Strona główna 0_Slider Oddali psa po wypadku bez właściwego leczenia? DIOZ oskarża lekarzy, weterynarze zaprzeczają...

Oddali psa po wypadku bez właściwego leczenia? DIOZ oskarża lekarzy, weterynarze zaprzeczają i grożą sądem

4

– Cały połamany pies z niedowładem łap konał u rolnika. Dzięki obojętności lekarzy zapewne konałyby jeszcze długo... – opisuje Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt i zarzuca brak właściwej reakcji przychodni weterynaryjnej Małgorzaty Siekaniec i Piotra Siekańca ze Strzegomia. Lekarze z kolei zarzucają DIOZ-owi kłamstwa i twierdzą, że wszystko zrobili jak należy. Jak się okazało po badaniach w klinice weterynaryjnej we Wrocławiu, pies miał złamany kręgosłup i został poddany humanitarnej eutanazji.

7 października DIOZ na mediach społecznościowych opisał interwencję w jednej z wsi powiatu średzkiego. To tutaj w oborze leżał pies jednego z rolników. 4 października zwierzę zostało potrącone przez samochód w Jaroszowie na terenie powiatu świdnickiego. Pies został zabrany z miejsca zdarzenia przez osobę z przychodni weterynaryjnej Małgorzaty Siekaniec, która ma podpisaną umowę z gminą na opiekę nad zwierzętami, które ucierpiały w wypadkach.

Inspektorzy DIOZ-u zostali zaalarmowani, że pies wrócił do właściciela w bardzo złym stanie i nie jest otoczony właściwą opieką. DIOZ zarzucił lekarzom ze Strzegomia, że nie wykonali podstawowych badań, jak na przykład RTG czy USG. Inspektorzy odebrali rolnikowi zwierzę i zawieźli do kliniki we Wrocławiu. – Pies miał złamany kręgosłup, nie miał czucia w tylnych łapach, nie mógł się wypróżniać. Pies spędził w przychodni w Strzegomiu całą noc. Jak tak można zostawić zwierzę bez sprawdzenia, co mu jest i narazić je na cierpienia? Czy lekarze człowieka po uderzeniu przez samochód kładą na łóżku i czekają, co się wydarzy przez noc? – pyta Konrad Kuźmiński, prezes DIOZ. Badani wykonane 8 października we Wrocławiu potwierdziły złamanie kręgosłupa i brak czucia w tylnych łapach. – Nawet my, którzy nie jesteśmy lekarzami weterynarii nabyliśmy przez lata doświadczenia i wiemy, że zwierzęciu po wypadku, gdy istnieje podejrzenie obrażeń wewnętrznych, trzeba zrobić diagnostykę jak najszybciej, bo może uda się pomóc! W tym przypadku lekarze tego nie zrobili, oddali psa nawet nie właścicielowi, a koledze! Nie zapytali o książeczkę zdrowia. Pies leżał w oborze bez wody i jedzenia, nie wypróżniał się od chwili wypadku. Rolnik nie pofatygował się do weterynarza! Stwierdził, że już raz pies wpadł pod traktor i miał połamaną miednicę, wylizał się wtedy, to i teraz się wyliże. Pies został skazany na straszne cierpienia. Niestety, jego stan nie rokował powrotu do zdrowia i zadecydowaliśmy o humanitarnej eutanazji.

Wyniki badań i faktura za diagnostykę psa we Wrocławiu. (W wypisie omyłkowo wpisana jest płeć psa):

Z pytaniami o okoliczności zdarzenia, wdrożone leczenie, okoliczności przekazania psa zapytaliśmy drogą elektroniczną strzegomskich weterynarzy. Zamiast odpowiedzi zostało nadesłane oświadczenie (pełny tekst poniżej). Małgorzata Siekaniec i Piotr Siekaniec piszą w nim m.in. „Pies został zabezpieczony przeciwbólowo, a także dostał antybiotyk, aby zapobiec ropieniu otarć i ran. (…) Wszystkie podręczniki podają, że w wypadku uszkodzeń miednicy i kręgosłupa jedną z metod leczenia jest leczenie zachowawcze (najczęściej stosowane w wypadku, gdy właścicieli nie stać na kosztowne operacje). W toku leczenia zachowawczego, na przestrzeni kolejnych dni podaje się leki przeciwbólowe oraz obserwuje się czy następuje poprawa w stanie zdrowia pacjenta.”

