slider Kulisy samorządu: Radny nie jest na liście płac wójta

Kulisy samorządu: Radny nie jest na liście płac wójta

0

Jaka jest rola radnego? Jakie ma kompetencje i czy ktokolwiek mu płaci? Między innymi o tym w najnowszym felietonie pisze autor bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”. 

RADNY NIE JEST NA LIŚCIE PŁAC WÓJTA.
ELEMENTARZ, KTÓRY WCIĄŻ TRZEBA POWTARZAĆ

Zacznijmy od rzeczy podstawowej. Radnego nie zatrudnia wójt. Nie zatrudnia go burmistrz, prezydent miasta ani starosta. Nie są jego pracodawcami. Nie wydają mu poleceń służbowych. Nie mają nad nim władzy zwierzchniej takiej, jaką kierownik ma nad pracownikiem.
A jednak czasami można odnieść wrażenie, że w niektórych samorządach ta prosta prawda wymaga ponownego ogłoszenia. Najlepiej przez megafon. A może nawet w formie instrukcji obrazkowej. Bo oto radny zaczyna zachowywać się tak, jakby musiał uważać, żeby nie narazić się wójtowi. Jakby niewygodne pytanie mogło zaszkodzić jego pozycji. Jakby krytyczna ocena działań władz wykonawczych była jakimś przewinieniem, za które trzeba będzie zapłacić.

Tylko komu i za co?

Przypomnijmy więc. Rada nie jest przybudówką urzędu, a radny nie jest pracownikiem wójta. Rada gminy stanowi prawo lokalne i kontroluje działalność wójta.

W powiecie i województwie kompetencje kontrolne wykonują odpowiednio rada powiatu i sejmik wobec zarządu. To nie są ozdobniki w ustawach. To istota samorządowego podziału władzy.

Reklama

I właśnie dlatego radny powinien móc zapytać, sprawdzić, zakwestionować i zagłosować przeciwko rozwiązaniu, które uważa za złe. Nawet wtedy, gdy wójtowi jest to nie w smak.
Zwłaszcza wtedy.

A kto właściwie płaci radnemu?

Tu dochodzimy do kolejnego nieporozumienia. Radny otrzymuje dietę, a nie wynagrodzenie od wójta czy burmistrza. Dieta jest wypłacana ze środków publicznych na zasadach określonych prawem i uchwałą właściwej rady. Nie jest prywatnym prezentem od włodarza. Nie jest nagrodą za lojalność. Nie jest też premią za zgodność poglądów z organem wykonawczym. To pieniądze publiczne. Nie własność wójta. Nie jego portfel. Nie fundusz uznaniowy za polityczne posłuszeństwo. To, że techniczna obsługa wypłat odbywa się przez urząd, nie tworzy żadnej zależności służbowej. Księgowanie pieniędzy nie daje władzy nad człowiekiem, któremu się je wypłaca. Inaczej należałoby uznać, że każdy, komu urząd przelewa pieniądze, powinien odtąd słuchać wójta. Absurd? Oczywiście. A jednak warto czasem przypominać, że obsługa finansowa to nie zwierzchnictwo, a przelew nie jest aktem mianowania podwładnego.

Niezależna rada? To nie fanaberia.

Można pójść krok dalej. Skoro rada ma kontrolować władzę wykonawczą, warto zastanowić się, czy jej organizacyjne zaplecze powinno być od niej możliwie niezależne. Wyobraźmy sobie profesjonalne Biuro Rady.

Z odpowiednim budżetem, niezależnym wsparciem prawnym, analizami, szkoleniami i sprawną obsługą finansową.
Z zasobami pozwalającymi radnym rzeczywiście kontrolować działania organu wykonawczego, a nie tylko przyjmować dokumenty przygotowane przez urząd.

Nie chodzi o tworzenie kolejnego piętra administracji dla samej przyjemności mnożenia stanowisk. Chodzi o to, żeby kontrolujący miał narzędzia do kontroli. Oczywiście taki model wymagałby przemyślenia podstaw prawnych, organizacji i kosztów. Nie wystarczy powiesić na drzwiach tabliczki z napisem „NIEZALEŻNOŚĆ”.

Ale od czegoś trzeba zacząć. Choćby od pytania, czy obecne rozwiązania zapewniają radnym wystarczające warunki do wykonywania ich ustawowych obowiązków.

I tu pojawia się paradoks. „Włodarze” powinni być zainteresowani tym, żeby rada działała sprawnie, rzetelnie i niezależnie. Dlaczego? Bo kontrola nie jest wyłącznie narzędziem do wykrywania cudzych błędów. Jest również sposobem na wychwycenie własnych pomyłek, zanim staną się poważnym problemem. Dobrze działająca rada może być dla organu wykonawczego nie przeciwnikiem, lecz bezpiecznikiem.

Nie trzeba zakładać złej woli wójta, żeby dostrzec wartość niezależnego nadzoru. Wystarczy przyjąć do wiadomości, że błędy zdarzają się każdemu, a władza pozbawiona skutecznej kontroli łatwiej traci właściwą perspektywę.

Dlatego naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego czasami niezależność rady traktuje się jak przeszkodę, a krytyczne pytania jak osobisty afront. Przecież radny nie został wybrany po to, żeby poprawiać włodarzowi samopoczucie. Został wybrany, żeby reprezentować mieszkańców, podejmować decyzje i kontrolować władzę w granicach swoich ustawowych kompetencji.

Nie musi się podobać. Nie musi przytakiwać. Nie musi prosić o pozwolenie na własne zdanie.

Bo samorząd to nie firma wójta, rada to nie dział podległy burmistrzowi, a dieta radnego nie jest wypłatą za posłuszeństwo.

I jeśli ktoś wciąż ma z tym problem, proponujemy wrócić do samorządowego elementarza.
Od pierwszej strony. Bez ściągi. Bez podpowiedzi. Za to ze zrozumieniem tekstu.

/Za „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”/

Reklama
Poprzedni artykułW Goczałkowie pobiegli dla Kacpra [FOTO]