– To najlepsze, co udało nam się po 1989 roku – jako pierwszy powiedział prof. Jerzy Regulski, twórca reformy samorządowej w Polsce, a te słowa były wielokrotnie cytowane m.in. przez kolejnych prezydentów RP. Czy faktycznie idea decentralizacji, oddania władzy w ręce mieszkańców gmin, miast, powiatów po ponad 35 latach jest tym, co zakładał twórca reformy? Jak wiele układów, manipulacji, nepotyzmu kryje się pod lukrowanym obrazem? O kulisach samorządu bez znieczulenia opowiada były samorządowiec i pracownik samorządowy.
TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH

Pragnący zachować anonimowość były samorządowiec zamieszcza felietony poświęcone „małej władzy” na stronie „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy” w portalu społecznościowym Facebook. Jego spostrzeżenia cieszą się coraz większym zainteresowaniem i odzewem przede wszystkim tych, do których kieruje swoje teksty – pracowników instytucji samorządowych. „Jest nas ćwierć miliona i łączy nas kompletny brak PRZEDSTAWICIELSTWA I SPRAWCZOŚCI. Nie można być obojętnym na coraz bezczelniejsze zawłaszczania Wspólnoty. Bez nas nawet najlepszy wójt nie istnieje.” – pisze na swojej stronie.
Za zgodą autora Swidnica24.pl będzie cyklicznie publikować felietony, które są głosem osób, widzących samorząd od podszewki.
Adiutant Ego. Dlaczego władza deprawuje najszybciej w samorządzie
„Czasem ludzie pytają mnie, dlaczego właściwie odszedłem z życia publicznego.
Dlaczego zrezygnowałem ze stanowiska, z wpływu, z funkcji, która daje wygodę, prestiż, szacunek – a przynajmniej jego pozory???
Odpowiedź jest prosta:
– bo zacząłem służyć nie temu, komu trzeba.
Stałem się adiutantem… własnego ego.
Nie planowałem tego.
Nigdy nie czułem się człowiekiem szczególnym. Przeciwnie – miałem siebie za kogoś zupełnie zwyczajnego, szarego, czasem zbyt cichego.
Ale kiedy zostałem, nie ważne kim, coś we mnie zaczęło rosnąć.
Na początku było to niepozorne, niewinne: poczucie, że ktoś mnie dostrzegł.
Że może naprawdę mam wpływ. Że nie jestem już jednym z wielu. Nawet, że nie jestem pierwszym wśród równych, ale zdecydowanie „równiejszym”.
A potem? Potem przyszło to, co władza robi z człowiekiem, jeśli ten nie włączy w porę hamulców.
Zacząłem lubić przewagę.
Lubić, że moje słowa ważą więcej niż wcześniej.
Że ludzie słuchają, przytakują, że czasem spuszczają wzrok.
Zacząłem lubić, że mogę wpływać, wymuszać, manipulować
Że wystarczy jedno polecenie, jedno „proszę to załatwić”, a sprawy zaczynają się dziać.
Zacząłem lubić służbowy samochód, miejsce parkingowe bliżej drzwi, ukłony, zapraszające gesty, uprzejme milczenia.
Zacząłem lubić to wszystko, co karmi ego szybciej, niż człowiek zdąży zrozumieć, że to pułapka.
I wtedy pojawiło się zdanie, które dziś rozumiem aż za dobrze:
„Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie.”
To nie jest teoria.
To jest mechanizm psychologiczny, biologiczny i bardzo ludzki.
Władza działa jak substancja: zmienia proporcje w mózgu, przesuwa granice, rozmywa empatię.
I jeśli człowiek nie patrzy sobie stale na ręce – przestaje być sobą.
Właśnie to mi się przydarzyło.
Z dnia na dzień przestałem być tytułowym „dowódcą własnego życia”, a stałem się adiutantem swojego ego.
Ego, które domagało się uwagi.
Ego, które chciało być najważniejsze.
Ego, które szeptało: „jesteś kimś, jesteś ponad, rób więcej, bierz więcej, zasługujesz”.
A ja, zamiast powiedzieć „dość”, salutowałem mu jak oficer przełożonemu.
Najtrudniejsze przyszło później: świadomość.
Zobaczyłem siebie z boku i nie byłem z tego widoku dumny.
Zobaczyłem, że przestałem być sobą – tym człowiekiem, którym byłem przed wyborem, przed stanowiskiem, przed tytułami.