„Pies nie wykazywał żadnych śladów znęcania się nad nim. Był ufny wobec ludzi, sierść miał zadbaną bez śladów pasożytów zewnętrznych czy przełysień, uszy czyste bez cech zapalenia, był prawidłowo odkarmiony. Po psa zjawił się znajomy właściciela i poinformował, że właściciel nie może sam po niego przyjechać, ponieważ pracuje. Właściciel zobowiązał się do dalszej diagnostyki i leczenia psa. Otrzymał również wypis leków jakie podano Majkelowi oraz zalecenia co do dalszego postępowania. (…) Z naszego punktu widzenia psa odebrał odpowiedzialny i świadomy właściciel, chętny do dalszego leczenia zwierzęcia. W momencie odbioru, pies był stabilny i świadomy, pił wodę, a nawet zjadł miskę mokrej karmy. Znajdował się pod działaniem leków przeciwbólowych, ponieważ lek który dostał działa do 3 dni.” – czytamy w oświadczeniu. Lekarze dodają również, że nie znali właściciela, a pies wcześniej nie był ich pacjentem. Na nasze pytanie, czy podczas wydawania psa została okazana książeczka zdrowia psa, odpowiedzi nie otrzymaliśmy. „Sprawę kłamstw zawartych w postach, nieprawdziwych oskarżeń rzuconych w naszym kierunku oraz hejtu jaki narósł w ich wyniku kierujemy do sądu.” – piszą lekarze w oświadczeniu.

Z pytaniem o warunki zawartej z przychodnią umowy zapytaliśmy burmistrza Strzegomia, Zbigniewa Suchytę. – Umowa zawarta na świadczenie usług weterynaryjnych obejmuje zagadnienia całodobowej, tj. przez siedem dni w tygodniu i święta opieki nad zwierzętami bezdomnymi i wolno żyjącymi z terenu gminy Strzegom. Opłata za leczenie potrąconego zwierzęcia zależy od odniesionych przez niego obrażeń i czasu leczenia. Gmina Strzegom, każdorazowo do wykonanej usługi weterynaryjnej ma załączone karty zdrowia zwierząt, które są podpisywane przez lekarza weterynarii. Przed podpisaniem umowy przeprowadzana jest wizja na terenie przychodni dotycząca stanu jej pomieszczeń, środka transportu i sprzętu medycznego.  Każdorazowo przypadek zwierząt bezdomnych jest analizowany indywidualnie. Dotychczas do Urzędu Miejskiego w Strzegomiu nie wpływały żadne niepokojące sygnały związane z opieką nad zwierzętami świadczoną przez przychodnię weterynaryjną, jednak zwróciliśmy się do przychodni o wyjaśnienie tej sprawy. Na odpowiedź czekamy – poinformowała w imieniu burmistrza Małgorzata Kus-Pożoga z Urzędu Miejskiego w Strzegomiu.

DIOZ zapowiedział skierowania sprawy do rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej lekarzy wterynarii i złożenia zawiadomienia o znęcaniu się nad zwierzęciem przez własciciela do prokuratury. Przypomnijmy, w ostatnich dniach świdnicka prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko mieszkance Krzyżowej, zarzucając jej znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad swoim psem, którego naraziła na ogromne cierpienie, nie zapewniając mu opieki medycznej i właściwych warunków bytowych.

***

Wpis Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt:

