Strona główna 0_Slider Pisz na Berdyczów! Przez 20 lat ani jedna skarga mieszkańców Świdnicy do...

Pisz na Berdyczów! Przez 20 lat ani jedna skarga mieszkańców Świdnicy do Rady Miejskiej nie została uznana za zasadną

0

​Rada Miejska w Świdnicy od co najmniej dwudziestu lat nie uznała ani jednej skargi mieszkańca za zasadną. Choć Świdniczanie regularnie składają pisma, krytykując decyzje prezydenta miasta czy dyrektorów podległych mu jednostek, za każdym razem trafiają na mur. Ostatnie rozstrzygnięcie wojewody dolnośląskiego dobitnie pokazuje, jak zbiurokratyzowany i pozorny stał się ten mechanizm. Czy skarga do rady ma w ogóle sens, czy to tylko strata czasu i nerwów?

Na zdjęciu Joanna Gadzińska, przewodnicząca Komisji Wniosków, Skarg i Petycji Rady Miejskiej w Świdnicy

​Dwadzieścia lat bez sukcesu. Statystyka, która nie pozostawia złudzeń

​Przegląd archiwum uchwał Rady Miejskiej w Świdnicy z ostatnich pięciu kadencji samorządowych (od 2006 do 2026 roku) pokazuje  prawidłowość: merytoryczna skuteczność obywatelskich skarg jest żadna. Choć pełen obraz historyczny bywa zatarty przez niekompletnie zdigitalizowane dokumenty z wcześniejszych lat w Biuletynie Informacji Publicznej, dane z ostatnich dwóch dekad rysują jasny i niezmienny trend.

​W tym okresie do świdnickiego samorządu wpłynęło szacunkowo około 180 skarg. Świdniczanie najczęściej skarżyli się na działalność prezydenta miasta oraz podległych urzędników – blisko 85–90% pism dotyczyło bezpośrednio decyzji lub zaniechań władz miasta i urzędników.

Pozostała część kierowana była pod adresem szefów miejskich jednostek, na czele z Miejskim Zarządem Nieruchomości oraz dyrektorów szkół. Mieszkańcy podnosili kwestie opóźnień w remontach budynków komunalnych, kontrowersyjnych ustaleń planistycznych, podziału działek, organizacji ruchu drogowego, opłat w strefie płatnego parkowania czy bezdusznego – w ocenie skarżących –  sposobu załatwiania spraw przez urzędników.

​Efekt? Wszystkie skargi rozpatrzone merytorycznie przez radnych kończyły się tą samą formułą: „Rada Miejska uznaje skargę za bezzasadną”. Jedynie około 10% spraw pozostawiano bez rozpoznania z przyczyn formalnych lub przekazywano według właściwości do innych organów. W ciągu ostatnich dwudziestu lat żaden mieszkaniec nie doprowadził do sytuacji, w której radni oficjalnie przyznaliby mu rację i uznali, że doszło do uchybień lub nieprawidłowości.

​Prawna pułapka. Dlaczego skarga Do Rady Miejskiej nie działa?

Reklama

​Dlaczego mieszkańcy Świdnicy przegrywają na masową skalę? Problemem jest rozbieżność między potocznym rozumieniem słowa „skarga” a jego definicją w Kodeksie postępowania administracyjnego.

​Dla obywatela skarga jest naturalną reakcją na niesprawiedliwość, brak empatii ze strony urzędnika czy złą decyzję np. o wycince drzew. Jednak z punktu widzenia prawa (art. 227 Kpa) skarga wymaga wykazania podręcznikowego naruszenia konkretnego przepisu. Jeśli urząd wydał niekorzystną lub dolegliwą dla obywatela decyzję, ale uczynił to w granicach obowiązującego prawa, radni wraz z prawnikami Ratusza automatycznie zakwalifikują pismo jako bezzasadne.

​Dodatkowo w grę wchodzi cynizm przyjętej procedury i układ polityczny. Wniosek o rozpatrzenie skargi trafia do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, która o wyjaśnienia zwraca się… do skarżonego organu. Urzędnicy sami przygotowują materiał na swoją obronę, poparty opiniami radców prawnych Urzędu Miejskiego. Radni nie dysponują własnym aparatem kontrolnym ani odrębnymi ekspertyzami prawnymi. W efekcie większość rządząca w Radzie Miejskiej, powiązana politycznie z prezydentem miasta, traktuje ewentualne uznanie skargi za cios wizerunkowy i wotum nieufności wobec własnego ugrupowania. System sam zakleszcza się w obronie własnych decyzji.

​Wpadka Rady Miejskiej i zimny prysznic od wojewody

​To, jak bezrefleksyjnie i schematycznie działa ten mechanizm w Świdnicy, odsłoniła niedawna interwencja organu nadzoru. Jeden z mieszkańców (dane znane Redakcji), gdy Rada Miejska odrzuciła jego skargi na prezydenta Świdnicy i dyrektora MZN, zaskarżył samą Radę Miejską do wojewody dolnośląskiego.

​Efekt? Wojewoda Dolnośląski w piśmie z 16 października 2026 r. uznał skargę mieszkańca na działania świdnickich radnych za w pełni zasadną.

