Strona główna 0_Slider W maju miał być finał, a wykonano zaledwie 30% prac. Co się...

W maju miał być finał, a wykonano zaledwie 30% prac. Co się dzieje w świdnickim teatrze? [FOTO/VIDEO]

0

Przebudowa wnętrza Teatru Miejskiego zamieniła się w finansową i logistyczną łamigłówkę. Choć zgodnie z pierwotną umową podpisaną z wykonawcą prace miały zakończyć się już 31 maja, podpisany aneks przesunął ten termin na 31 sierpnia tego roku. Dziś jednak wiadomo, że i ta data jest całkowicie nierealna – zaawansowanie robót wynosi zaledwie 31%, koszt inwestycji przekroczył 25 milionów złotych. Historia remontu ma już pięć lat i finału nie widać.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH 


Problemów i rosnących wydatków nie brakowało jeszcze przed fizycznym rozpoczęciem robót. Już na etapie przygotowawczym koszty dokumentacji wzrosły z planowanych ok. 300 tys. zł do blisko 400 tys. zł, gdy z powodu zmiany koncepcji schodów dopłacono 98 tys. zł za projekt zamienny. W przetargu na wykonanie prac miasto zakładało budżet 18,9 mln zł (w tym 8,4 mln zł z dotacji unijnej). Wobec braku tańszych ofert i unieważnieniu pierwszego postępowania opiewającego na 28,8 mln zł, w drugim przetargu podpisano umowę z firmą Mikor Inżyniering na kwotę 23,5 mln zł. Wymagało to jednak dołożenia przez Radę Miejską 4,62 mln zł ze środków własnych oraz pożyczki z BGK.

Wykonawca rozpoczął pracę w maju ubiegłego roku. Kiedy w marcu tego roku przedstawiciele naszej redakcji weszli na plac budowy w świdnickim Rynku, skala zniszczeń zrobiła spore wrażenie, a postęp prac był słabo zauważalny. Od tamtej pory niewiele się zmieniło. Niskie zaawansowanie rzeczowe – zaledwie 31% w momencie, gdy inwestycja powinna zbliżać się do finału – budzi uzasadnione pytania. Co wywołało tak potężne opóźnienia i jak z tą sytuacją mierzy się magistrat?

„Ściągnęliśmy z wnętrza wszystko. I pojawił się problem”

Jak wyjaśnia Urząd Miejski w Świdnicy, kluczową przyczyną opóźnień jest specyfika pracy w obiekcie zabytkowym, gdzie stan faktyczny ujawniony po wyburzeniach w wielu miejscach wymusił korekty w prowadzonych działaniach.

dyrektor Joanna Salus

Poziom zaawansowania rzeczowego robót, tak jak zostało to przekazane państwu, to 31%. Wynika to przede wszystkim ze specyfiki realizacji robót budowlanych w obiekcie zabytkowym – przy jego wielokrotnych przebudowach i rozbudowach. Ostatnia tak duża modernizacja miała miejsce około 30 lat temu. Wiąże się to z koniecznością dostosowania realnego zakresu prac do tego, co zostało odkryte po dokonaniu rozbiórek – tłumaczy Joanna Salus, dyrektor Wydziałów Przetargów i Inwestycji Miejskich UM w Świdnicy.

Prace odkrywkowe odsłoniły prawdę o stanie technicznym budynku. Wykonawca – spółka Mikor Inżyniering – po zdemontowaniu foteli i zerwaniu wykładzin zderzył się z konstrukcją i instalacjami, które wymagały zupełnie nowego podejścia.

​– Na filmie, zamieszczonym przez redakcję widać, jak głębokie to były prace rozbiórkowe i odkrywkowe. Po prostu ściągnęliśmy, kolokwialnie mówiąc, z wnętrza teatru wszystko, co tam było. Najistotniejszy problem, który pojawił się w momencie, gdy rozbiórki osiągnęły pewien stopień zaawansowania, to była odmienność stanu ujawnionego, czyli tego odkrytego, w stosunku do tego, co było przedmiotem projektowania – przyznaje dyrektor Salus.

