Strona główna 0_Slider Normy przekroczone o 400%. Dymy nad Świdnicą, mieszkańcy ślą skargi

Normy przekroczone o 400%. Dymy nad Świdnicą, mieszkańcy ślą skargi

58

Przekroczenie norm pyłów w powietrzu o 300% (PM10) i 400% (PM2,5) odnotował wczoraj o godzinie 18.00 czujnik, zainstalowany w świdnickim Rynku. Tak złej jakości powietrza w tym sezonie grzewczym jeszcze nie było. Straż Miejska odnotowała lawinę zgłoszeń.

Zdjęcie nadesłane przez czytelnika

Alarm o zadymieniu dotarł po raz kolejny do redakcji Swidnica24.pl. – Dziś o godzinie 16:00, gdy odbierałem dzieci z przedszkola z komina domu przy ul. Ofiar Oświęcimskich w pobliżu McDonalda wydostawał się obrzydliwy i śmierdzący smog. W tumanach czarnego dymu niemal nic nie było widać i ciężko było oddychać. Tymczasem przy tym domu mieszczą się dwa przedszkola: publiczne przedszkola nr 15 i niepubliczne przedszkole Promyk. Tamtędy codziennie przechodzą setki dzieci, w tym moje. W ciągu dnia dzieci bawią się na przedszkolnym podwórku, a mieszkańcy tego domu trują je systematycznie. Pracownicy przedszkola mówią, że dzwonili po Straż Miejską i nic to nie dało. Wzywamy prezydent Moskal-Słaniewską do działania i ochrony naszych dzieci przed smogiem. Smog powoduje alergie, astmę. Tysiące Polaków umierają każdego roku na choroby związane ze smogiem. Nasze dzieci mają prawo do ochrony zdrowia. Interes tych, którzy chcą zaoszczędzić parę groszy na ogrzewaniu musi przegrać ze zdrowiem i życiem dzieci – napisał 20 listopada jeden z mieszkańców Świdnicy.

Edward Świątkowski, kierownik prewencji Straży Miejskiej w Świdnicy podaje, że z ulicy Ofiar Oświęcimskich skargi dotyczą budynków pod kilkoma numerami. –  W 2019 roku przyjęto 11 zgłoszeń  dotyczących spalania odpadów i zadymienia w tym rejonie. Ani razu nie stwierdzono spalania odpadów, czy też innych materiałów zabronionych. Ostatnia kontrola przeprowadzona w dniu 3 października. Również nie stwierdzono nieprawidłowości – podaje strażnik.

Dzisiaj strażnicy skontrolowali budynek przy ul. Ofiar Oświęcimskich, wskazany przez czytelnika. Jak się okazało, mieszkańcy palą certyfikowanym węglem, na zakup którego mieli odpowiednie dokumenty. Strażnicy nie znaleźli żadnych dowodów na to, by do pieca trafiał plastik lub zabronione paliwo, jakim jest miał czy węgiel brunatny. Jak zapewnia Edward Świątkowski, wszyscy funkcjonariusze są przeszkoleni i wiedzą, co jest dozwolonym paliwem, a co kategorycznie do pieca nie powinno trafiać.

Kontrolowani mieszkańcy byli wzburzeni, mówiąc, że to nie pierwsza skarga na nich. – W domu jest dwoje małych dzieci, to musi być ciepło! – denerwowała się współwłaścicielka, a jej mąż podniesionym głosem dodawał, że sposób palenia jest zgodny z prawem. Pytani, czy nie chcieliby zmienić źródła ogrzewania na bardziej ekologiczne, na przykład gazowe, odparli, że mają piec gazowy, ale używają go jedynie do ograniczonego ogrzewania. – Montując piec gazowy mieliśmy nadzieję, że przestaniemy palić węglem, ale okazało się, że gaz jest bardzo drogi i nas po prostu nie stać – stwierdzili zgodnie. Kobieta pytana, czy nie żal jej dzieci z przedszkola i własnych wnuków, przyznała, że żal, ale nie ma wyjścia.

Strażnicy starają się o pozyskanie funduszy z budżetu miasta na przeprowadzanie badań zawartości popielników. – Koszty jednego badania to od 500 do 700 zł, ale warto je będzie ponieść przy uzasadnionym podejrzeniu, że do pieca trafiły niedozwolone substancje. Takie badanie jest dowodem przed sądem – tłumaczy Edward Świątkowski i jednocześnie rozkłada ręce. – Niestety, problem smogu nie zniknie, dopóki będzie wolno palić węglem.

Według ankiety, przeprowadzonej przez Miejski Zakład Energetyki Cieplnej, w Świdnicy z całą pewnością w 2017 roku było 2300 palenisk węglowych, jednak to nie są pełne dane. Ankieterzy dotarli do 5 tysięcy domostw. Ile faktycznie pieców opalanych węglem wykorzystują świdniczanie, nie wiadomo. Rok temu radny Marcin Paluszek mówił podczas sesji Rady Miejskiej, że może to być nawet 12 tysięcy.

W Świdnicy od 2015 do 2018 roku w ramach programu Kawka do miejskiej sieci ciepłowniczej przyłączono 554 lokale w 88 budynkach, co pozwoliło na likwidację 762 pieców węglowych. Operacja była niezwykle kosztowna. Program pochłonął 18 185 717,09 zł (w tym 10 683 000,00 zł dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska). Kolejne 386 900 złotych z budżetu miasta kosztowały dotacje dla właścicieli domów jednorodzinnych, którzy zdecydowali się przejść na ogrzewanie elektryczne lub gazowe. Przy wsparciu z miejskiej kasy zlikwidowano 231 pieców kaflowych i 34 kotły c.o. węglowo – koksowe.

Mimo tak dużych nakładów i likwidacji w szybkim czasie ponad 1000 pieców węglowych, efekty – jak pokazały wskazania czujników, nie są zadowalające.

Screen z 20 listopada 2019 roku.

Jedynym samorządem w Polsce, który zdecydował się na całkowity zakaz używania pieców węglowych i opalanych drewnem, jest Kraków. Miasto do uchwały antysmogowej przygotowywało się przez lata. Od 1995 roku zlikwidowano w Krakowie 45 tysięcy palenisk węglowych, w tym 25 tysięcy w ciągu ostatnich ośmiu lat. W mieście zostało jeszcze około 4 tysięcy pieców. Wczoraj Straż Miejska w Krakowie poinformowała o pierwszym wyroku sądu za złamanie zakazu: “Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia uznał za winnego mieszkańca, który w październiku br. spalał w piecu centralnego ogrzewania zabronione rodzaje paliw – drewno i węgiel i wymierzył mu karę 1 miesiąca ograniczenia wolności, zobowiązując go do wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin miesięcznie.”

Agnieszka Szymkiewicz