Strona główna 0_Slider Siostry w Ratuszu i MOPS-ie. Magistrat: wszystko jest w porządku

Siostry w Ratuszu i MOPS-ie. Magistrat: wszystko jest w porządku

0

Powołanie Beaty Szczepankowskiej na stanowisko drugiego zastępcy prezydenta Świdnicy wywołało w mieście falę dyskusji na temat granic przepisów samorządowych oraz standardów etycznych w lokalnej władzy. Jak informowaliśmy wczoraj na łamach naszego portalu, nowa wiceprezydent objęła od 2 listopada nadzór merytoryczny m.in. nad Wydziałem Polityki Społecznej i Spraw Socjalnych.


To właśnie temu wydziałowi bezpośrednio podlega Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, którego dyrektorką od lat jest rodzona siostra wiceprezydent, Wioletta Kalin. Zapytaliśmy zatem magistrat, czy w związku z tak wyraźną relacją rodzinną wyłączono MOPS spod nadzoru nowej zastępczyni, by uniknąć zarzutów o nepotyzm i konflikt interesów, oraz czy zmieniono w tym celu Regulamin Organizacyjny Urzędu Miejskiego.

Urząd wylicza paragrafy

​Odpowiedź z ratusza nadeszła szybko. W komunikacie nadesłanym przez Magdalenę Dzwonkowską, rzecznik prasową Urzędu Miejskiego w Świdnicy czytamy:

​„Zasady nadzoru nad miejskimi jednostkami organizacyjnymi precyzyjnie określa Regulamin Organizacyjny Urzędu Miejskiego w Świdnicy. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świdnicy podlega pod pion Wydziału Polityki Społecznej i Spraw Socjalnych, przy czym bezpośrednie, bieżące czynności merytoryczne związane z funkcjonowaniem oraz koordynacją działalności Ośrodka realizuje Dyrektor Wydziału Polityki Społecznej i Spraw Socjalnych, a samą jednostką kieruje jej Dyrektor.

​W związku z powołaniem Zastępcy Prezydenta Miasta Świdnicy nie wydano odrębnego zarządzenia wyłączającego Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej spod nadzoru resortowego, jak również nie modyfikowano Regulaminu Organizacyjnego w tym zakresie. Obowiązujący podział kompetencji w sposób wyczerpujący i jednoznaczny rozgranicza strukturę zarządzania oraz podległości służbowej.

​W kontekście stawianych pytań kluczowe znaczenie ma norma zawarta w art. 26 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych.

Reklama

​W analizowanym stanie faktycznym przesłanka bezpośredniej podległości służbowej nie występuje:
​Dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej kieruje odrębną jednostką organizacyjną gminy i nie jest bezpośrednim podwładnym Zastępcy Prezydenta Miasta.

​Relacje rodzinne pomiędzy osobami pełniącymi funkcje publiczne a pracownikami samorządowymi nie stanowią per se naruszenia prawa ani nepotyzmu – Dyrektor MOPS objęła swoje stanowisko na długo przed powołaniem Zastępcy Prezydenta Miasta. Nie mamy zatem do czynienia z zatrudnieniem ani awansowaniem członka rodziny przez osobę pełniącą funkcję organu wykonawczego lub jego zastępcy.

​Jednocześnie podkreślamy, że wszelkie decyzje o charakterze kadrowo-płacowym, w tym nawiązywanie i rozwiązywanie stosunku pracy, ustalanie wynagrodzenia, przyznawanie nagród czy nakładanie kar porządkowych wobec kierowników gminnych jednostek organizacyjnych (w tym Dyrektora MOPS w Świdnicy), należą do wyłącznej kompetencji Prezydenta Miasta Świdnicy, jako kierownika urzędu i zwierzchnika służbowego (art. 7 pkt 1 i pkt 3 ustawy o pracownikach samorządowych w zw. z art. 33 ust. 3 i 5 ustawy o samorządzie gminnym). Uprawnień tych w żadnym zakresie nie wykonuje Zastępca Prezydenta Miasta, co w sposób bezwzględny eliminuje ryzyko zaistnienia konfliktu interesów oraz wyklucza zależność służbową podlegającą dyspozycji art. 26 ustawy o pracownikach samorządowych.”