Organ nadzoru punkt po punkcie wykazał rażące błędy proceduralne i lekceważenie przepisów, jakich dopuszczono się w świdnickim Ratuszu.
​Przede wszystkim Wojewoda wytykał, że Rada Miejska w ogóle nie stworzyła własnego stanowiska. W treści uchwał bezrefleksyjnie wklejono opinie Komisji Skarg, stosując zwroty typu „Komisja uznała skargę za bezzasadną”.

Jak przypomniał organ nadzoru, komisja jest tylko ciałem doradczym, a uzasadnienie musi reprezentować wolę i argumentację całej Rady jako organu stanowiącego:

​„Brak w omawianych «uzasadnieniach» uchwał konkluzji, iż to Rada dokonała takich rozstrzygnięć, a także wskazania przesłanek, jakie wzięła pod uwagę Rada, podejmując decyzje o uznaniu skarg za bezzasadne. Stanowisko Komisji i Rady Miejskiej nie są bowiem tożsame”.

​Co więcej, okazało się, że świdniccy radni merytorycznie rozpatrywali skargę na MZN dotyczącą odmowy udostępnienia informacji publicznej. Wojewoda przypomniał, że radni nie mają do tego kompetencji, ponieważ w sprawach dotyczących informacji publicznej obowiązuje zupełnie inna ścieżka, a jedynym właściwym organem jest sąd administracyjny: „Zarzuty dotyczące nieudzielenia informacji publicznej bądź niewydania decyzji administracyjnej o odmowie jej udzielenia nie mogą być merytorycznie rozpatrzone w trybie przepisów działu VIII k.p.a. (…) Rada powinna była zatem powiadomić skarżącego o niemożności rozpatrzenia skargi (…) i właściwym trybie wniesienia skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu”.

​Interwencja wojewody z jednej strony obnażyła urzędniczą niestaranność przy przygotowywaniu uchwał, z drugiej jednak pokazała gorzką prawdę o granicach sprawowanego nadzoru. Wojewoda nie mógł zmienić samej decyzji radnych w sprawie prezydenta. Przepisy Kpa stanowią bowiem, że postępowanie skargowe jest jednoinstancyjne – Rada Miejska może uchwalić stanowisko nawet najbardziej nierzetelne merytorycznie, a żaden organ nie ma prawa nakazać jej zmiany zdania. Mieszkaniec wygrał z Radą przed wojewodą na poziomie formalnym, ale merytorycznie odbił się od ściany.

​Świdnica to nie wyjątek. System do poprawki?

​Czy Świdnica pod tym względem stanowi wyjątek na mapie Polski? Zdecydowanie nie. Statystyki w większości polskich gmin wyglądają bliźniaczo. W większości samorządów odsetek skarg uznawanych przez rady miast za zasadne nie przekracza 1% w skali kadencji.

Ustawodawca, tworząc w dziale VIII Kpa instytucję skargi i wniosku, stworzył narzędzie bez zębów – wentyl bezpieczeństwa, który daje obywatelowi iluzję wpływu, a organ zmusza jedynie do wyprodukowania formalnej odpowiedzi.

​Czy to oznacza, że pisanie do Rady Miejskiej to absolutna strata czasu? Z punktu widzenia prawnego – tak. Jeśli szukamy realnej sprawiedliwości lub chcemy doprowadzić do uchylenia krzywdzącej decyzji, droga przez Radę Miejską jest najbardziej bezskutecznym ze wszystkich dostępnych rozwiązań.

​Co zamiast skargi? Jak zmienić taktykę?

​Jeśli mieszkaniec chce realnie załatwić swoją sprawę i nie tracić nerwów na urzędniczą nowomowę w uchwałach, powinien całkowicie ominąć tryb skargowy i zastosować znacznie skuteczniejsze instrumenty.

W sprawach indywidualnych decyzji: Zamiast pisania skargi do Rady Miejskiej, należy składać oficjalne odwołania do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) lub skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA). Organy te są całkowicie niezależne od Prezydenta Miasta i Ratusza, a ich rozstrzygnięcia regularnie uchylają wadliwe decyzje samorządowców.

​W sprawach odmowy wydania dokumentów (informacja publiczna): Wnieść bezpośrednią skargę na bezczynność organu lub odmowę do WSA – dokładnie tak, jak wskazał Wojewoda w swoim wystąpieniu.

​W sprawach lokalnych i społecznych: Najskuteczniejszą drogą jest bezpośrednie zaangażowanie radnego ze swojego okręgu i skłonienie go do wniesienia oficjalnej interpelacji (prezydent ma obowiązek odpowiedzieć na nią na piśmie w ciągu 14 dni), przygotowanie petycji mieszkańców (która buduje presję społeczną) lub nagłośnienie problemu w lokalnych mediach.

​Doświadczenie dwóch dekad w Świdnicy uczy jednego: pisać skargę do Rady Miejskiej to jak pisać na Berdyczów. Papier wszystko przyjmie, maszynka do głosowania odrzuci pismo według stałego schematu, a jedynym rezultatem dla mieszkańca będzie poczucie głębokiej bezsilności.

Agnieszka Szymkiewicz

Reklama
Poprzedni artykułCzas na łyżwy! Ile trzeba będzie zapłacić za wstęp na świdnickie lodowisko?
Następny artykuł2-miesięczny Luluś szuka kochającego domu