​30-letnia partyzantka w instalacjach i niewidoczne niespodzianki

​Umowę na przygotowanie dokumentacji z warszawską pracownią architektoniczną MAAG (Anna Maląg) podpisano jeszcze w lipcu 2021 roku. Przez kolejne lata teatr normalnie funkcjonował, co wykluczało głębokie prucie ścian i fizyczne sprawdzanie wszystkich elementów przed otwarciem placu budowy. Na jakim etapie przebudowy na jaw wyszły niespodzianki?

– Nie jestem w stanie jednoznacznie określić, że to nastąpiło na przykład po 6 miesiącach, po 2 miesiącach czy po 3 miesiącach. Różne problemy występowały na różnych etapach. Na początku usuwane były z teatru te rzeczy najbardziej oczywiste, które po prostu widzimy – fotele czy wykładziny, czyli elementy, które jeszcze nic nam nie mówią o stanie technicznym budynku. Dopiero kiedy rozbiórki osiągnęły większy stopień zaawansowania, zaczynały wychodzić pierwsze kolizje. Inżynierowie i wykonawca sprawdzają pewne rzeczy, porównują z dokumentacją i zaczynają widzieć, że coś jest nie do końca tak. W danym miejscu zastajemy na przykład jakiś fragment instalacji, którego nie ma w dokumentacji, a zaprojektowano coś innego – wyjaśnia Joanna Salus.

​Gdy wykonawca wszedł głęboko w strukturę budynku, ujawniły się kolejne wyzwania. Największym zaskoczeniem okazał się stan instalacji elektrycznych, które przez dekady były jedynie doraźnie łatane.

​– Byliśmy bardzo zaskoczeni tym, że instalacje elektryczne w teatrze były w stanie złym, co najmniej złym. Nie dlatego, że 30 lat to jest bardzo dużo, choć w gruncie rzeczy to nie jest krótki okres od ostatniej przebudowy. One z różnych przyczyn były remontowane czy modernizowane w międzyczasie i nie tworzyły już jednej spójnej całości. A już na pewno nie dawały możliwości do tego, żeby np. podłączyć się do nowych rozdzielnic, aby uzyskać bezpieczną instalację elektryczną. W nowej odsłonie pojawia się mnóstwo nowych rzeczy i rozwiązań potrzebujących zasilania, aby ten system był wydajny i bezpieczny dla użytkowników. Kolejne elementy to na pewno instalacje sanitarne, gdzie też występowały kolizje, oraz trzeci, bardzo istotny problem – kwestie konstrukcyjne – dodaje szczegółowo szefowa wydziału inwestycji.

Pierwotna koncepcja sceny (wodewilowa):

wiz. MAAG Anna Maląg/mat. UM Świdnica

Scena po zmianach:

wiz. MAAG Anna Maląg/mat. UM Świdnica

​Decyzja o powrocie do klasyki i spór o scenę

​Na przebieg prac wpływ miały również decyzje dotyczące ostatecznego kształtu sali widowiskowej. Przypomnijmy: w 2024 roku wybuchła dyskusja wokół pierwotnej koncepcji sceny, która przewidywała tak zwaną scenę wodewilową ze stopniami schodzącymi w stronę widowni. Gdy sprawa wyszła na jaw, okazało się, że układ ten uniemożliwi bezpieczne występy zespołom tanecznym i młodzieżowym ŚOK.

​Podczas sesji Rady Miejskiej w sierpniu 2024 roku prezydent Beata Moskal-Słaniewska wskazywała na potrzebę zmiany:
​– Jest to zdecydowany błąd w sztuce. Pani projektant przygotowała projekt albo bez konsultacji z załogą, albo pani dyrektor, była już, ośrodka kultury, nie przekazała takiej informacji. (…) Nasze dzieci, nasze zespoły są przyzwyczajone do występów na scenie teatralnej, na scenie prostokątnej, która jest dla nich bezpieczna – mówiła Beata Moskal-Słaniewska. Te oskarżenia padły wówczas, gdy zmienili się dyrektorzy ośrodka kultury i wydziału inwestycji. Nie mogli podczas sesji na te zarzuty odpowiedzieć.

​Na wypowiedź tę na łamach portalu Swidnica24.pl odpowiadał były dyrektor Wydziału Inwestycji, Andrzej Nowak: – Jest mi tak po prostu przykro. Kto miał decydujący głos w sprawie projektu? Pani prezydent. Wybierała nawet kolor ścian (…) Twierdzenie, że nikt projektu nie konsultował z załogą ŚOK, jest nieprawdą.

