Strona główna 0_Slider Bomba ekologiczna w centrum Świdnicy. Co robi, a raczej czego nie robi,...

Bomba ekologiczna w centrum Świdnicy. Co robi, a raczej czego nie robi, miasto jako właściciel wiaty [FOTO]

0

Odrzucanie odpowiedzialności, urzędnicza spychologia i postępująca degradacja miejskiego majątku – tak w skrócie wygląda sytuacja wokół boksu śmietnikowego przy ulicy Marii Konopnickiej. Obiekt usytuowany w ścisłym, zabytkowym centrum Świdnicy, tuż obok przychodni zdrowia i na trasie spacerowej mieszkańców oraz turystów zmierzających ku odrestaurowanej ulicy Grodzkiej i Rynkowi, od tygodni przypomina dzikie wysypisko i wylęgarnię gryzoni, na dodatek stale zamieszkane przez osobę bezdomną. Zamiast konkretnych działań i porządków, Ratusz serwuje jednak obszerną argumentację formalną, szukając winnych i unikając odpowiedzi na zasadnicze pytania.

​Problem w tej lokalizacji nie powstał z dnia na dzień, jednak w ostatnich tygodniach osiągnął punkt krytyczny. Odpadów przybywa, wokół obficie bytują gryzonie, a w boksie schronienie znalazła osoba w kryzysie bezdomności. Straż Miejska, potwierdzając znaczne zanieczyszczenie terenu i obecność licznych nor szczurów, przekazała sprawę do Wydziału Dróg i Infrastruktury Miejskiej. W odpowiedzi na szczegółowe pytania naszej redakcji, rzecznik prasowa Urzędu Miejskiego w Świdnicy, Magdalena Dzwonkowska, nadesłała obszerne stanowisko. Lektura tego dokumentu ujawnia jednak specyficzny mechanizm rozkładania akcentów i próbę zrzucenia z miasta wszelkiej odpowiedzialności za to, co dzieje się na jego własnym terenie.

​Rozdzielenie własności od eksploatacji, czyli jak Miasto tłumaczy bezczynność

​Rzeczniczka prasowa już na wstępie przyznaje, że budowla należy do samorządu, pisząc, iż „boks jest własnością Miasta, ale korzystają z niego wspólnoty mieszkaniowe”, dodając przy tym, że został on „wybudowany przez Miasto w ramach rewitalizacji przestrzeni podwórkowej, jako infrastruktura służąca mieszkańcom okolicznych nieruchomości”. Mimo że obiekt stanowi majątek gminny posadowiony na nieodpłatnie wydzierżawionym gruncie prywatnym, magistrat umywa ręce od jego stanu sanitarnego.

Magdalena Dzwonkowska zaznacza bowiem, że „warto w tym miejscu rozróżnić własność samego boksu od odpowiedzialności za jego bieżące użytkowanie jako miejsca gromadzenia odpadów”, po czym dodaje, iż „zgodnie z obowiązującymi przepisami obowiązki związane z utrzymaniem tego miejsca w odpowiednim stanie sanitarnym, porządkowym i technicznym spoczywają na właścicielach nieruchomości korzystających z tego miejsca”.

​Ratusz odrzuca zarzut, jakoby przez miesiące tolerował fatalny stan wiaty. Rzeczniczka zapewnia w odpowiedzi, że „sytuacja przy ul. Konopnickiej była na bieżąco monitorowana przez pracowników Urzędu Miejskiego oraz miejskie służby”, a miasto prowadziło kontrole, angażowało Straż Miejską i ustalało sprawców podrzucania śmieci. Co do problemu gryzoni, urząd informuje, że „podczas wizji lokalnej uzgodniono konieczność przeprowadzenia deratyzacji, a w boksie ustawiono dwa domki deratyzacyjne”. Problem w tym, że z samej odpowiedzi rzeczniczki wynika, iż działania te okazały się całkowicie bezskuteczne, a urząd ograniczył się głównie do wysyłania pism.

Dwaj zarządcy i podwójne standardy Ratusza

Reklama

​Żeby zrozumieć, kogo Ratusz wskazuje palcem, trzeba wyjaśnić, kto w ogóle organizował wywóz śmieci z miejskiej wiaty. Boks przy ul. Konopnickiej od początku służył mieszkańcom okolicznych budynków zarządzanych przez dwa odrębne podmioty: komunalny Miejski Zarząd Nieruchomości oraz prywatnego zarządcę – Zarząd i Obrót Nieruchomościami „AGORA”. To właśnie te dwie instytucje formalnie odpowiadały za wstawienie pojemników i bieżące utrzymanie czystości w imieniu obsługiwanych wspólnot.