​Stanowisko urzędu opiera się więc na dogmatycznej i formalistycznej interpretacji przepisów. Przekaz z ratusza sprowadza się do wniosku, że problemu nie ma, bo zdaniem urzędu na papierze wszystko się zgadza.

​Fikcja braku podległości w urzędowej codzienności

​Ta misternie skonstruowana linia obrony opiera się jednak na wąskim odczytaniu przepisów Kodeksu pracy, całkowicie ignorując realia funkcjonowania samorządu. Choć prawdą jest, że formalnym zwierzchnikiem kadrowym dyrektor MOPS jest prezydent miasta, to w praktyce zarządzania zignorowano pojęcie podległości pośredniej.

Trudno uznać za przejrzystą sytuację, w której nowa wiceprezydent nadzoruje dyrektora wydziału, a ten z kolei ma oceniać, koordynować i kontrolować pracę jej rodzonej siostry. W urzędowej codzienności to właśnie przez pion nadzorowany przez Beatę Szczepankowską przechodzą wnioski budżetowe, sprawozdania merytoryczne, analizy finansowe czy projekty uchwał dotyczące ośrodka pomocy społecznej. Sugestia, że zastępca prezydenta nie ma żadnego wpływu na jednostkę podległą nadzorowanemu przez siebie wydziałowi, brzmi jak próba przekonania mieszkańców, że pośrednie zależności decyzyjne w ogóle nie istnieją.

​Cień nad bezstronnością i standardami

​Wskazanie przez ratusz, że Wioletta Kalin objęła stanowisko na długo przed powołaniem siostry na zastępcę prezydenta, jest faktem, ale nie rozwiązuje istotowego problemu konfliktu interesów. Nikt nie zarzuca nowej wiceprezydent zatrudnienia członka rodziny, lecz stworzenie struktury, w której zacierają się granice obiektywizmu.

Standardem w polskim samorządzie w podobnych sytuacjach jest stosowanie procedur ochronnych – wydanie przez organ wykonawczy precyzyjnego zarządzenia wyłączającego konkretną jednostkę spod nadzoru danego zastępcy i przekazanie jej bezpośrednio prezydentowi lub drugiemu wiceprezydentowi. Zaniechanie takiego kroku w Świdnicy stawia pod znakiem zapytania dbałość o unikanie choćby pozorów stronniczości, do czego obligują urzędników nie tylko zasady Kodeksu postępowania administracyjnego, ale przede wszystkim fundamentalne normy etyki służby publicznej.

​Wszystko zostaje w rodzinnej strukturze

​Brak jakichkolwiek korekt w Regulaminie Organizacyjnym Urzędu Miejskiego pokazuje, że władze Świdnicy nie dostrzegają w zaistniałym układzie niczego niewłaściwego.

Odpowiedź przygotowana najprawdopodobniej przez miejskich prawników ma dać jasny sygnał: proceduralnie wszystko jest w porządku, więc sprawa jest zamknięta. Pozostaje jednak pytanie o zaufanie mieszkańców do decyzji podejmowanych przez ratusz w obszarze polityki społecznej i podziału miejskich pieniędzy.

Bo choć na papierze siostry rozdziela biurko dyrektora wydziału, w oczach opinii publicznej granica między formalnym nadzorem a rodzinną zależnością została w Świdnicy niebezpiecznie zatarta.

​Agnieszka Szymkiewicz

Reklama
Poprzedni artykułJest coraz zimniej. Służby apelują o czujność i przypominają, gdzie szukać pomocy
Następny artykułChciała chronić oszczędności, straciła 10 tysięcy złotych. Świdnicka policja ostrzega przed oszustami