Zacząłem działać nie z wartości, nie z przekonań, ale z ambicji i próżności.
Zacząłem dbać nie o ludzi, lecz o wizerunek, o to, jak „wyglądam” w oczach innych.
Prawda była brutalna: pycha zaczęła być ważniejsza niż rozsądek.
A ja zacząłem być groźny – dla innych i dla samego siebie.
To był moment, kiedy zrozumiałem, że trzeba odejść.
Bo jeśli człowiek ma w sobie choć odrobinę uczciwości, choć resztkę sumienia, musi powiedzieć: „stop”.
Ja to zrobiłem.
Wyszedłem z polityki, choć wokół mnie byli tacy, którzy władzą oddychali jak tlenem.
Niektórzy tkwią w niej do dziś – jak polityczne zombie, pozbawione refleksji, już dawno przejęte przez swoje ego, przez wygodę, przez rolę, której nie potrafią odłożyć.
Ja odszedłem, bo nie chciałem się w to zamienić.
Bo wolę powiedzieć prawdę o własnych słabościach, niż żyć w kłamstwie o własnej wielkości.
Dziś wiem jedno:
człowiek, który rozpoznał w sobie pychę, nie jest jej niewolnikiem – dopóki ma odwagę ją nazwać.
A zdanie „byłem adiutantem swojego ego” nie jest dla mnie wstydliwym wyznaniem.
To jest przypomnienie.
Ostrzeżenie.
I lekcja, za którą zapłaciłem, ale której nie żałuję.
Bo czasem największą odwagą nie jest zdobyć władzę.
Czasem największą odwagą jest zejść ze sceny, zanim człowiek zgubi samego siebie.
Uciekłem i zostawiłem samorząd? Nie. Jestem w nim, tylko w innym miejscu. Mam wpływ. I mam spokojną głowę. I nie jestem zombie”.
W polskim samorządzie istnieje pewne zjawisko, o którym rzadko mówi się głośno:rosnące ego jako podstawowy produkt uboczny władzy.
Niewidoczny w statystykach, ale doskonale odczuwalny w codziennej praktyce.
Mechanizm ten jest na tyle powtarzalny, że można go opisać prawie jak instrukcję obsługi.
Najpierw pojawia się stanowisko — wójt, starosta, burmistrz, wicestarosta, członek zarządu.
Potem pojawia się otoczenie — kierownicy, doradcy, sekretarze, „zespół”, który z każdą kolejną decyzją mówi coraz mniej, a potakuje coraz częściej.
A na końcu pojawia się przekonanie, że wszystkie te reakcje to szacunek, a nie zwyczajny odruch podporządkowania.
Wtedy zaczyna się to, co można nazwać stanem bycia adiutantem własnego ego – człowiekiem, który zamiast kierować władzą, zaczyna jej służyć.
Władza w samorządzie deprawuje szybciej niż w polityce ogólnokrajowej.
Ogólnokrajowa scena polityczna działa jak show – kamera, opinia publiczna, natychmiastowa krytyka.
W samorządzie działa coś zupełnie innego: lokalny mikrokosmos bez realnej kontroli.
Tu:
mieszkańcy rzadko patrzą w dokumenty,
radni boją się konsekwencji politycznych,
pracownicy urzędu milczą, bo jabłka z szefem się nie zjada,
a lokalne media często zależą od ogłoszeń i budżetu gminy.
To idealne środowisko, by ego rosło bez przeszkód.
Kiedy nikt nie hamuje – każdy może poczuć się większy niż jest.
I tu pojawia się najważniejsze pytanie:
Dlaczego władza tak łatwo zamienia ludzi w swoich służalców?
Mechanizm numer 1: rytuały, które tworzą iluzję wielkości
Codzienna dawka symbolicznego „szacunku” działa na mózg jak doping:
pierwsze miejsce parkingowe,
drzwi otwierane przed „szefem”,
sekretarka, która „zaraz połączy”,
ludzie wchodzący z opuszczoną głową,
powitania, które brzmią bardziej jak meldunki niż jak rozmowa.
To wszystko tworzy wrażenie, że człowiek jest kimś większym.
Że „stoi wyżej”.
A od tego już tylko krok do myśli:
„mam prawo więcej, niż inni”.
Mechanizm numer 2: cisza, która wzmacnia iluzję nieomylności
W samorządzie panuje jedna zasada:
im wyżej, tym ciszej.
