Strona główna 0_Slider Wystawa, której nie zobaczymy drugi raz. Znakomity fotograf Tomasz Gudzowaty odsłania rozedrgany...

Wystawa, której nie zobaczymy drugi raz. Znakomity fotograf Tomasz Gudzowaty odsłania rozedrgany świat sumo w Świdnicy [FOTO]

0

To nie jest zwykła wystawa fotograficzna. W Galerii Fotografii w Świdnicy otwarto ekspozycję prac Tomasza Gudzowatego – jednego z najbardziej cenionych polskich fotografów, laureata dziewięciu nagród World Press Photo. Cykl „Are-bure-bokeh” pokazuje świat sumo w surowej, rozedrganej, czarno-białej formie, a same wielkoformatowe wydruki fotografii po zakończeniu wystawy znikną bezpowrotnie.

Już sama forma prezentacji prac artysty w Galerii Fotografii jest wyjątkowa. Nie ma klasycznych ram, szkła ani dystansu między widzem a obrazem. Są za to wielkie czarno-białe fotografie, wydrukowane na cienkim papierze i naklejone bezpośrednio na ściany. Jedna obok drugiej tworzą wielkoformatowy kolaż przypominający tapetę – intensywny, surowy i przyciągający wzrok.

W czwartek, 25 czerwca, w Świdnicy otwarto wystawę „Are-bure-bokeh” znakomitego fotografa Tomasza Gudzowatego. To kolejna jego obecność w mieście – niemal dekadę temu mieszkańcy mogli oglądać jego dokumentalne i przyrodnicze fotografie ukazujące piękno dzikiej natury oraz zwierząt na wystawie „Closer”. Tym razem artysta pokazuje jednak zupełnie inne oblicze swojej twórczości.

Na wernisażu autor nie był obecny. Inauguracji ekspozycji dokonali: dyrektor Świdnickiego Ośrodka Kultury Bożena Kuźma, współorganizator wystawy Jerzy Zegraliński z Agencji Zegart oraz asystent artysty Tomasz Lewandowski.

Jak tłumaczyli organizatorzy, sam tytuł wystawy może intrygować.

Trzy słowa „Are-bure-bokeh” – w wolnym tłumaczeniu jest to coś ziarnistego, rozmytego, nieostrego. Można by dodać jeszcze silną kontrastowość widoczną na zdjęciach – wyjaśniał Zegraliński.

I właśnie taka jest też ta ekspozycja – pełna ruchu, kontrastów, a także celowej, świadomej niedoskonałości.

Tematem wystawy jest sumo, ale nie tylko w wymiarze sportowym. Gudzowaty zagląda głębiej w ten świat – pokazuje wojowników nie tylko podczas walk, ale także w ich codzienności: podczas treningów, odpoczynku czy przygotowań.

Zdjęcia powstały na przełomie lat 2007–2010 podczas trzech wyjazdów do Japonii. Za pierwszym razem były to czysto reporterskie zdjęcia z turnieju w Tokio. Za drugim i trzecim Tomasz miał już przygotowany kontrakt z dwiema stajniami. Tak określa się zespoły zawodników sumo, które żyją niemal jak wspólnoty klasztorne – opowiadał Tomasz Lewandowski.

Artysta uzyskał dostęp do hermetycznego świata sumo dzięki Konishikiemu – niegdyś utytułowanemu, znanemu zawodnikowi, który u szczytu kariery ważył 285 kilogramów.

Mógł asystować zawodnikom podczas treningu, ale też podczas takich intymnych czynności jak kąpiel – zauważył Lewandowski.

To świat pełen rytuałów, dyscypliny i tradycji, który Gudzowaty starał się uchwycić w zupełnie inny sposób – momentami duchowy i niezwykle emocjonalny. Obok dynamicznych scen walki można dostrzec także momenty ciszy, skupienia i zwykłego zmęczenia.

Sama koncepcja zdjęć jest równie ważna jak ich treść. Wprowadza w nią sam twórca – na jednej ze ścian galerii znalazła się jego deklaracja artystyczna – swoisty list do odbiorcy.

Zniszczyłem swoją pracę, efekt kilkuletnich przygotowań. Zabiłem detale w swoich zdjęciach. Rozszarpywałem, wypalałem. Szczegóły rozpraszały wzrok – pisze Gudzowaty.

Ten gest ma znaczenie. Jak tłumaczył Lewandowski, Gudzowaty zwrócił się w stronę fotografii eksperymentalnej. Przy tym inspirował się japońskim ruchem fotograficznym Provoke, zapoczątkowanym przez krótkotrwały, rewolucyjny magazyn, oraz estetyką „are-bure-bokeh” – nurtem, który odrzucał techniczną doskonałość na rzecz emocji i niejednoznaczności.

Zakwestionowali oni ideologicznie, artystycznie fotografię dokumentalną, fabularną, twierdząc, że jest ona obciążona ekwiwalentem słów. Miała być więc całkowicie uwolniona ze znaczeń, które niosą słowa – wyjaśniał asystent Gudzowatego.

Wyjątkowego charakteru fotografiom prezentowanym w Świdnicy nadaje też nietrwałość samej wystawy. Jak podkreślano podczas otwarcia, po zakończeniu ekspozycji wszystkie wydruki fotografii zostaną zerwane.

– To wystawa jednorazowa, drugi raz jej dosłownie – fizycznie – nie pokażemy. Zostaną zniszczone przy zdejmowaniu ze ścian – dodał Lewandowski.

Wystawa potrwa w Świdnicy do 8 sierpnia.

/Tekst: AN/
/Zdjęcia: JD, AN/

Poprzedni artykułMiędzynarodowa śmietanka na starcie prestiżowych zawodów
Następny artykułPociski moździerzowe w gogołowskim stawie