„Inspektorzy wczoraj wieczorem odebrali pokiereszowanego psiaka, który 2 dni temu został potrącony przez samochód. Zwierzę konało przy drodze. W wyniku zgłoszeń mieszkańców trafiło do rodziny gminnych lekarzy weterynarii państwa Siekaniec ze Strzegomia, którzy NIE WDROŻYLI wobec połamanej istoty właściwego leczenia i oddali ją na niełaskę, do sadysty! To Ci lekarze, opłacani z pieniędzy podatników, mieli obowiązek zapewnić mu opiekę i WŁAŚCIWE LECZENIE Zaniedbany pies z roztrzaskanymi kośćmi został oddany oprawcy, który natomiast zamiast coś zrobić z cierpiącym czworonogiem, pieprznął go do obory jak śmiecia, by ten powoli tam skonał… Połamaną przednią łapkę związał kawałkiem brudnej, zakrwawionej szmaty Oczywiście o jedzeniu i wodzie nie było mowy.
Maluch od wczorajszego wieczora walczył w jednej z najlepszych klinik ortopedycznych u dr Niedzielskiego, gdzie przeszedł badanie RTG, rezonans magnetyczny oraz tomograf komputerowy. Diagnoza okazała się DRAMATYCZNA – złamanie miednicy, a co najgorsze złamanie kręgosłupa z przemieszczeniem rdzenia kręgowego, brak czucia w tylnych kończynach, brak możliwości samodzielnego oddawania moczu i kału. Jego pęcherz w chwili przyjęcia był wielkości MAŁEGO ARBUZA! Prócz tak poważnych obrażeń, psiak był ofiarą sadysty, który strzelał do niego z wiatrówki. W jego nóżce odnaleźliśmy śrut.
Pomimo, że psiak trafił do cudotwórcy w leczeniu zwierzęcych kręgosłupów, w jego przypadku nie było jakichkolwiek szans na ratunek… Lekarze uznali, że psiak ten nie będzie w stanie w ogóle funkcjonować, nawet na wózeczku inwalidzkim. Byliśmy zmuszeni podjąć dramatyczną decyzję o eutanazji
Kolejny raz zawiedli ludzie, którzy z cierpienia psa nic sobie nie zrobili. Obojętność ludzka nie zna granic przebrzydła rodzina oprawcy skontaktowała się dziś z nami twierdząc, że UKRADLIŚMY nielegalnie psa, że miał on zapewnione ŚWIETNE warunki, a tak w ogóle to jesteśmy nienormalni. Rozmawiająca z nami kobieta stwierdziła, że lekarz Siekaniec ze Strzegomia kazała zostawić psa z połamanym kręgosłupem i przerwanym rdzeniem, by ten się zrósł (oczywiście to jakaś bzdura, chociaż może w tym wypadku lekarka tak powiedziała?)
Co na to lekarka? Merytorycznie nie odniosła się do słów obrończyni kata. Oświadczyła natomiast, że spotkamy się w sądzie i nie będzie się nam tłumaczyła Pani doktor nie przeszkadzało to, że wydała do obory KONAJĄCEGO Z BÓLU psa, który nie był w stanie chociażby pić, który przez niedowład nie był w stanie się samodzielnie wysikać, którego trzeba było cewnikować… Lekarka ma zapewne do nas pretensje, że ujawniliśmy jej no właśnie co? PANI LEKARKO – bo zapewne przeczyta Pani ten post – jak się nie ma wiedzy, umiejętności, sprzętu, to się kieruje pacjenta do specjalisty, a nie mówi, że wybitnej klasy specjalista skończył takie same studia jak pani Proszę pamiętać, że podpisała Pani umowę z gminą Strzegom na opiekę weterynaryjną dla zwierząt PO WYPADKACH KOMUNIKACYJNYCH, a więc takich, które mają połamane łapy, kręgosłupy i kości szkieletu! Tutaj nie wystarczą umiejętności w podawaniu szczepionek… ZA PIENIĄDZE PODATNIKA ZOBOWIĄZAŁA SIĘ PANI LECZYĆ TAKIE ISTOTY, a w tej sprawie zwierzę przebywało ponad dobę u Pani i w zakresie diagnostyki zadziało się chyba niewiele…”.

Zdjęcia DIOZ:

Oświadczenie dotyczące kłamstw DIOZu w sprawie psa o imieniu  Majkel potrąconego w Jaroszowie dnia 04.10.2021 r.

Oświadczenie to kierujemy do wszystkich ludzi, którzy na podstawie  zafałszowanych, ubarwionych i niepełnych informacji zamieszczonych we wpisach  na stronie DIOZu na facebooku wyrobiło sobie o nas opinię “betonowych,  niedouczonych, nieempatycznych i łasych na kasę” lekarzy weterynarii. Czego nie  omieszkali wyrazić w komentarzach nazywając nas “skurwielami, ścierwem,  skurwysynami niegodnymi wykonywania naszego zawodu oraz życząc nam wszelkich cierpień”.

1. Żaden z pracowników DIOZ nie brał udziału w interwencji w Jaroszowie. Nie  mają więc oni najmniejszych podstaw do określania stanu zdrowia psa w tym czasie. Stwierdzenie, że pies konał jest niepodpartym żadną wiedzą i faktami kłamstwem. Owszem, pies był cierpiący i właśnie dlatego zaraz po dotarciu do przychodni i przeprowadzeniu wstępnego badania, dostał lek przeciwbólowy. Po upewnieniu się, że stan zwierzęcia jest stabilny i w tamtym czasie nic mu nie zagraża, pozostawiono go na noc w przychodni w celu wykonania kolejnych badań następnego dnia.

2. Kłamstwem jest, że pies był cały połamany. Zaprzeczył temu sam DIOZ opisując w drugim poście stan zdrowia psa. Nie mając wymaganej wiedzy medycznej pracownicy DIOZ nagminnie podają błędne informacje dotyczące stanu zdrowia zwierząt, wprowadzając tym samym w błąd obserwujących ich ludzi.