Nikt nie powie staroście czy burmistrzowi:
„myli się pan”, „to głupi pomysł”, „tego nie da się zrobić”,
bo każdy zna ryzyko: degradacja, odsunięcie, brak premii, zmarnowany konkurs, koniec kariery.
Cisza tworzy bańkę.
A w bańce ego rośnie jak roślina w szklarni.
Mechanizm numer 3: przekonanie o własnej wyjątkowości
Kiedy decyzje przechodzą gładko, ludzie nie protestują, rada głosuje „jak trzeba”, a media nie pytają — pojawia się złudzenie sprawczości.
Złudzenie, bo: brak sprzeciwu to nie potwierdzenie kompetencji,
a potakiwanie nie jest dowodem jakości.
Ale ego nie pracuje na faktach.
Ego pracuje na odbiorze.
Człowiek zaczyna wierzyć, że jest ponad, bardziej, zasługuje.
W tym momencie nie jest już liderem.
Jest adiutantem własnej pychy.
Mechanizm numer 4: patologia „trwania”
Najbardziej niebezpieczne zjawisko w samorządzie to uzależnienie od władzy.
Nie po to, by coś zmieniać.
Nie po to, by działać.
Ale po to, by… trwać.
W wielu powiatach i gminach widzimy ludzi, którzy od 10–15 lat tkwią na tych samych funkcjach, nie dlatego, że są najlepsi, ale dlatego, że:
układ ich niesie,
otoczenie się boi,
a oni sami nie wyobrażają sobie życia poza biurowym piedestałem.
Można ich nazwać bez cienia przesady:
politycznymi zombie. Ciała w garniturach.
Bez refleksji.
Bez autorefleksji.
Bez zdolności przyznania, że ego przejęło dowodzenie.
Mechanizm numer 5: brak edukacji o tym, jak działa władza
Nikt w Polsce nie uczy:
jak rozpoznawać pierwsze sygnały, że ego przejmuje ster,
jak przeciwdziałać izolacji,
jak utrzymać empatię,
jak nie dać się uwieść rytuałom,
jak nie zgubić siebie w tytułach.
W rezultacie każdy sam uczy się na błędach — czasem własnych, czasem cudzych.
Ale nie wszyscy wyciągają wnioski.
Najważniejsze: władza nie jest problemem.
Problemem jest człowiek bez autorefleksji
Władza sama w sobie nie deprawuje.
Deprawuje brak charakteru.
Brak krytycznego myślenia o sobie.
Brak ludzi obok, którzy potrafią powiedzieć prawdę w twarz.
Brak mechanizmów, które pilnują przejrzystości.
Samorząd potrzebuje reform? Tak.
Ale przede wszystkim potrzebuje ludzi, którzy nie staną się ofiarami własnej pychy.
I dlatego to zdanie jest tak ważne: „być adiutantem swojego ego”
To nie jest metafora o jednym człowieku.
To diagnoza systemowa.
Bo w samorządzie zbyt wielu ludzi:
salutuje własnej próżności,
wykonuje rozkazy własnej pychy,
a decyzje podejmuje nie w interesie wspólnoty, lecz w interesie wizerunku.
A dopóki ten mechanizm będzie działał, dopóty władza lokalna będzie bardziej niebezpieczna niż potężna.
![Wypadek pod Strzegomiem. Nie żyje kierowca [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IMG-20260107-WA0001-238x178.jpg)
![Ekumeniczne kolędowanie w Kościele Pokoju z chórem „Tactus Sonus” i Maciejem Batorem [FOTO/VIDEO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/Nabozenstwo-Dziewieciu-Koled-i-Czytan-w-Kosciele-Pokoju-2026.01.06-19-238x178.jpg)
![Orszak Trzech Króli przeszedł ulicami Świdnicy. „Podążajmy drogą, którą szli mędrcy” [FOTO/VIDEO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/Orszak-Trzech-Kroli-w-Swidnicy-2026.01.06-55-238x178.jpg)
![Wypadek pod Strzegomiem. Nie żyje kierowca [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IMG-20260107-WA0001-100x75.jpg)



![Dwa nocne pożary w Wirkach. Spłonęły budynki gospodarcze [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/Wirki-pozar-2026.01.03-mix-100x75.jpg)

![DRUMMERS FROM HELL Festival 2025. Kto wygrał zaproszenia? [ROZWIĄZANIE KONKURSU]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2025/12/Drummers-From-Hell-Fest-2024-@-Swidnicki-Osrodek-Kultury-foto-Rafal-Kotylak-14_small-100x75.jpg)
