Strona główna 0_Slider Kulisy samorządu: Prawo (nie) dla obywatela?

Kulisy samorządu: Prawo (nie) dla obywatela?

0
Gwarancje wolności słowa zawarte w Konstytucji, ustawa o dostępie do informacji publicznej, ustawa o sygnalistach. Wydawałoby się, że każdy obywatel Polski jest dostatecznie mocno zabezpieczony, by nie bać się własnego zdania, krytyki władz czy zawiadamiania o nieprawidłowościach. Tymczasem na poziomie lokalnym często paraliżuje go strach: za lajkowanie „niewłaściwych postów”, za komentarz, za usiłowanie dochodzenia prawdy lub praw może spodziewać się w najlepszym razie nazwania oszołomem, w najgorszym – nawet utraty pracy. I właśnie o tym, jak prawo rozmija się z rzeczywistością pisze autor bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, były samorządowiec i urzędnik.
Państwo prawa zaczyna się nie wtedy, gdy uchwala się dobre przepisy, lecz wtedy, gdy uczciwy człowiek nie boi się z nich korzystać.
W debacie publicznej bardzo często słyszymy, że potrzebne są nowe ustawy, kolejne nowelizacje i następne przepisy. Powstaje przekonanie, że każdą słabość państwa można naprawić, dopisując kilka kolejnych artykułów do obowiązującego prawa. Tymczasem historia wielu państw pokazuje coś zupełnie innego.
Prawo może być napisane znakomicie. Konstytucja może gwarantować obywatelom szeroki katalog wolności, ustawy mogą chronić sygnalistów, zapewniać dostęp do informacji publicznej, nakazywać uczciwe konkursy i przejrzystość działania administracji. Jednak nawet najlepsze przepisy pozostaną jedynie starannie zapisanym tekstem, jeśli człowiek będzie bał się z nich korzystać.
Bo czym jest prawo do zgłoszenia nieprawidłowości, jeśli jego wykonanie oznacza ryzyko utraty pracy? Czym jest prawo do informacji publicznej, jeśli obywatel obawia się, że zostanie potraktowany jak przeciwnik? Czym jest możliwość odwołania się od decyzji, jeśli powszechne jest przekonanie, że „i tak nic to nie da”?
Prawo, z którego nikt nie korzysta, staje się jedynie dekoracją państwa. Istnieje na papierze, lecz nie istnieje w życiu. Jest jak wolność słowa zapisana w konstytucji, z której ludzie nie korzystają, ponieważ boją się konsekwencji. Formalnie wszystko się zgadza. W rzeczywistości – wolność przestaje istnieć.
Dlatego państwo prawa nie rodzi się w chwili podpisania ustawy przez prezydenta ani w momencie jej opublikowania w Dzienniku Ustaw. Ono rodzi się każdego dnia – wtedy, gdy zwykły człowiek mówi: „Mam do tego prawo” i rzeczywiście z tego prawa korzysta.
To właśnie z takich pozornie drobnych decyzji powstaje praworządność. Z odwołania od niesłusznej decyzji. Ze złożenia skargi. Z ujawnienia nieprawidłowości. Z upomnienia się o własne prawa. Z odmowy uczestniczenia w czymś, co jest niezgodne z prawem.
Im więcej ludzi odważa się korzystać z przepisów, tym silniejsze staje się państwo prawa. Instytucje uczą się reagować zgodnie z prawem, urzędnicy przyzwyczajają się do kontroli społecznej, a obywatele nabierają przekonania, że warto dochodzić swoich praw. Powstaje kultura praworządności.
Ale działa również mechanizm odwrotny.
Każda cicha rezygnacja, każde machnięcie ręką, każde „nie będę się wychylał”, każde „szkoda zdrowia” sprawiają, że prawo staje się coraz bardziej martwe. Tam, gdzie uczciwi ludzie milczą ze strachu, bardzo szybko zaczynają czuć się bezkarni ci, którzy prawa nie szanują.
Nie można jednak całej odpowiedzialności przerzucać na obywateli.
Państwo nie może oczekiwać od zwykłego człowieka heroizmu. Nie może budować swojego autorytetu na przekonaniu, że uczciwość będzie zawsze okupiona samotnością, stresem, procesami sądowymi czy utratą pracy. Jeżeli korzystanie z prawa wymaga odwagi większej niż jego łamanie, oznacza to, że zawiódł cały system.
Dojrzałe państwo prawa nie polega na tym, że ma odważnych obywateli. Polega na tym, że odwaga przestaje być potrzebna. Że uczciwość staje się czymś zwyczajnym. Że zgłoszenie nieprawidłowości nie jest aktem bohaterstwa, lecz normalnym elementem odpowiedzialnego życia publicznego. Że obywatel ufa, iż państwo stanie po stronie prawa, a nie po stronie wpływów.
Dlatego najważniejszym pytaniem nie jest dziś: „Czy mamy dobre przepisy?”
Znacznie ważniejsze jest inne:
Czy uczciwy człowiek czuje się na tyle bezpiecznie, aby z tych przepisów skorzystać?
Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, problemem nie jest jakość prawa. Problemem jest brak zaufania do państwa i jego instytucji.
A państwo, w którym uczciwość wymaga odwagi, ma jeszcze wiele do zrobienia. Bo prawdziwe państwo prawa zaczyna się nie od uchwalania kolejnych ustaw. Zaczyna się w chwili, gdy zwykły, uczciwy człowiek przestaje bać się powiedzieć: „Mam prawo” — i wie, że państwo stanie za nim, a nie przeciwko niemu.
/Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy/
Poprzedni artykułKlasyki wkrótce znów na drogach regionu. ​XIV Międzynarodowy Rajd Pojazdów Zabytkowych z metą w Świebodzicach
Następny artykułTysiące złotych na „Moją Świdnicę”. Drukarnia wybrana „przez telefon”, brak kontroli dostaw i ukryte koszty