3. W rozmowie telefonicznej z prezesem DIOZ nie padło stwierdzenie, że Majkel został oddany właścicielowi w DOBRYM stanie. Od samego początku podkreślamy, że pies był w stanie STABILNYM. Jest to kolejny przykład przeinaczania prawdy przez pracowników DIOZ. Ma to na celu wywołanie u odbiorców silnych emocji. Różnica między tymi słowami jest subtelna,jednak w przypadku tej sytuacji bardzo istotna.

4. Kłamstwem jest również, że nie zostało wdrożone żadne leczenie. Pies został zabezpieczony przeciwbólowo, a także dostał antybiotyk, aby zapobiec ropieniu otarć i ran. Pani Pietruszka dzwoniąc do przychodni nawet nie zapytała czy psu zostały podane leki. Po prostu założyła, że nie i nie starała się tej wiedzy zweryfikować. Jeśli ktoś z Państwa uważa, że w tym czasie powinny zostać podane inne leki prosimy o ich wypisanie wraz z poparciem odpowiednią literaturą.

Wszystkie podręczniki podają, że w wypadku uszkodzeń miednicy i kręgosłupa jedną z metod leczenia jest leczenie zachowawcze (najczęściej stosowane w wypadku, gdy właścicieli nie stać na kosztowne operacje). W toku leczenia zachowawczego, na przestrzeni kolejnych dni podaje się leki przeciwbólowe oraz obserwuje się czy następuje poprawa w stanie zdrowia pacjenta.

Państwa z DIOZ prosimy natomiast o udostępnienie zdjęć RTG złamanego kręgosłupa. Zdjęcie śrutu w łapie nie ma nic wspólnego ze stanem zdrowia Majkela w momencie interwencji. Jego pokazanie ma na celu wywołanie silnych negatywnych emocji u obserwujących.

5. Kolejnym kłamstwem jest sugerowanie przez pracowników DIOZ, że z pełną premedytacją i świadomością oddaliśmy psa w ręce znęcającego się nad nim właściciela. Właściciel psa nie jest naszym klientem. Co więcej nie jest nawet mieszkańcem naszego powiatu. Nie znamy tego człowieka i nigdy wcześniej nie mieliśmy z nim kontaktu.

Z naszej perspektywy sytuacja wyglądała tak, że zgłosił się do nas właściciel psa, który wypytał w jakim stanie jest pies i jakie jest rokowanie. Zapytał czy pies reaguje na imię Majkel. Został poinformowany, że w tym momencie pies jest stabilny, ale wymaga dalszej diagnostyki w postaci badania RTG w celu postawienia ostatecznej diagnozy. Pan zapytał jaki byłby koszt badań po czym powiedział, że oddzwoni za kilka minut, bo musi się zastanowić. Po chwili zadzwonił mówiąc, że obierze psa, ale dalszą diagnostykę i leczenie będzie prowadził u swojego lekarza weterynarii. Dopytał również jak najlepiej przewieźć psa by sprawić mu jak najmniej bólu. Nie padł nawet sztandarowy zwrot, który słyszymy w naszej pracy zdecydowanie za często “a czy to się opłaca?”. Pies nie wykazywał żadnych śladów znęcania się nad nim. Był ufny wobec ludzi, sierść miał zadbaną bezśladów pasożytów zewnętrznych czy przełysień, uszy czyste bez cech zapalenia, był prawidłowo odkarmiony. Po psa zjawił się znajomy właściciela i poinformował, że właściciel nie może sam po niego przyjechać, ponieważ pracuje. Właściciel zobowiązał się do dalszej diagnostyki i leczenia psa. Otrzymał również wypis leków jakie podano Majkelowi oraz zalecenia co do dalszego postępowania.

Z naszego punktu widzenia psa odebrał odpowiedzialny i świadomy właściciel, chętny do dalszego leczenia zwierzęcia. W momencie odbioru, pies był stabilny i świadomy, pił wodę, a nawet zjadł miskę mokrej karmy. Znajdował się pod działaniem leków przeciwbólowych, ponieważ lek który dostał działa do 3 dni.

Państwo, komentując na facebooku kilka dni później, mądrzejsi o wiedzę jaką uzyskał DIOZ w wyniku kontroli, traktujecie nas jakbyśmy sami zawieźli Majkela do obory, w której się znajdował. Z natury wierzymy w dobroć ludzi, nie staramy się w nich doszukiwać najgorszego, a w tej sytuacji tym bardziej nie było żadnych przesłanek by to robić. Biorąc pod uwagę wykonywane zabiegi i umówione wizyty nie możemy zamknąć przychodni by jechać za każdym psem i sprawdzać czy właściciel stosuje się do naszych zaleceń. Nie możemy też odmówić właścicielowi wydania zwierzęcia i zmusić go do badań i leczenia w naszej przychodni.
Gdyby nie znalazł się właściciel Majkel miałby wykonane badanie RTG, na podstawie którego ustalilibyśmy rokowanie i dalsze postępowanie.

