Strona główna 0_Slider Kulisy samorządu: Fachowcy

Kulisy samorządu: Fachowcy

0

„Żeby legalnie złowić płotkę w stawie, musisz zdać państwowy egzamin na kartę wędkarską, ale żeby zarządzać wielomilionowym budżetem gminy, wystarczy mieć osiemnaście lat i czystą kartotekę. W takich właśnie realiach przyszło nam się poruszać.” – napisała jedna z komentatorek bloga Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy. Jeden z ostatnich felietonów, napisanych przez byłego samorządowca i urzędnika dotyczy wykształcenia i kompetencji samorządowców. Od wójta, burmistrza, prezydenta i radnego prawo w zasadzie wymaga tylko pełnoletności i niekaralności. Znacznie mniej niż od referenta w urzędzie.

fot. ilustracyjne

ROZBRAJANIE FACHOWOŚCI,

czyli o wykształceniu i kompetencjach

Zacznijmy od oczywistości, którą wszyscy widzimy: samorząd nie działa sam z siebie.Uchwały nie piszą się same, inwestycje nie realizują się same, a urząd nie funkcjonuje dlatego, że w ustawie stoi, że ma funkcjonować. Samorząd działa dzięki ludziom. I to — przynajmniej teoretycznie — dzięki ludziom przygotowanym merytorycznie, odpowiedzialnym, znającym prawo i realia funkcjonowania wspólnoty. Tylko że ta teoria coraz słabiej trzyma się praktyki.

Ostatnio dostałem wiadomość od czytelniczki, która zwróciła uwagę na temat, o którym powinniśmy rozmawiać dużo częściej: wykształcenie i przygotowanie radnych. Skoro mówiliśmy o wykształceniu wójta, to może warto przyjrzeć się całemu katalogowi osób, które dokładają cegiełkę do tego gmachu zwanego „lokalnym państwem”. A jest komu się przyglądać: organ wykonawczy, organ stanowiący, kierownictwo urzędu i pracownicy merytoryczni. I w zasadzie każdy z tych elementów działa na innym standardzie wymagań. Ba — czasem na odwróconym. Dlatego potraktujcie ten tekst nie jako diagnozę, ale jako przyczynek do szerszej dyskusji. Bo temat jest zbyt poważny, żeby go „odhaczyć” jednym wpisem.

Radny: zero wymagań, maksimum odpowiedzialności

Zacznijmy od organu stanowiącego — czyli ludzi, którzy uchwalają prawo lokalne. Prawo, które dotyka mieszkańców bardziej niż jakiekolwiek ustawowe przepisy z Warszawy. I co trzeba zrobić, by zostać radnym? Nic specjalnego. Nie trzeba mieć matury – wiem, ani matura ani dyplom uczelni wyższej o niczym nie świadczą – nie trzeba mieć doświadczenia, znajomości procedur, prawa administracyjnego, finansów publicznych. Można nawet nie wiedzieć, czym jest wieloletnia prognoza finansowa, a podejmować decyzje o wielomilionowych inwestycjach.

Brzmi absurdalnie? To tak, jakby pozwolić kierowcy bez prawa jazdy prowadzić autobus miejski. A jednak dokładnie tak działa wiele rad — i nie jest to złośliwość, tylko fakt. Takie prawo demokracji. Radni „uczą” się uchwał na posiedzeniach komisji, czasem w trakcie sesji. W wielu miejscach głosowanie nie ma nic wspólnego z własnym poglądem — ma natomiast dużo wspólnego z dyscypliną klubową, układem lokalnym albo zasadą „bo tak nam kazali”.

Materiał podatny na manipulację? Oczywiście. Materiał do świadomego, samodzielnego decydowania o przyszłości gminy? Dużo rzadziej.
Wójt, burmistrz, prezydent: najbardziej odpowiedzialna funkcja, najmniej wymagań. Przejdźmy do organu wykonawczego. W teorii — menedżera całej gminy. W praktyce — kogoś, kto ma realny wpływ na mieszkańców, budżet, inwestycje, kadry, planowanie przestrzenne i wszelkie decyzje strategiczne.

