Strona główna 0_Slider Kulisy samorządu: Samorządowy ekshibicjonizm 2.0

Kulisy samorządu: Samorządowy ekshibicjonizm 2.0

0

Z dziećmi, z kombatantami, przy pączku, przy pizzy, w koronie, w chórze, przy przecięciu wstęgi, przed mikrofonem i oczywiście w gabinecie, z każdym, kto nie zaprotestuje. Profile samorządowców zalewają tysiące zdjęć, nagrań i informacji, publikowanych zanim znajdą się na oficjalnej stronie miasta czy gminy. Bez hamulców prezentują się z przodu, z boku, z tyłu. Niektórzy profil oficjalny, oznaczony hasłem burmistrz, wójt, prezydent, traktują jak prywatny, mieszając tu wszystko. Byle dużo, byle codziennie. Czy to jeszcze realizacja hasła: władza blisko ludzi, czy samorządowy ekshibicjonizm 2.0? O tym rozważa autor bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, były samorządowiec i urzędnik, którego zyskał już ponad 20 tysięcy obserwujących osób.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH

Zdjęcia pochodzą z oficjalnego, miejskiego profili Beata Moskal-Słaniewska Prezydent Świdnicy

SAMORZĄDOWY EKSHIBICJONIZM 2.0
czyli Facebook jako lustro próżności lokalnej władzy.

Kiedyś mówiono, że jak czegoś nie ma w urzędzie, to znaczy, że nie istnieje. Dziś zasada jest prosta: jak nie ma tego na Facebooku – to nie wydarzyło się wcale. A w samorządzie? Tu poziom jest wyższy: jak nie ma tego na trzech profilach, relacji, rolce i filmiku z drona – to wciąż jest podejrzenie, że coś poszło nie tak.

Bo przecież wszystko „musi być w sieci”. Gmina – profil. Powiat – profil. Województwo – wiadomo, profil z profesjonalnym logo i zdjęciem z drona nad rzeką, co powtarza każdy sąsiedni region, tylko wodę ma bardziej błękitną (filtr pomaga). Ale prawdziwy koncert samorządowych solistów zaczyna się dopiero później:
Wójt – profil (dużo podziękowań i zdjęć z dziećmi).
Burmistrz – profil (najlepiej z własnym logo „Burmistrz X – Bliżej Mieszkańców”).
Prezydent miasta – dwa profile, bo trzeba odróżnić „oficjalne stanowisko urzędu” od „prywatnej, ale w sumie publicznej aktywności”.
Starosta – profil, zwykle z mottem: „Razem tworzymy przyszłość”.
Marszałek – profil, dużo zdjęć z konferencji na tle roll-upów.
Przewodniczący rady i jego zastępca – profile, choć tam głównie wrzucane są zdjęcia z sesji, najlepiej te, na których przewodniczący wygląda jak mąż stanu w skali mikro.
A potem do gry wchodzą zastępcy, bo jak wyglądałoby życie zastępcy, który nie pokaże, że też otworzył hydrant, ścieżkę rowerową albo rondo nazwane imieniem lokalnego bohatera?

I tak w jednej gminie można znaleźć dziesiątki profili, które udostępniają dokładnie te same zdjęcia, tylko z innym podpisem.
Dożynki? Nie ma sprawy:
profil urzędu,
profil rady,
profil wójta,
profil wicestarosty,
profil kierownika referatu kultury,
profil przewodniczącego komisji kultury.
Tylko kąt fotografii się zmienia – a i to nie zawsze.

Sezonowe skoki ekshibicjonizmu? Przewidywalne jak prognoza pogody:
Wrzesień – rozpoczęcie roku szkolnego.
W jednej sali gimnastycznej:
– burmistrz życzy sukcesów,
– przewodniczący rady życzy sukcesów,
– zastępca burmistrza życzy sukcesów,
– dyrektor szkoły życzy sukcesów,
– a uczniowie stoją i czekają, kiedy te sukcesy wreszcie zaczną im się przydarzać.
11 listopada – patetyczne miny, kir, wiatr w biało-czerwone chorągiewki. Każdy publikuje zdjęcia z podpisem „Cześć i chwała bohaterom”, tylko niektórzy zapominają, że wrzucili je z konta kandydata, a nie urzędnika.
Dni miasta – tu już jazda bez trzymanki. Selfie wójta z watą cukrową. Zastępca burmistrza na dmuchańcu. Prezydent na tle sceny, jakby zaraz miał zagrać z zespołem disco polo.

A to wszystko – bez najmniejszego śladu tzw. URZĘDOWEGO JEDNOGŁOSU, o którym szkoleniowcy powtarzają jak mantrę.
Bo w samorządzie jest tak: prawie każdy chce być własną tubą medialną. Prawie każdy ma swoje narracje, słodkie podpisy, ulubione filtry i zestaw min do zdjęć z mieszkańcami.

A gdzie w tym wszystkim są urzędnicy? Ci z fleshów, filtrów i lajków nie istnieją.
Nie zobaczysz na Facebooku zdjęcia:
pani z kadr tłumaczącej piąty raz radnemu, że ZUS naprawdę nie jest „widzimisię”,
referenta, który o 19:00 wklepuje dane, żeby jutro szef mógł ogłosić „kolejny sukces inwestycyjny”,
informatyka, który walczy z serwerem,
skarbnika, który żongluje budżetem, jakby to był cyrk na kółkach.
I nie ma też zdjęć z podpisem:
„Dziś wprowadziłem 124 faktury do systemu. System się zawiesił. Ja też. Ale dam radę.”
Bo to jest nudne. Nie nadaje się na lajki. Nie robi wrażenia. Nie daje politycznego zasięgu.

A przecież to właśnie na tej cichej robocie wszystko stoi i działa. Na tej niewidzialnej, rutynowej, mało medialnej pracy ludzi, których imion nikt nie zna – dopóki coś nie pójdzie nie tak.

I ostatecznie, patrząc na ten zalew zdjęć z wstęg, kotylionów, tortów jubileuszowych i szkoleń z udziałem „ważnych gości”, można postawić proste pytanie:
Czy to jeszcze informowanie mieszkańców?
Czy już samorządowy ekshibicjonizm?
Odpowiedź każdy zna w sercu.

A gdyby ktoś naprawdę zechciał stworzyć „Wielką Kronikę Facebooka Samorządowego”, to powstałaby księga grubsza niż łącznie wszystkie tomy encyklopedii Britannica. A i tak zabrakłoby w niej jednego zdjęcia: Urzędnika, który o 15:30 zamyka system, bo „za chwilę się wyloguje”, i wraca do domu bez jednego lajka, ale z poczuciem, że zrobił robotę, której i tak nikt nie wrzuci na Facebooka.

/Tekst pochodzi z profilu Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy/

Poprzedni artykułPożar domku holenderskiego w Bystrzycy Dolnej