Strona główna 0_Slider „Jestem niewolnikiem swojego domu”

„Jestem niewolnikiem swojego domu” [INTERWENCJA]

8

Dla 57-letni mieszkańca Świdnicy, poruszającego się nie tak dawno na wózku inwalidzkim, a teraz o kulach, pomoc opiekuna społecznego w codziennych obowiązkach jest niezbędna. Niestety, liczba godzin odwiedzin pracownika opiekującego się nim została diametralnie zmniejszona i według świdniczanina nie pozwala już na załatwienie podstawowych spraw także w urzędach czy u lekarza. Jak tłumaczy dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej decyzja podjęta została w oparciu o zebraną dokumentację i potrzeby.

Mieszkaniec Świdnicy od kilku lat ma trudności z poruszaniem się, co jest wynikiem schorzeń stawów rąk i nóg. – Od 2016 roku poruszałem się o kuli. W styczniu tego roku noga całkowicie odmówiła posłuszeństwa i ortopeda zalecił mi wózek inwalidzki, ponieważ podpierając się kulą, uszkadzałem łokcie – stwierdza pan Mariusz, który od zeszłego roku starał się o przyznanie usługi opiekuńczej w miejscu zamieszkania. – Już gdy poruszałem się o jednej kuli, pomoc opiekuna w codziennych obowiązkach była mi potrzebna. Wtedy wystarczyłyby tylko 2 godziny tygodniowo, ale nie przyznano mi ich, ponieważ stawiłem się w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej o własnych siłach – mówi z żalem mieszkaniec Świdnicy.

Sprawność 57-latka pogarszała się. – Z lekkiego stopnia moja niepełnosprawność zmieniła się na umiarkowaną. Wynikiem takiego stanu rzeczy jest zespolenie stanu skokowego. By znów stanąć na nogi, musiałem przejść 27 lutego operację, w trakcie której wstawiono mi na stałe trzy śruby z tytanu – 10, 8 i 6 cm – opowiada Mariusz Koroluk. Jeszcze przed operacją, ze względu na poruszanie się na wózku inwalidzkim, mieszkaniec Świdnicy ponownie wnioskował o przyznanie usług opiekuna w miejscu zamieszkania. – Choć prosiłem ze względu na trudną sytuację o rozpatrzenie wniosku w trybie pilnym, odpowiedź otrzymałem w dniu upływającego terminu, zgodnie z obowiązującymi procedurami, a więc dwa miesiące później – stwierdza świdniczanin i jak dodaje, był to wyjątkowo ciężki okres. – Przez dwa miesiące na wózku bez wsparcia opiekuna były dla mnie tragedią. Gdyby nie przyjaciele, nie udałoby mi się tego czasu przetrwać – dodaje.

Od marca do 1 lipca panu Mariuszowi zostało przyznanych 3 godziny dziennie przez pięć dni. – Po tym okresie od 1 lipca otrzymałem jedynie 1 godzinę dziennie przez cały tydzień z zachowaniem tych wszystkich obowiązków, jakie były przy trzech godzinach. Opiekun musi więc przynieść mi obiad, zrobić zakupy, załatwić sprawy urzędowe. Odebrano mi także pomoc w pokryciu kosztów za telefon i internet, dzięki którym nie tylko miałem kontakt ze światem, ale także mogłem załatwić wiele spraw urzędowych. Opieka społeczna uznała, bowiem, że nie jest mi to potrzebne, gdyż obowiązek ten przejmie opiekun – mówi świdniczanin. Przyznana 1 godzina dziennie przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej to według pana Mariusza za mało, by móc załatwić codzienne sprawunki. – Trzy godziny pomocy każdego dnia, tak jak trafnie ocenił lekarz, były dla mnie wystarczające. Weekend to nie tylko ugotowanie obiadu, ale przede wszystkim upragnione wyjście na spacer. Nigdy, przez pół roku nie uwzględniono dla mnie spaceru. Zamknięty w czterech ścianach jestem niewolnikiem swojego domu.

Dodatkowo zmniejszenie wymiaru czasu usług opiekuńczych, jak twierdzi pan Mariusz, sprawiły, że nie mógł skorzystać z rehabilitacji. – Po wyjściu ze szpitala złożyłem papiery o rehabilitację i czekałem aż do lipca. Minęło pół roku zanim mi ją przyznano, ale niestety przepadła, ponieważ nie miał mi kto pomóc dostać się na nią i wrócić z niej. Fizycznie jest to niemożliwe w trakcie tej jednej godziny – zauważa mieszkaniec Świdnicy. – Z 600 zł, które otrzymuje na miesięczne utrzymanie, niestety nie stać mnie na zapłacenie jeszcze rehabilitacji. Nie wykluczone, że już zawsze będę chodził o kulach, ale chciałbym wrócić do pracy. W zeszłym roku próbowałem zrobić studium policealne – technik biurowy i podnieść swoje kwalifikacje. Niestety, musiałem przerwać naukę z powodu operacji. Bardzo chciałbym się usamodzielnić i odciąć się od ośrodka, bo to wszystko jest za mało, by po prostu żyć – dodał.

