Strona główna Magazyn Refleksje Piękniejszy świat Beaty: Muklook czyli gniazdo

Piękniejszy świat Beaty: Muklook czyli gniazdo

0

 W świecie designu nigdy nie można być pewnym, że  przy okazji zakupu kilku drobnych domowych przedmiotów wciąż się jeszcze działa i mieszka w obrębie tego samego stylu, co poprzednio. Bo może za sprawą kilku ryzykownych ruchów, nagle znajdziemy się gdzie indziej – w nowym miejscu i w nowej tendencji. Po to w końcu zatrudnia sztaby fachowców po różnych fakultetach, tak czy siak posługujących się jedynie intuicją i sprytem, a jedynie mających silną osobowość i zręcznie żonglujących sugestią i manipulacją, aby rynek uświadczyć w przekonaniu, że ich wnętrza są już właśnie przestarzałe i nieaktualne. A już na pewno niezgodne z trendem. Jest więc okazja, jest nawet presja, aby iść na zakupy. 

futro11I tak oto w tym tygodniu, zapewne jakaś Vanesa – teoretyk teatru i literatury współczesnej, albo Kevin – niespełniony ichtiolog bez sukcesów w świecie nauki, w jakimś Nowym Jorku albo innym Amsterdamie, wymyślili, że odtąd już nic, tylko muklook. Że klasyczne style są za bardzo klasyczne, a te awangardowe za bardzo awangardowe. Że człowiek w tym całym bałaganie, gonitwie za technologią, za odkrywaniem i nazywaniem nowych kolorów i faktur, kompilacji nie wiadomo czego z nie wiadomo czym, ma prawo czuć się zagubiony. Czyli że w głowie powszechny burdel.

Ratunkiem dla tego wszystkiego ma być właśnie muklook – styl, który ma nas przywrócić matce ziemi. Ma sprawić, że dom znowu zamieni się w gniazdo, w azyl bezpieczny i przytulny. Pierwotny.

W muklook meble mają być z drewna, kosze ze sznurka albo wikliny, naczynia z porcelany albo najlepiej z kamionki. Jeśli tkaniny to tylko takie, na których widać niedbale przędzoną nić mającą sprawiać wrażenie, że ktoś się przy tym ręcznie ciężko napracował i że nie były to małe chińskie dzieci. W muklook zamiast dywanu mają być skóry – mam nadzieję, że jednak sztuczne, choć do złudzenia przypominają te prawdziwe…   W muklook przywraca się cześć i honor zapomnianym rzemiosłom i tradycyjnym technikom zdobienia.  Do łask wrócą wielkie krosna i koła garncarskie. Nie wiem – nie doczytałam, co ma do powiedzenia styl w sprawie naskalnych malowideł.

W muklook ważna jest funkcja. Niewiele tu sprzętów, które służą niczemu. Jeśli stawiamy pojemnik to po to, aby coś w nim przetrzymywać. Nie kupuje się już ozdobnych pater, wazonów i amfor, aby stały i wyglądały. Jeśli zgodnie z tą tendencją produkowane są szafki, regały i komody, to pomyślane są tak, aby były na maksa funkcjonalne.   Urządzamy więc wnętrze na styl pierwotnej jaskini lub traperskiej chaty. W tak umeblowanym domku na prerii poczujemy wreszcie zew krwi i tęsknotę za istotą jestestwa.

Projektanci milczą w sprawie zdobyczy cywilizacji. Na zdjęciach nie widać, jaki stosunek mają do tivi i vifi. Nie mówią, czy w pokoju można włączyć telewizor, a w kuchni odpalić blender bez poczucia, że oto gwałci się jakiś  dizajnerski dekalog.

Styl – pomimo tego, że natura w każdym wydaniu to dla mnie zawsze i w ogóle, to jednak takie ortodoksyjne urządzanie wnętrz nie bardzo do mnie przemawia. Po pierwsze nie jestem pewna, czy te wszystkie obijane futrem kanapy i fotele są rzeczywiście tylko identyczne z naturalnymi, czy jednak producenci wyprowadzili na rzeź całe stada zwierząt. Po drugie nie po to człowiek tak wiele zainwestował w technologie polegające na odzyskiwaniu surowców i ponownym ich wykorzystaniu, aby teraz znowu miał się wybierać z siekierą do lasu, bo musi sobie sprawić nowe wyrko. Mnie zachwycają ostatnio meble z tektury i dzianiny z butelek pet, które z kolei w nowym trendzie czują się nijak.

Póki jednak kreatorzy podszepną jakiś kierunek, człowiek będzie za tym podążał. A skoro będzie podążał, będzie też szukał odpowiednich rzeczy na rynku. Gdy więc zapuka do mnie i zapyta o muklook, to ja odpowiem, że owszem… mam. Niewiele, ale mam.

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi Beaty zapraszamy do sklepu na  atrillo.pl