Praca w urzędzie dla wielu osób to wymarzona perspektywa: stabilność, przewidywalność, pewne urlopy, wolne w święta, praca „od do”. Na wiele stanowisk obowiązkowe są konkursy (nie na wszystkie, np. na pomoc administracyjną można przyjąć kogokolwiek, „po uważaniu” władzy). Czy to jednak prawdziwe konkursy, czy raczej wymóg, który łatwo dostosować do potrzeb, by wygrała z góry upatrzona osoba? I o tym właśnie w najnowszym felietonie z cyklu „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, którego autorem jest były samorządowiec i urzędnik.

Konkurs z wynikiem z góry
Wszyscy wiemy, że konkursy w urzędach są po to, by wybrać najlepszego. No, prawie wszyscy. Bo są też tacy, którzy wiedzą, że „najlepszy” to ten, którego już dawno wybrano – tylko teraz trzeba to ładnie udokumentować. Dziś w Pogaduchach o tym, jak w wielu samorządach rekrutacja zamienia się w teatrzyk kukiełkowy z obsadą znaną od pierwszej sceny. Zasłona dymna? Jest. Protokół? Jest. Kandydaci? Są. Ale wynik… też już jest.
W pewnym urzędzie ogłoszono konkurs.
W Biuletynie Informacji Publicznej pojawiło się starannie przygotowane ogłoszenie, z całą litanią wymagań: wykształcenie, doświadczenie, referencje, znajomość przepisów, dyspozycyjność, kreatywność, komunikatywność… wszystko, co trzeba.
Na papierze — profesjonalizm. W rzeczywistości — teatr. Bo w tym konkursie zwycięzca był znany jeszcze zanim ktoś zdążył wypełnić wniosek o udział. Nie dlatego, że był najlepszy. Po prostu – był „nasz”.
Kulisy ustawionej rekrutacji
Scenariusz wygląda zawsze podobnie. Najpierw przygotowuje się ogłoszenie „pod konkretną osobę”: wpisuje się wymagania, które przypadkiem pokrywają się z doświadczeniem przyszłego zwycięzcy. Następnie publikuje się informację na 14 dni — żeby „było zgodnie z procedurą”. Później komisja spotyka się, by „dokonać oceny”. A że oceniają osoby z tej samej komórki, z tego samego układu, z tymi samymi oczekiwaniami, wynik jest oczywisty.
Na końcu powstaje protokół. Czasem z jednym zdaniem: „Kandydat spełnił wszystkie wymagania.” Czasem z dziesięcioma akapitami uzasadnienia, dlaczego właśnie on — a nie ci inni, którzy mieli czelność się zgłosić. Dla pozoru i świętego spokoju. To właśnie jedna z największych patologii samorządowej codzienności: pozór równości szans.
Formalnie wszystko gra: BIP, terminy, protokół, podpisy, decyzja. Nikt nie może zarzucić złamania przepisów. Ale każdy, kto zna realia, wie, że to czysta fikcja proceduralna. Bo „konkurs” bywa często ceremonią zatwierdzania decyzji podjętej wcześniej – w kuluarach, w gabinecie, „przy kawie”. Wystarczy spojrzeć, kto później zasiada przy tym samym biurku: kuzyn, znajoma z poprzedniej gminy, członek komitetu wyborczego, czasem ktoś, kto jeszcze niedawno obsługiwał tego samego szefa w sekretariacie.
A system na to pozwala. W teorii ustawa o pracownikach samorządowych mówi o naborze „otwartym i konkurencyjnym”. W praktyce oznacza to często tyle, że drzwi są otwarte – ale tylko dla wybranych. Bo prawo, choć nie zabrania znajomości, nie zna pojęcia „braku przyzwoitości”. A ta jest niestety poza ustawą. Nie pomaga też to, że kontrola nad naborem jest iluzoryczna. Komisje są wewnętrzne, weryfikacja formalna to formalność, a nikt z zewnątrz nie ma wglądu w to, jak naprawdę wyglądało „porównanie kandydatów”. W efekcie urzędy stają się zamkniętymi klubami towarzyskimi, w których każdy konkurs to nowa dekoracja tego samego spektaklu.
A urzędnicy? Milczą. Większość patrzy i wzrusza ramionami. Nie dlatego, że to akceptują, ale dlatego, że wiedzą: „Nie ruszaj, bo sobie zaszkodzisz.” W urzędzie zbyt często działa zasada: lojalność wobec układu ważniejsza niż uczciwość wobec zasad. Niektórzy próbują protestować, inni piszą anonimowe skargi, które lądują tam, gdzie wszystko, co niewygodne: w szufladzie. I tak system trwa. Nowi kandydaci tracą wiarę, starsi tracą nadzieję, a zaufanie obywateli do urzędów spada jak papier na biurko z dopiskiem „do wiadomości”.
Największa patologia w konkursach nie polega na tym, że ktoś wygrał niesprawiedliwie. Tylko na tym, że wszyscy wokół udają, iż nic się nie stało. Bo dopóki urzędowy teatr będzie miał widownię – spektakl się nie skończy.
/Za: Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”/
![Stawiają na wiatr i słońce. MPK będzie samemu wytwarzać prąd do ładowania „elektryków” [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/04/MPK-Swidnica-budowa-instalacji-OZE-2026.03-04-6-238x178.jpg)

![Świąteczny bój dla świdnickiej Polonii [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/04/mecz-Polonia-Swidnica_-_LKS-Bystrzyca-Gorna-2026.04.04-38-238x178.jpg)



![Pożar w lokalu usługowym na Grodzkiej [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/04/Grodzka-pozar-2026.04.02-1-100x75.jpg)

![Koncert z piosenkami Barbry Streisand już za tydzień w Świdnicy [ROZWIĄZANIE KONKURSU]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/03/Daria-Iwan_kadr-100x75.jpg)