​Fotele w burgundzie, czarna scena i powrót kultowego żyrandola

​Ostatecznie zapadła decyzja o rezygnacji ze sceny wodewilowej i powrocie do klasycznej, prostokątnej sceny z proscenium. To wymusiło znacznie szersze zmiany w projekcie, związane z dopasowaniem pozostałych elementów wnętrza do nowego pomysłu.

​– Podjęta została decyzja o zmianie sceny, co pociągnęło za sobą konieczność innych zmian konstrukcyjnych. Scenę chciały zmienić środowiska kulturalne, osoby związane ze Świdnickim Ośrodkiem Kultury, aktorzy i artyści tu występujący. Do mnie docierały te rozmowy, maile i postulaty. Zmieniliśmy scenę na klasyczną teatralną z tak zwanym proscenium, ale po rozbiórce okazało się, że trzeba dostosować z powrotem wejścia na tę scenę, bo poprzednie schody nie były dostosowane do żadnych standardów – wyjaśnia Joanna Salus.

​Wraz z powrotem do tradycyjnej sceny, modyfikacji uległa cała koncepcja estetyczna sali i pomieszczeń przyległych.

​– Gdy wróciliśmy do sceny klasycznej z czarną kurtyną, należało dostosować całą aranżację wnętrza. Do czarnej sceny i czarnych kotar nie pasowałyby już delikatne fotele w odcieniach zieleni czy niebieskiego. W sali widowiskowej zmieniamy kolorystykę foteli na klasyczny burgund – takie fotele najbardziej kojarzą nam się z wnętrzami teatru. Idzie za tym stonowana wykładzina podłogowa oraz zmiana kolorystyki wystroju i paneli akustycznych na ścianach bocznych. Teatr pod względem audio będzie jednym z nowocześniejszych w kraju, będziemy mieli immersyjny system dźwięku – opowiada dyrektor Salus.

Tak będą wyglądały nowe fotele:

​Przeobrażenie przejdą również ciągi komunikacyjne i strefa wejściowa.

– W strefie wejścia i w foyer nastąpi zmiana okładziny ściennej. W projekcie podstawowym był tynk wenecki. Pamiętamy jednak, że we foyer były tapety, które po ściągnięciu przy usuwaniu mimo upływu 30 lat znajdowały się w bardzo dobrym stanie. Zdecydowano więc o powrocie do wysokogatunkowych tapet dostosowanych do obiektów użyteczności publicznej. Zmieni się kolorystyka stolarki drzwiowej i zabudowy szatni – kontynuuje Joanna Salus.

​Wielkie emocje wzbudzała także sprawa oświetlenia głównego holu, gdzie ostatecznie posłuchano głosów mieszkańców.

​– W wersji pierwotnej zadecydowano o zmianie dawnego żyrandola na nowoczesną formę kaskadową. Dotarło do nas jednak mnóstwo zapytań i próśb, czy nie można by zostawić starego żyrandola, bo jest ładny i dobrze korespondował z wnętrzem. W momencie, gdy podjęliśmy decyzję o zmianie aranżacji, stwierdziliśmy, że go zostawiamy. On składał się z dwóch połączonych ze sobą zwisów i teraz robimy z tego dwa osobne żyrandole, które pojawią się z powrotem i będą dominantą zdobiącą foyer. Wrócą również kinkiety – zdradza dyrektor Salus.

​W trakcie prac doszło także do cennego odkrycia historycznego. – Zmiany w aranżacji będą dotyczyły także pomieszczenia, w którym odkryto polichromowane belki sufitowe. Cała procedura i ustalenia z konserwatorem zabytków zajęły nam ponad dwa miesiące. Chcemy te belki wyeksponować i pokazać, co wymagało przeprowadzenia wstępnych prac konserwatorskich i dostosowania wnętrza – zaznacza Salus.

