Strona główna Magazyn Kino Idziemy do kina: Proces

Idziemy do kina: Proces

0

Moje pojęcie o kulturze Indii jest nad wyraz ubogie – ich wiara jest mi obca, mentalność nieznana, a sama kinematografia odsyła myśli do terminu, który obrósł w narośl kiczu i pretensji (Bollywood).

Proces

Mimo wszystko, obraz kraju, jaki na przestrzeni lat wtłoczyła we mnie telewizja i okazjonalne sprawozdania słynnych osób, przedstawiał iście dualistyczną naturę: wyraźny podział na ludzkie doświadczenie w obrębie slumsów oraz esencjonalną, duchową podróż przez hinduską wielobarwność zamknęły mieszkańców w stereotypowym wyobrażeniu białego Europejczyka. Chaitanya Tamhane w odważny, pozbawiony efektowności sposób odziera swój kraj z wszelkiego temperamentu i zamiast opowieści o poszukiwaniu tożsamości przez turystę, mówi o ludziach stamtąd, zniewolonych przez przestarzałe myślenie.

„Proces” oscyluje wokół rozprawy muzyka oskarżonego o pomoc w samobójstwie robotnika, zawierającej się w kontrowersyjnym utworze. Owa sprawa to pretekst, by uwypuklić targany absurdalnością wymiar sprawiedliwości oraz zacietrzewienie jego przedstawicieli, dalekich od przyjmowania współczesnych rozwiązań. Reżyser jednak nie przyobleka swoich spostrzeżeń w pikantną satyrę, ale biernością i narracyjną powściągliwością znajduje curiozum w drobnych sytuacjach, pojedynczych rozmowach – dziesięciosekundowe rozprawy sądowe, przemowa o prawach człowieka zakłócona przez podłączanie wiatraka, czy atak członków grupy religijnej, chcących zasłonić twarz jednej z postaci. Statyczne kadry, w jakich zaklęte są poszczególne sceny, subtelny humor im towarzyszący oraz nienachalny komentarz społeczny przywodzą na myśl kino Roya Anderssona („Do ciebie, człowieku”, „Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu”) w realistycznej konwencji, zbliżonej niekiedy do dokumentu.

Sam przebieg postępowania karnego, choć jest bezsprzecznym trzonem obrazu, rozgałęzia się w najróżniejsze strony, z pewną dezynwolturą traktując gromadzenie i wymianę argumentów. Zamiast ograniczyć perspektywę wyłącznie do sali sądowej, wychodzimy poza jej obręb wraz z przedstawicielami obu stron, przyglądając się ich codziennym zmaganiom. Reżyser inteligentnie konstatatuje, że twoja postawa, motywacja, wartości, mimo iż mogą znaleźć przestrzeń dla siebie, zostaną odpowiednio zweryfikowane przez rzeczywistość, nierzadko stłamszone i zniekształcone.

Delikatny ton całości skutecznie przemyca wysoką dawkę wewnętrznego pesymizmu. Twórcy portretują społeczeństwo biedne, wystraszone prawdy i zżyte z przeszłością, tradycjami do tego stopnia, iż w hermetycznym rozumowaniu jest już niewiele miejsca na oddech. Wyraźnie akcentują, że jednostka systemu nie zwalczy i jakkolwiek znoszonym stwierdzeniem nie posłużonoby się, to właśnie w oczywistych, fundamentalnych formułach upatrują szansę na przemianę. Tamhane nie prawi morałów, nie krzyczy głośno, ale spokojnym głosem zachęca do refleksji. Już sama próba zasługuje na atencję.

Kacper Poradzisz

Reklama
Poprzedni artykułNa zdrowie: Jedz owoce, nie pożałujesz
Następny artykułCzary Penelopy: Ogórki konserwowe