6. Kłamstwem jest, że Majkel trafił do cudotwórcy w leczeniu kręgosłupów, który nie mógł nic zrobić. Prawdą jest, że Majkel trafił do przychodni, którą założył i w której leczy cudotwórca dr Niedzielski, jednak z tego co dowiedzieliśmy się od pani menager kliniki, dr Niedzielski nie uczestniczył w diagnozowaniu i ustalaniu postępowania wobec Majkela. Zajmował się nim inny lekarz. Podsumowując, we wpisach DIOZ pojawiają się wybiórcze informacje, często niepoparte rzetelną wiedzą. Czego pracownicy DIOZ nie wiedzą, to sobie dopowiedzą (jak np. stan Majkela w momencie interwencji w Jaroszowie).

DIOZ bazując na niedopowiedzeniach, kłamstwach (brak wdrożenia leczenia wobec Majkela w naszej przychodni), nacechowanym negatywnie i silnie emocjonalnym języku oraz odpowiednio dobranymi zdjęciami, manipuluje swoimi odbiorcami. Oczywistym jest bowiem, że ludzie w silnych emocjach są znacznie bardziej skorzy do wpłat na rzecz fundacji oraz udostępniania postu dalej. Nie kwestionujemy tego, że DIOZ przyczynia się do poprawy warunków życia wielu zaniedbanych zwierząt, jednak metody jakie stosuje są niedopuszczalne. Dlatego sprawę kłamstw zawartych w postach, nieprawdziwych oskarżeń rzuconych w naszym kierunku oraz hejtu jaki narósł w ich wyniku kierujemy do sądu.

A oto zdjęcia Majkela wykonane w naszej przychodni podczas jego pobytu.
Zdjęcia poniżej: poniedziałek 04.10.2021 r. wieczór po przyjeździe do przychodni.

Zdjęcie poniżej: Majkel na drugi dzień 05.10.2021 r. po zjedzeniu posiłku.12h po interwencji, na godzinę przed odebraniem przez właściciela.

Do ludzi, którzy doszukują się “układu”, który sprawia, że z naszych usług korzysta Urząd Miejski.

Tak, pan Siekaniec był kiedyś zastępcą burmistrza. Burmistrza Lecha Markiewicza, około 10 lat temu. Z tego co nam wiadomo, nie utrzymuje on z aktualnym burmistrzem żadnych koleżeńskich stosunków (w innym wypadku pewnie dalej byłby wiceburmistrzem). Był to pan Robert Siekaniec. Pan Robert jest bratem męża lek. wet. Małgorzaty Siekaniec i nawet jakbyśmy chcieli (a nie chcemy) nie byłby skory do załatwienia nam układów w obecnym urzędzie. Panią, która uważa, że umowę załatwiła nam dobra znajomość z burmistrzem informujemy, że najbliższy kontakt z burmistrzem mieliśmy, gdy był dyrektorem liceum, do którego chodził lek. wet. Piotr Siekaniec (również około 10 lat temu). Urząd podpisuje z nami umowę od kilku lat, ponieważ jesteśmy jedyną przychodnia w okolicy posiadającą pomieszczenia, kojce i sprzęt potrzebny do świadczenia tego typu usług. Co roku startujemy do przetargu i go wygrywamy.

Dziękujemy również za dwa telefony od pracowników DIOZu (w tym prezesa Konrada Kuźmińskiego), które zamiast merytorycznej rozmowy i choćby ułamka chęci do porozmawiania o zaistniałej sytuacji polegały na wykrzykiwaniu obelg
i gróźb pod naszym adresem.
W skrócie:
WERSJA DIOZ: Interwencja i przewiezienie Majkela do przychodni. Pozostawienie go bez żadnej pomocy. Zawiezienie psa i pozostawienie go w oborze.
NASZA WERSJA: Interwencja i przewiezienie Majkela do przychodni. Badanie, podanie leku przeciwbólowego i antybiotyku. Zaplanowanie wykonania badania RTG na kolejny dzień. Telefon od właściciela. Odebranie psa przez znajomego właściciela
z wydaniem mu zaleceń, co do dalszego postępowania ze zwierzęciem.

Każdego kto chciałby nas poznać i samemu wyrobić sobie o nas opinię, zapraszamy do naszej przychodni.

lek. wet. Małgorzata Siekaniec
lek. wet. Piotr Siekaniec