Zapytaliśmy Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świdnicy, dlaczego podjęto decyzję o zmniejszenie liczby godzin pomocy opiekuna dla pana Mariusza. – Ponowne przyznanie świadczenia od 1 lipca tego roku wiązało się z koniecznością przygotowania dokumentacji i rozpatrzenia nowych wniosków. W trakcie prowadzonych postępowań pracownicy socjalni dokonywali weryfikacji zasadności udzielenia wsparcia w dotychczasowej formie, zakresie i wymiarze. Badana była również zdolność rodzin osób ubiegających się o pomoc do udzielenia wsparcia swoim krewnym – tłumaczy Violetta Kalin, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Świdnicy. Przeprowadzony rodzinny wywiad środowiskowy, jak wyjaśnia dyrektorka, zadecydował o przyznaniu świdniczaninowi mniejszej liczby godzin usług opiekuna w miejscu zamieszkania. – Decyzja w sprawie podejmowana jest w oparciu o zebraną dokumentację, biorąc pod uwagę potrzeby i oczekiwania osoby jak również możliwości Ośrodka. Sprawa pana Mariusza rozpoznana została zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami i procedurami – stwierdza.

Sprawa przyznania usług opiekuńczych każdorazowo jest rozpatrywana indywidualnie. – Działanie Ośrodka Pomocy Społecznej w zakresie usług opiekuńczych ma jednak charakter wspierający i służy zaspokojeniu najpilniejszych potrzeb, które odpowiadają celom i mieszczą się w możliwościach pomocy społecznej – mówi Violetta Kalin. – Nie ma możliwości, aby usługi opiekuńcze z MOPS zaspokajały wszelkie oczekiwania świadczeniobiorcy i doprowadzą do sytuacji, w której dana osoba sama nie będzie zmuszona do wykorzystania własnych możliwości, umiejętności czy środków w pokonywaniu trudności. Usługi opiekuńcze zaspakajają tylko niezbędne potrzeby. Sytuacja każdej osoby wymagającej tej formy wsparcia analizowana jest indywidualnie i bardzo wnikliwie – dodaje.

W Świdnicy z usług opiekuńczych w miejscu zamieszkania korzysta około 210 osób. – W naszym mieście w ostatnim czasie obserwowany jest wzrost zapotrzebowania na wsparcie w formie usług opiekuńczych. Jest to między innymi wynik zjawisk i tendencji demograficznych. Powodem przyznania pomocy lub zwiększenie jej wymiaru jest oprócz wieku beneficjenta np. pogorszenie stanu zdrowia – zauważa dyrektor świdnickiego MOPSu. – Staramy się, aby najpilniejsze potrzeby osób niesamodzielnych były zaspokojone, szczególnie tych obłożnie chorych, które nie opuszczają swoich mieszkań i są zdane na opiekuna społecznego. W okresie realizacji pomocy, wyznaczeni pracownicy regularnie odwiedzają środowiska i kontrolują jakość świadczonych usług, monitorują na bieżąco potrzeby podopiecznych – podkreśla.

Środki dla Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Świdnicy między innymi na usługi opiekuńcze rozdysponowywane są w ramach budżetu miasta. – Plan finansowy Ośrodka, określający jego dochody i wydatki na 2017 r., dostosowano do przyjętej uchwały Rady Miejskiej z dnia 29 grudnia 2016 roku. To zjawisko zupełnie naturalne, że w ramach budżetu dokonywane są rozmaite zmiany w zależności od rozwoju sytuacji, gdyż w wielu dziedzinach pojawiają się pewne braki finansowe lub nadwyżki – informuje Violetta Kalin. – Wysokość środków planowanych na usługi opiekuńcze, świadczone na rzecz mieszkańców Świdnicy, według stanu 30 czerwca 2017 r. wynosi 1 143 000,00 zł. Wydatkowanie środków finansowych uzależnione jest od bieżących potrzeb. Osoby, którym przyznano pomoc to w zdecydowanej większości seniorzy po osiemdziesiątym roku życia, których stan zdrowia pogorszył się w sposób nagły i uniemożliwiający samodzielną egzystencję (np. udar mózgu, przebyty zabieg operacyjny po złamaniu w obrębie kości udowej czy miednicy, pogłębiająca się demencja, choroba nowotworowa) – wyjaśnia. – Jesteśmy zobowiązani weryfikować zasadność udzielanego wsparcia w każdym środowisku i jeśli uznamy, że jest potrzeba zwiększenia środków na ten cel, to będziemy szukać ich w ramach budżetu – dodaje.

Tekst: Agnieszka Nowicka
Zdjęcia: Dariusz Nowaczyński