Strona główna 0_Slider 36 tysięcy ton odpadów. Wywiezienie będzie kosztowało miliony

36 tysięcy ton odpadów. Wywiezienie będzie kosztowało miliony

11

Wiadomo już, jakiego rodzaju odpady zalegają na terenie przy ul. Kopernika w Świdnicy. Jest też pewne, że ich usuniecie będzie znacznie kosztowniejsze niż można było przypuszczać. Świdnickie starostwo otrzymało odpowiedzi od firm, zajmujących się zagospodarowywaniem odpadów.

Sprawa nielegalnego składowiska ma kilkuletnią historię. Miasto wspólnie z powiatem usiłowały nie dopuścić do jego utworzenia, jednak po pierwszej odmowie wydania zgody przez starostwo, firma zwróciła się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który nakazał wydanie decyzji. Firma Algodon, która dzierżawiła teren od prywatnej firmy, miała zgodnie z decyzją WSA w tym miejscu prowadzić selektywną zbiórkę nieszkodliwych odpadów, miało być wykonane zadaszenie i zabezpieczenie gruntu. Żadnych takich działań nie podjęto, co wykazała przeprowadzona kontrola WIOŚ. W efekcie starosta w październiku 2013 roku wydał zakaz dalszego składowania odpadów i nakazał ich wywóz. Do tego ostatniego polecenia właściciel nie zastosował się i sprawa trafiła do prokuratury, a następnie do sądu. Niestety, sąd nie miał podstaw, by nakazać usunięcie odpadów, a jedynie nałożył na współwłaściciela grzywnę. Jednak – jak się okazało – Bogdan A. jest bezdomny, nie ma żadnych źródeł dochodu ani majątku.

Świdnickie starostwo za niewywiezienie odpadów nałożyło na właściciela 3 grzywny w wysokości 50 tysięcy złotych każda, ale nie tylko nie udało się wyegzekwować ani złotówki, ale powiat popadł w dodatkowe kłopoty – musiał zapłacić komornikowi 10 tysięcy złotych kosztów postępowania.

Sukcesem niewątpliwym jest to, że udało nam się doprowadzić do przejęcia gruntu przez skarb państwa, co przy wieczystym użytkowaniu jest bardzo trudne. To, że grunt wrócił do skarbu państwa daje też gwarancję, że po uprzątnięciu śmieci taki proceder już nie będzie się mógł powtórzyć – podkreślał w lipcu 2018 roku starosta świdnicki Piotr Fedorowicz. Ta zmiana otwiera też furtkę do przygotowania operacji wywiezienia śmieci.

W starostwie została powołana specjalna komisja, która zajmuje się składowiskiem. Jeszcze w ubiegłym roku została zlecona analiza odpadów. – Oszacowano, że jest ich około 36 tysięcy ton i nie są groźne dla ludzi ani środowiska. To przede wszystkim odpady budowlane  i w mniejszym stopniu komunalne. Niestety, mimo zamknięcia składowiska wiele osób wciąż podrzuca tam swoje śmieci – mówi Janusz Marlinga, dyrektor Wydziału Rolnictwa i Ochrony Środowiska w świdnickim starostwie. W ostatnich dniach na wysypisku kilka razy pojawiał się ogień. – Byliśmy na miejscu i nie ma wątpliwości, że to był efekt celowych działań. Wiele wskazuje na to, że ktoś wypalał stare tapczany, fotele i inne duże przedmioty, by pozyskać elementy metalowe – dodaje  dyrektor.

Nic nie wskazuje na to, że problemy z porzuconym składowiskiem skończą się w nieodległym terminie. – Wysłaliśmy do 10 firm zajmujących się odpadami, na ile wyceniają wywiezienie i zutylizowanie odpadów ze składowiska przy ul. Kopernika, oczywiście zgodne z wszelkimi normami prawnymi. Odpowiedź przyszła w tym miesiącu od czterech podmiotów. jesteśmy skonsternowani wysokością podanych kwot – nie ukrywa Janusz Marlinga.  Dyrektor nie ujawnia konkretów, ale wartość posprzątania składowiska liczy się w milionach złotych. – Powiat nie jest właścicielem tego terenu, więc na pewno nie będzie finansował zadania z własnych środków. To teren należący do skarbu państwa. Zastanawiamy się, skąd pozyskać pieniądze. Dopiero po zabezpieczeniu środków będzie można ogłosić przetarg na usunięcie i utylizację odpadów – dodaje.

Podobne sytuacje miała wyeliminować nowelizacja ustawy o gospodarowaniu odpadami z września 2018 roku. Wprowadza m.in. kaucję za składowanie odpadów (od kilkuset do 1,5 tysiąca złotych za tonę), współodpowiedzialność właściciela gruntu i nieruchomości oraz surowe wymagania przeciwpożarowe. Osoby, które otrzymały zezwolenia przed 5 września 2018 mają rok na dostosowanie się do wymogów ustawy i złożenie stosownego wniosku. – Dotychczas nie otrzymaliśmy ani jednego wniosku. Nikt również nie zgłosił się po nowe zezwolenie, a w poprzednich latach wydawaliśmy ich po kilkadziesiąt rocznie – dodaje dyrektor Marlinga.

/asz/
Zdjęcia Dariusz Nowaczyński