​Analiza oficjalnego stanowiska magistratu ujawnia jednak zdumiewającą asymetrię w traktowaniu obu zarządców. Głównym winowajcą w narracji Ratusza staje się zarządca prywatny – firma „AGORA”. Rzeczniczka skrupulatnie wylicza, że „Wydział Gospodarki Odpadami Urzędu Miejskiego w Świdnicy 17 sierpnia 2026 r. skierował do administratora »AGORA« pismo dotyczące problemu gryzoni”, żądając przeprowadzenia profesjonalnej deratyzacji, likwidacji otworów oraz utrzymywania terenu w należytym stanie. Podkreśla przy tym, iż „samo jednorazowe wyłożenie środków deratyzacyjnych może nie wystarczyć, jeśli nie zostaną usunięte miejsca bytowania i drogi przemieszczania się gryzoni”.

​Zupełnie inaczej Ratusz traktuje swój własny, miejski podmiot – MZN. Podczas gdy pod adresem firmy „AGORA” padają kategoryczne żądania i rozliczenia, udział MZN-u w doprowadzeniu boksu do ruiny zostaje przemilczany i zbyty jednym, niezwykle łagodnym zdaniem. Magdalena Dzwonkowska stwierdza jedynie krótko, że „Miejski Zarząd Nieruchomości podjął decyzję o wycofaniu swoich pojemników i przeniesieniu ich do innej lokalizacji”. Urząd w żaden sposób nie wnika, w jakim stanie sanitarnym MZN pozostawił boks ani jak przez miesiące wywiązywał się z obowiązku dbania o tę przestrzeń. Miejskiemu zarządcy wybacza się po prostu więcej, a jego ewakuację z problematycznego miejsca przedstawia jako płynne i bezproblemowe rozwiązanie.

​Gdy prywatna „AGORA” idzie w ślady MZN-u i również deklaruje wycofanie swoich kubłów, urząd wytacza przeciwko niej działa formalne. Rzeczniczka informuje, że „»AGORA« poinformowała o podjęciu przez wspólnoty mieszkaniowe decyzji o zaprzestaniu korzystania z boksu przy ul. Konopnickiej i zadeklarowała usunięcie pojemników na odpady zmieszane w możliwie szybkim terminie”. Reakcja miasta jest natychmiastowa – 21 września Wydział Gospodarki Odpadami zażądał od zarządcy przedstawienia oświadczeń i wskazania nowej lokalizacji dla mieszkańców kamienic przy ul. Grodzkiej.

Rzeczniczka argumentuje, że „samo zaprzestanie korzystania z dotychczasowego boksu nie rozwiązuje bowiem kwestii organizacji odbioru odpadów”, a mieszkańcy muszą mieć zapewnione odpowiednie miejsce. W ten sposób Ratusz buduje narrację, w której sam występuje jako obrońca ładu, a prywatny zarządca jako podmiot próbujący porzucić problem.

​Pytania, na które Ratusz woli nie odpowiadać

​Z wyjaśnień rzeczniczki wyłania się jednak luka informacyjna i unikanie odpowiedzi na pytania o stan faktyczny. Ratusz zapytany o konkretne plany wobec samej budowli pisze wymijająco, iż „Miasto, jako właściciel boksu, nie uchyla się od odpowiedzialności za stan i przyszłość własnej infrastruktury” oraz że „analizowane są dalsze działania dotyczące zabezpieczenia i zagospodarowania tego miejsca”. Do dziś nie wiadomo zatem, czy boks zostanie zamknięty, przebudowany, czy wyburzony.

​Rzeczniczka nie odpowiedziała na nasze pytanie, czyje pojemniki stoją obecnie wewnątrz wiaty.

24 września skierowaliśmy do Magdaleny Dzwonkowskiej pytania uzupełniające. Wnieśliśmy o precyzyjne wskazanie, do kogo należą pojemniki, które do dnia dzisiejszego stoją w boksie, oraz o wyjaśnienie, kto, kiedy i na czyj koszt fizycznie posprząta ten obiekt i usunie góry zalegających odpadów. Do dziś – mimo upływu pięciu dni – z Urzędu Miejskiego nie nadeszła żadna odpowiedź. Co więcej, w ślad za milczeniem urzędników idzie całkowity brak reakcji w terenie. W boksie przy ul. Konopnickiej nie wykonano żadnych prac porządkowych, a odpadów z każdym dniem przybywa.

​Sytuacja wokół miejskiej wiaty w zabytkowym centrum Świdnicy to pokaz braku skuteczności. Zamiast wykonać sprzątanie zastępcze na własnym terenie i obciążyć jego kosztami odpowiedzialnych zarządców, Ratusz woli zasypywać ich pismami.

Z uwagi na narastające zagrożenie epidemiologiczne i sanitarne w bezpośrednim sąsiedztwie placówki medycznej, nasza redakcja skierowała zapytanie do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Świdnicy, czy w zaistniałej sytuacji Sanepid posiada kompetencje oraz czy podejmie działania kontrolne. Do sprawy będziemy wracać.

Agnieszka Szymkiewicz
Zdjęcia wykonane 26 i 29 września 2026r.

Reklama
Poprzedni artykułSzykują rodzinny piknik z atrakcjami dla dzieci i dorosłych