​Formalności, rosnący budżet i oczekiwanie na dokumentację

​Prace budowlane wymagają stałego dostarczania rysunków zamiennych i uzupełnień, co wpływa na tempo realizowanych zadań na budowie.
​– Jeśli miałabym wskazać główny powód tych opóźnień, oprócz samego faktu dokonania odkrywek, to jest nim terminowość wykonywania rewizji, poprawek czy dodatkowych projektów. Umawiamy się z projektantem na konkretne terminy, ale często nie są one dotrzymywane. Kontakt roboczy w kwestii wyjaśniania spraw czy obecności na budowie jest płynny, ale sam proces projektowania niestety się przedłuża. To bardzo istotny hamulec. Wykonawca czeka i musi mieć na czym pracować. Nawet jeśli potrafi coś zrobić, to musi pracować na oficjalnym projekcie, bo takie jest prawo – podkreśla dyrektor Salus.

​Zakres prac zewnętrznych, obejmujący odnowienie elewacji teatru, przyległych kamienic i konserwację zabytkowych rzeźb, zamknął się kwotą 6 838 800 zł (z czego 90% stanowiło dofinansowanie rządowe) i zakończył w lipcu 2025 roku. Z kolei przebudowa samego wnętrza, po rozstrzygnięciu drugiego przetargu, opiewała na 23 511 000 zł. Odsłonięte niespodzianki budowlane wymusiły jednak pierwsze korekty finansowe.

​– Na dzisiaj mamy podpisany jeden protokół konieczności na kwotę około 645 tysięcy złotych. Podczas kwietniowej sesji Rady Miejskiej prosiłam o zwiększenie budżetu na tę inwestycję i kwotą 1,9 miliona złotych budżet teatru został zasilony. Do tej pory wydatkowałam z tego wskazane 645 tysięcy. Sądzę, że pojawi się jeszcze co najmniej jeden protokół konieczności. Dokładamy wszelkich starań, zarówno pracownicy wydziału, jak i inspektor nadzoru, aby zmieścić się w dodatkowej kwocie 1,9 miliona złotych i nie prosić o więcej – wyjaśnia Joanna Salus.

​Całkowity koszt modernizacji wnętrza przekroczy tym samym 25,4 mln zł, a wartość całej inwestycji po podliczeniu obu etapów wyniesie ponad 32,5 mln zł.

​Będzie kolejny aneks. Kiedy zobaczymy pierwszy spektakl?

​Według pierwotnych ustaleń i zapisów w pierwszej umowie z wykonawcą, wszystkie prace miały zakończyć się 31 maja. Gdy stało się jasne, że harmonogram jest nierealny, podpisano aneks przesuwający ten termin na 31 sierpnia tego roku. Jednak i ta data odchodzi do historii – urzędnicy już przygotowują dokumenty pod kolejne wydłużenie czasu realizacji robót.

​– Na dzisiaj planujemy aneks co najmniej do końca listopada. Po rozmowach z inspektorem nadzoru ten termin jest jeszcze realny, ale nie możemy już tracić czasu. Problem nie leży w braku mocy sprawczej wykonawcy, tylko w tym, że wykonawca czeka na dokumentację. Nie widzę jednak zagrożenia, aby wykonawca chciał się wycofać czy zerwać umowę. Zależy im tak samo jak nam, aby tę inwestycję zakończyć i móc się nią później pochwalić w portfolio – przekonuje dyrektor Salus.

​Warto przy tym pamiętać o jednej kluczowej kwestii: podawany poziom 31% zaawansowania dotyczy wyłącznie samych prac budowlanych. Do pełnego zakończenia inwestycji trzeba doliczyć całkowicie osobny etap, jakim jest kompleksowe wyposażenie teatru w sprzęt i meble. Zamówione elementy trafiają do obiektu dopiero po zakończeniu głównych robót budowlano-montażowych. Jak zapewnia dyrektor Salus, są one już w produkcji.

​Co do samego otwarcia obiektu dla publiczności, urzędniczka woli zachować ostrożność. – Patrząc na to bezpiecznie, myślę o przyszłym roku – roku 2027. Zakończenie samych prac w obiekcie to jedno, ale później dochodzą do tego odbiory techniczne i cała procedura uzyskiwania pozwoleń. Mimo wszystko jestem optymistką, bo gdybym nie była, to zapewne nie mogłabym wielu rzeczy robić – podsumowuje Joanna Salus.

Agnieszka Szymkiewicz
fot. Michał Nadolski

Poprzedni artykułGaleria dobrych serc: dołącz do zbiórki krwi w Galerii Świdnickiej
Następny artykułZwłoki w mieszkaniu komunalnym. Sąsiedzi zostawieni sami sobie przez MZN