I jakie są wymogi? Aż chwyta za serce: pełnoletność, obywatelstwo, niekaralność. Tyle. Możesz nie mieć wykształcenia. Możesz nie znać finansów, prawa, administracji. Możesz nie umieć czytać… uchwał.Możesz nie mieć pojęcia o budżecie. A mimo to zarządzasz gminą wartą 200, 300 czy 500 milionów.  Tymczasem… referent w tym samym urzędzie musi mieć wyższe wykształcenie, doświadczenie i znajomość procedur. Jest to odwrócenie logiki?

Pracownicy samorządowi: największe wymagania, najmniejszy wpływ

I tu pojawia się trzecia grupa — pracownicy. To oni są obciążeni obowiązkiem znajomości prawa, zasad, procedur, terminów, przepisów szczególnych. To oni odpowiadają za poprawność dokumentów, za przygotowanie uchwał, za obsługę mieszkańców. Jednocześnie to grupa, która może być ofiarą każdej zmiany władzy. Przesuwani, pomijani, marginalizowani, czasem szykanowani. Niby chronieni ustawą — ale w praktyce zależni od decyzji szefów. I tu wchodzimy w punkt, o którym mówi się najmniej, a który jest — moim zdaniem — najgroźniejszy.

Rozbrajanie fachowości — czyli celowe demontowanie kompetencji

Po każdych wyborach zaczyna się karuzela stanowisk. Nie chodzi o to, by obsadzić urząd najlepszymi. Chodzi o to, by obsadzić go swoimi. Sekretarze, skarbnicy, dyrektorzy jednostek — to stanowiska, od których zależy jakość funkcjonowania całej administracji. A jednak nierzadko obejmują je osoby przypadkowe, lojalne, wygodne. W konkursach nie wygrywa wiedza, tylko układ.

To prowadzi do efektu domina:
brak kompetentnego skarbnika to chaos finansowy, problemy z budżetem;
brak kompetentnego sekretarza to „upadanie” organizacji urzędu, standardów obsługi, jakości usług;
brak kompetentnych dyrektorów to postępujący paraliż wydziałów, jednostek organizacyjnych, stagnacja, błędy, straty.

A to wszystko skutkuje jednym: gmina zaczyna zjeżdżać po równi pochyłej. I często nie ma już hamulców. Bo gdy fachowość zostanie raz rozmontowana, jej odbudowa zajmuje lata. A czasem jest niemożliwa — bo najlepsi po prostu odchodzą, widząc, że ich praca nie ma sensu.

Czy kiedyś było lepiej? W pewnym sensie — tak

Może to zabrzmi paradoksalnie, ale wielu urzędników, którzy zaczynali pracę jeszcze w latach 90., miało to, czego dziś brakuje: stabilność i mentorów. Wiedza była przekazywana przez fachowców. Doświadczony urzędnik uczył młodego. Procedury miały sens. Szacunek do rzetelności po prostu był. Dziś? Rotacja, presja polityczna, zewnętrzne oczekiwania. Ludzie, którzy znają się na robocie, są często traktowani jak przeszkoda.

Ten tekst jest zaproszeniem do dyskusji, nie jej podsumowaniem ani totalną krytyką wszystkiego i wszystkich. Samorząd nie naprawi się sam.
Naprawią go ludzie — ale tylko wtedy, gdy wiedza i odpowiedzialność znów staną się wartością. A nie przeszkodą. W co mimo wszystko GŁĘBOKO WIERZĘ.

/Tekst pochodzi z bloga Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy/

Poprzedni artykułTaniec, muzyka i ważne rozmowy o zdrowiu podczas spotkania z okazji Dnia Kobiet [FOTO]
Następny artykułZaginął 75-letni mieszkaniec Strzegomia