Strona główna 0_Slider Kulisy samorządu: Patologia nie zawsze nosi krawat

Kulisy samorządu: Patologia nie zawsze nosi krawat

0

Czy kobiety – jak muzyka – łagodzą obyczaje? Można powiedzieć – to zależy. Podobnie jak nie każdy mężczyzna to tyran, bezwzględny karierowicz, tak nie każda kobieta to uosobienie delikatności i empatii. W najnowszym odcinku „Urzędniczo-Samorządowych Pogaduch” autor bloga pisze właśnie o roli pań w samorządzie. Tej, która z samorządnością niewiele ma wspólnego. Przedruk za zgodą autora.

fot. pixabay.com
Patologia nie zawsze nosi krawat

Muszę uderzyć się w pierś. Przez kilkanaście miesięcy prowadzenia „Urzędniczo-Samorządowych Pogaduch” popełniałem pewien błąd. Nieświadomie. Ale jednak.

Kiedy pisałem o patologicznych zachowaniach w samorządzie, niemal zawsze ich bohaterami byli mężczyźni. Wójt. Burmistrz. Prezydent miasta. Starosta. Dyrektor. Kierownik. Naczelnik. To oni byli twarzami pychy, nepotyzmu, narcyzmu, przekonania o własnej nieomylności i traktowania urzędu jak prywatnego folwarku.

A przecież rzeczywistość od dawna mówi mi też co innego.

Patologia nie zawsze nosi krawat.

Coraz częściej nosi garsonkę, elegancki kostium albo szpilki. Podpisuje decyzje równie pewną ręką, równie skutecznie buduje dwór wzajemnej adoracji, równie sprawnie eliminuje ludzi, którzy mają odwagę myśleć samodzielnie. Bo władza nie ma płci. Tak samo jak nie mają jej pycha, małostkowość, żądza kontroli, wyrachowanie czy potrzeba otaczania się wyłącznie ludźmi potakującymi.

Reklama

Są świetne prezydentki, burmistrzynie, wójtki, starościny, dyrektorki i kierowniczki. Znamy takie. Potrafią budować zespoły, słuchać ludzi i podejmować trudne decyzje z szacunkiem dla innych.

Ale są też takie, które stanowisko traktują nie jako służbę, lecz jako osobisty tron. I wtedy zaczyna się dokładnie ten sam spektakl, który od lat opisuję.

Najpierw pojawia się przekonanie, że skoro jestem szefem, to mam zawsze rację. Potem grono zaufanych, którzy każdą decyzję uznają za genialną. Następnie cicha eliminacja tych, którzy zadają niewygodne pytania albo po prostu mają własne zdanie.

A na końcu atmosfera, w której coraz mniej ludzi odważa się mówić prawdę.

Czy kobiety sprawują władzę inaczej niż mężczyźni?

Myślę, że często tak. Mężczyźni częściej okazują dominację w sposób bezpośredni. Podniesionym głosem. Poleceniem. Demonstracją siły.
Kobiety częściej wykorzystują narzędzia bardziej subtelne. Relacje. Wpływy. Umiejętność budowania sojuszy. Czasem chłodny dystans. Czasem uśmiech, za którym kryje się decyzja podjęta już dawno. To oczywiście nie jest reguła. Ludzie są różni.

Ale każdy, kto wiele lat przepracował w administracji, wie, że przemoc organizacyjna nie zawsze krzyczy. Czasami mówi bardzo spokojnym głosem.

Nie trzeba przecież podnosić głosu, żeby kogoś upokorzyć. Nie trzeba wręczać wypowiedzenia, żeby odebrać człowiekowi motywację. Nie trzeba nikogo publicznie obrażać, żeby skutecznie odsunąć go od odpowiedzialnych zadań i sprawić, że sam zacznie zastanawiać się nad odejściem.

To również jest nadużywanie władzy.

Dlatego chciałbym dzisiaj sprostować własny sposób patrzenia. Patologiczne zachowania nie są męskie ani kobiece. Są po prostu patologiczne. Nie wynikają z płci, lecz z charakteru, braku pokory i przekonania, że stanowisko daje człowiekowi prawo do decydowania o cudzej godności.
A przecież urząd nie został stworzony po to, by budować dwory i hodować lojalność.

Powstał po to, by służyć mieszkańcom. I właśnie dlatego nie powinno mieć dla nas najmniejszego znaczenia, czy osoba nadużywająca swojej pozycji nosi krawat czy garsonkę.

Powinno nas oburzać samo nadużycie. Bo patologia nie ma płci. Ma tylko różne twarze.

I niestety wszystkie potrafią się uśmiechać.

/Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy; autor jest byłym samorządowcem i urzędnikiem/

Reklama
Poprzedni artykułRadosny i pełen energii Lolek czeka na kochający dom
Następny artykułŚwidnica wczoraj i dziś. Rynek