Strona główna 0_Slider Kulisy samorządu: Głosowałem. Zaufałem. A teraz muszę z tym żyć

Kulisy samorządu: Głosowałem. Zaufałem. A teraz muszę z tym żyć

0

Wyborca stawia krzyżyk przy nazwisku z wielu powodów. Czasem to przekonanie, że ta osoba będzie dobrym liderem, czasem, bo jest dobrze znana z tysięcy zdjęć, czasem, bo jest z takiej a nie innej partii, a czasem, bo partię trzeba pogonić. Dzisiaj sięgamy po felieton z bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, zatytułowany „Głosowałem. Zaufałem. A teraz muszę z tym żyć” – o wyborcach, którzy są pracownikami samorządowymi.


GŁOSOWAŁEM. ZAUFAŁEM. A TERAZ MUSZĘ Z TYM ŻYĆ
.

Czyli o człowieku, który w samorządzie jest jednocześnie mieszkańcem i pracownikiem.

Wybory samorządowe mają to do siebie, że jedni świętują zwycięstwo, drudzy przełykają gorycz porażki, a jeszcze inni wzruszają ramionami i wracają do swoich spraw.

Lokalną społeczność można podzielić na tych, którzy poszli do urn, i tych, którzy zostali w domu. Wśród głosujących są zwolennicy zwycięzców i sympatycy przegranych. Załóżmy jednak, że nasz bohater zagłosował na zwycięzcę. Nieprzypadkowo. Zaufał mu. Uznał, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Że będzie odpowiedzialnie zarządzał wspólnymi sprawami, szanował ludzi i rozumiał, że władza to zobowiązanie, a nie nagroda. Kandydat wygrał.

Tyle że nasz wyborca nie jest wyłącznie mieszkańcem. Jest również pracownikiem urzędu. Urzędnikiem, który następnego dnia po wyborach nadal musi przyjść do pracy. I funkcjonować w strukturze kierowanej przez człowieka, któremu sam powierzył swój głos.

Co może się wydarzyć?

Reklama
W pierwszym scenariuszu wszystko układa się dobrze. Wódz okazuje się odpowiedzialny, potrafi słuchać, sprawdza fakty i traktuje ludzi z szacunkiem. Wyborca może powiedzieć. Fajnie, nie pomyliłem się. Warto było zaufać.

Ale jest też drugi scenariusz.

Z czasem okazuje się, że wyborcze nadzieje rozmijają się z rzeczywistością. Zamiast dialogu pojawiają się polecenia. Zamiast równych zasad, podział na swoich i pozostałych. A przy doborze współpracowników coraz większe znaczenie mają znajomości i osobista lojalność, niekoniecznie kompetencje.

Nie każdy samorząd tak funkcjonuje. Nie każdy „włodarz” tak postępuje. Ale tam, gdzie tak się dzieje, konsekwencje ponosi również nasz wyborca.

Bo mieszkaniec rozczarowany swoim wyborem może przestać popierać danego polityka. Może zagłosować inaczej za pięć lat. Może machnąć ręką i powiedzieć. Trudno, człowiek uczy się na błędach.

Urzędnik ma trudniej.

Nie może zmienić np. burmistrza tak, jak zmienia zdanie o kandydacie. Nie może po prostu wyłączyć samorządowej rzeczywistości, kiedy przestaje mu odpowiadać. Następnego dnia znów musi przyjść do pracy. A jeśli nowa władza zaczyna go krzywdzić, rozczarowanie nabiera zupełnie innego wymiaru. Bo to już nie tylko żal po nietrafionym wyborze. To świadomość, że człowiek, któremu się zaufało, może współdecydować o zawodowej codzienności.

O atmosferze w pracy, możliwościach rozwoju, ocenie wykonywanych obowiązków, a w skrajnych przypadkach również o dalszym zatrudnieniu. I wtedy boli podwójnie. Szczególnie gdy przełożony nie sprawdza faktów, nie wysłuchuje obu stron, lecz przyjmuje cudzą opowieść i na jej podstawie podejmuje decyzje. Gdy o zawodowym losie pracownika zaczynają przesądzać czyjeś sugestie, osobiste animozje albo interesy ludzi znajdujących się blisko władzy.

Skrzywdzony człowiek widzi wtedy nie tylko przełożonego, którego decyzje uważa za niesprawiedliwe. Widzi również polityka, któremu sam pomógł zdobyć władzę. Człowieka, któremu pięć lat wcześniej zaufał, a dziś nie może zrozumieć, dlaczego ten nie potrafi nawet rzetelnie wysłuchać jego argumentów.

Głos oddany w wyborach nie jest zgodą na wszystko, co wydarzy się później. Wyborca nie odpowiada za każdą decyzję wybranego kandydata. Zaufanie nie oznacza bezwarunkowej akceptacji. Mandat nie jest czekiem in blanco.

I właśnie dlatego warto przypomnieć, że wójt nie jest właścicielem urzędu a starosta nie jest właścicielem starostwa.

Przede wszystkim nie jest właścicielem ludzi, którzy w nim pracują.

Ma prawo wymagać, rozliczać i podejmować trudne decyzje. Ale nie może zastępować rzetelnej oceny osobistymi sympatiami, a sprawdzania faktów zaufaniem do tych, którzy akurat znajdują się najbliżej jego gabinetu.

Stanowisko nie zwalnia z myślenia. Podpis pod decyzją nie jest formalnością.

A odpowiedzialności nie można przerzucić na człowieka, który podsunął gotowe rozwiązanie. To nie są wygórowane wymagania. To elementarne standardy odpowiedzialnego zarządzania.

Bo urzędnik, który został skrzywdzony, nie przestaje być mieszkańcem. Nadal ma prawo do własnego zdania, krytycznej oceny władzy i obrony swoich praw. Nie powinien stawać przed wyborem: zachować godność albo dla świętego spokoju zamilknąć.

Samorząd nie może wymagać od człowieka, by w pracy rezygnował z godności, a po pracy udawał, że nadal bez zastrzeżeń ufa władzy.
Mieszkaniec i urzędnik to nie dwie różne osoby. To jeden człowiek, który ma prawo oczekiwać uczciwego traktowania w obu rolach.

Wójt, burmistrz, prezydent, starosta powinien pamiętać, że wyborczy sukces nie jest certyfikatem nieomylności. Zaufanie otrzymane przy urnie jest zobowiązaniem, a nie przywilejem. Można wygrać wybory i rozczarować tych, którzy na nas głosowali. Można stracić ich zaufanie. Można nawet doprowadzić do tego, że człowiek, który kiedyś z przekonaniem postawił krzyżyk przy naszym nazwisku, przez kolejne lata będzie żałował swojej decyzji. Ale jeśli ten człowiek jest jednocześnie pracownikiem podległej nam instytucji, stawka jest znacznie większa niż polityczne rozczarowanie.

Chodzi o jego codzienną pracę, poczucie bezpieczeństwa i zwykłą ludzką godność. Dlatego każdy, kto obejmuje samorządową władzę, powinien zadać sobie jedno pytanie. Czy człowiek, który mi zaufał, nawet jeśli dziś żałuje swojego wyboru, nadal może liczyć na to, że będę traktował go uczciwie?

Bo wybory można wygrać.

Zaufanie można stracić. Ale człowieka, któremu odebrano poczucie, że w jego własnym miejscu pracy obowiązują uczciwe zasady, nie odzyska się samymi obietnicami.
/Źródło: FB „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”/
Reklama
Poprzedni artykułPolonia Świdnica walczy w Polonii Środa Śląska [RELACJA LIVE]