Strona główna 0_Slider Smród wśród dziurawych przepisów. Kolejne spotkanie w sprawie firmy Adler

Smród wśród dziurawych przepisów. Kolejne spotkanie w sprawie firmy Adler

3

Od trzech lat mieszkańcy kilkunastu ulic w Świdnicy – od Strzelińskiej, przez Wiśniową po Sudecką, a nawet odległą Kraszowicką, skarżą się na chemiczny odór, a jako winowajcę wskazują świdnicki zakład firmy Adler. W sprawę od dwóch lat zaangażowane są starostwo powiatowe, Wojewódzki Inspektorat Ochrony środowiska, prezydent Świdnicy, prokuratura rejonowa, a od roku także pochodzący z powiatu świdnickiego wiceminister klimatu Ireneusz Zyska. Kolejne spotkanie, zwołane z jego inicjatywy, zdaniem mieszkańców nie posunęło spraw ani o milimetr.

Według danych z 2019 roku, mieszczący się przy ulicy Bystrzyckiej zakład Adler rocznie produkuje 9 tysięcy ton włóknin termoizolacyjnych i dźwiękochłonnych, detali samochodowych izolacyjnych, detali samochodowych przestrzennych kształtowanych na gorąco, szarpanki włókienniczej i wyrobów izolacyjnych. Podczas procesu produkcji uwalnia się wiele składników żywic, które mają bardzo ostry, duszący zapach.

Już w 2019 roku zakład został skontrolowany przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Kontrola wykazała emisję do powietrza zapachu związany ze stosowaniem żywic proszkowych, fenolowo-formaldehydowych, poliestrowo-epoksydowych. Do starosty świdnickiego przekazano więc sugestię, by zlecić firmie wykonanie przeglądu ekologicznego.

Starosta taką decyzję wydał, a firma Adler Polska ów przegląd wykonała, opłacając specjalistyczną firmę Lemitor, która w lutym 2020 przedstawiła wynik bardzo dokładnie przeprowadzonych badań. Najważniejsze dla mieszkańców były dwa ustalenia zawarte w przeglądzie ekologicznym. Po pierwsze, linia produkcyjna, która emituje odory, działa bez pozwolenia na emisję. Po drugie, kominy dla tej linii znajdują się o co najmniej 4 metry za nisko i na dodatek pod dachem, co powoduje, że dym płoży się po ziemi, zamiast ulatywać do atmosfery. Efektem jest smród, wywołujący duszności i łzawienie. W oparciu o wnioski z wykonanego przeglądu ekologicznego, starosta wydał w kwietniu decyzję zobowiązującą firmę do podniesienia kominów w terminie do końca sierpnia 2020 roku. Kominy zostały podniesione, ale nic to nie zmieniło.

5 sierpnia sprawa z zawiadomienia mieszkańców trafiła do prokuratury rejonowej. – Prowadzone jest postępowanie w sprawie sprowadzenia od 2018 roku do dziś zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób, mieszkańców Świdnicy – mówił niedawno Gazecie Wyborczej szef świdnickiej Prokuratury Rejonowej Marek Rusin. – W postaci rozprzestrzeniania się substancji trującej, jak również w sprawie zanieczyszczenia powietrza w sposób zagrażający życiu i zdrowiu człowieka.

Śledczy uzyskali już opinię biegłych w sprawie i zgromadzony został materiał dowodowy. Prokurator zostawia sobie jednak czas na analizę materiałów, a śledztwo planuje zakończyć do końca roku. Przestępstwo to zagrożone jest karą do 10 lat pozbawienia wolności.

 Jak podał podczas dzisiejszego spotkania w centrum organizacji pozarządowych w Rynku w Świdnicy wiceprezydent Jerzy Żądło, prowadzone kontrole straży miejskiej systematycznie potwierdzały występowanie odoru “palonego plastiku”. – Otrzymaliśmy też 360 czy 370 ankiet od mieszkańców, którzy potwierdzili uciążliwość – mówił Żądło i poskarżył się, że prezydent miasta nie otrzymuje mimo próśb informacji o kontrolach i postępowaniach.

Wiceprezydent był jednym z uczestników spotkania, zorganizowanego przez Ireneusza Zyskę. Na zaproszenie odpowiedzieli Zdzisław Kędziora, kierownik wałbrzyskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Janusz Marlinga, dyrektor wydziału ochrony środowiska świdnickiego starostwa, radni miejscy Krzysztof Lewandowski i Ryszard Makowski oraz przedstawiciele mieszkańców, Anna Skowrońska, Sebastian Kokoszko i Tomasz Szydełko. Nie było nikogo z firmy Adler, co ostro skrytykował wiceminister klimatu. W piśmie do ministra Zyski dyrektor firmy na Europę Centralną i Wschodnią Bartosz Kubyszek wyjaśnia, że przyczyną nieobecności jest spotkanie w Hagen, na którym musiały stawić się wszystkie osoby zarządzające. Stwierdził również, że firma chce jeszcze raz przedyskutować temat i jest przekonany, że uda się niedługo znaleźć dogodny termin. W tym samym dokumencie twierdzi, że od sierpnia zakład pracuje w niepełnym wymiarze czasu, produkcja jest realizowana przez 2 lub trzy dni w tygodniu, czasem przez jedną zmianę. “Mimo tego znaczącego spadku udało nam się na chwilę obecną zachować miejsca pracy dla naszej 200-osobowej załogi”.

Mieszkańcy twierdzą, że te ograniczenia w kwestii duszących odorów nic nie zmieniły. – Jestem aktywną osobą, mam działkę, a są dni, kiedy nie ma mowy o przebywaniu na zewnątrz. Siedzę w domu za zamkniętymi szczelnie oknami. Najgorsze jest jednak to, że ja wciąż nie wiem, czy jestem truta – mówi Anna Skowrońska. Mieszkańcy od 2018 roku skarżą się, że odór wywołuje kaszel, ból gardła i głowy, mdłości, a nawet były przypadki omdleń. – Nie chcemy działać przeciwko zakładowi, ale mieszkańcy nie mogą być zakładnikami tylko dlatego, że zakład daje miejsca pracy. Tu interes społeczny ma nadrzędne znaczenie – stwierdził minister Zyska, pytając przedstawicieli starostwa i WIOŚ, na jakim etapie są kontrole i postępowania.

Przeprowadzone w zakładzie kontrole dotyczyły kilku kwestii, m.in. emisji substancji do atmosfery, hałasu i składowania odpadów. – Prowadzimy kontrolę w związku z wnioskiem o wydanie zezwolenia na przetwarzanie odpadów. W ramach tej kontroli wykonaliśmy pomiary emisji na dwóch z sześciu emitorów, ze względu na to, że pozostałe odprowadzają lotne związki z instalacji, które nie pracowały i według oświadczenia firmy Adler nie zostaną uruchomione do końca roku – mówił Zdzisław Kędziora z WIOŚ. – Pomiary nie wykazały przekroczeń. Również w ramach tej kontroli, traktując jako kontrolę interwencyjną, a więc bez zawiadomienia, wykonaliśmy pomiary hałasu w porze nocnej i stwierdziliśmy niewielkie, ale jednak, przekroczenie na poziomie 1,6 decybela. Co prawda ta decyzja jest zaskarżona do WSA, ale dla nas jest ona ostateczna. To są te główne czynności, które zostały dotychczas wykonane.

Jak się okazuje, postępowanie o gospodarowaniu odpadami (w przypadku firmy Adler to podstawa produkcji, z odpadów wytwarzane są produkty) jest niezwykle zawiłe. Ja tłumaczył Janusz Marlinga ze starostwa, ten kto posiadał zezwolenie na posiadanie i przetwarzanie odpadów, miał na mocy znowelizowanej w 2018 roku ustawy obowiązek złożyć wniosek uzupełniający o nowe wymogi. – Adler taki wniosek złożył, po stwierdzeniu, że jest to wniosek kompletny ze względów formalnych i merytorycznych, wszczęliśmy postępowanie w kierunku zmiany tej decyzji. Przepisy w tym przypadku wymagały kontroli WIOŚ i komendanta straży pożarnej. Komendant PSP wydał opinię pozytywną. WIOŚ kontrolę przeprowadził, a podczas niej pracownicy inspektoratu stwierdzili, że nie są pewni, czy Adler otrzyma pozytywną opinię, trochę się przestraszyli i wystąpili o zawieszenie postępowania – stwierdził dyrektor dodając, ze takie zawieszenie może trwać do trzech lat. I ten fakt skutecznie blokuje kolejne kontrole.

Minister Zyska cały czas dopytywał, dlaczego instytucje nie korzystają z przepisu 362 ustawy, który daje odpowiednim organom prawo ograniczenia oddziaływania na środowisko. Janusz Marlinga podkreślał, że ten przepis został wykorzystany w przypadku wydania decyzji o podniesieniu i oddaszeniu kominów. Dodatkowo, jak podkreślił Marlinga, nie ma przepisu, który określałby skalę uciążliwości odorów, nie ma też żadnej skali, która by mogła jasno ocenić, czy zapach jest już niedozwolony czy nie. – W wydawaniu postanowień opieramy się wyłącznie o obowiązujące prawo, a za decyzje odpowiadam własnym, wielokrotnym wynagrodzeniem. Nie jestem milionerem, by ryzykować wydanie postanowienia, które nie ma oparcia w prawie! – denerwował się dyrektor.

Ireneusz Zyska poinformował, że prace nad tzw. ustawą odorową postępują i casus Adlera będzie ważnym przyczynkiem do ustalenia konkretnych przepisów. Prace trwają już od 2016 roku.

Mieszkańcy dopytywali, dlaczego zakład nie został ukarany, gdy przekroczenie, i to znaczne, emisji trującej substancji do atmosfery, wykazane w raporcie Lemitora z 2020 roku. – Na mocy przepisów taka kara uniemożliwiłaby ubieganie się o pozwolenie na emisję – mówił Sebastian Kokoszko. Zdzisław Kędziora odpowiedział, że kary nie mogą być nakładane na podstawie wyników badań, które nie zostały zlecone przez WIOŚ. I nieważne, że przegląd ekologiczny wraz z badaniami Adler zlecił certyfikowanej firmie na mocy decyzji starosty. Jeszcze raz powołał się na obowiązujące przepisy.

Minister Zyska poprosił Zdzisława Kędziorę i Janusza Marlingę o informowaniu o postępie prowadzonych przez nich spraw. Dodał także, ze poleci Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska wykonanie pomiarów wokół firmy Adler. Dodał, że poprzedni główny inspektor polecenia nie wykonał i już tej funkcji nie pełni.

– Nie wiem już, co o tym wszystkim myśleć. Prawo jest po prostu dziurawe – mówi Anna Skowrońska. – Wszyscy chyba liczą na to, że się zniechęcimy, że machniemy ręką – mówi Sebastian Kokoszko. Mieszkańcy nie zamierzają się poddać. W tej chwili zbierają podpisy pod petycją o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego i ograniczenie funkcji przemysłowej.

Agnieszka Szymkiewicz
Zdjęcia Dariusz Nowaczyński