Strona główna Bez kategorii Z głową w chmurach

Z głową w chmurach

5

Edyta Kruk, świdniczanka. Jest nauczycielką w Szkole Podstawowej nr 8, biegaczką i alpinistką. Była na najwyższych szczytach trzech kontynentów i na tych pomniejszych, ale zaliczanych do trudnych. Rok zaczęła na Gerlachu chowając się przed słowackimi strażnikami.

edyta_kruk3
Gonili Cię, bo źle zaparkowałaś samochód?

– Nie, nie gonili, ale wypatrywałam ich za każdym kamieniem. Słowacy w swoje góry wpuszczają tylko z przewodnikiem, poniekąd w świetle tego co widać w polskich górach – to bardzo rozsądne. Tak więc nie wynajęliśmy przewodnika i ryzykując mandat karny weszliśmy na Gerlacha sami, z polską fantazją.

To był trening przed Twoją nową wyprawą?

– Może lepiej powiedzieć rozgrzewka. Treningi, oprócz tych biegowych, prowadzę wyjątkowo tym razem pod okiem specjalisty, Tomka Dyducha, który jest świetnym trenerem personalnym w swoim studio. Nawet ostatnio stwierdził, że będzie potrzebna mi indywidualna kamizelka obciążeniowa żeby poprawić moją wydolność.

To znaczy, że cel w tym roku jest poważniejszy niż Gerlach?

– Tatry są trudne do wspinaczki, Gerlach to mniej więcej tak, jak Orla Perć po polskiej stronie. Ale wyprawa sezonu to siedmiotysięcznik Pik Lenina, drugi co do wielkości szczyt Pamiru. Planujemy wyjechać 25 czerwca, kierownikiem wyprawy będzie znany alpinista Jacek Teller, który jest autorem rekordu wejścia z bazy na szczyt i zejścia. Zajęło mu to 14 godzin, co jak na siedmiotysięczny szczyt jest iście sprinterskim czasem. Oprócz kierownika i mnie jedzie jeszcze trójka przyjaciół z dawnych wypraw. Mam nadzieję, że trafimy na okno pogodowe
i będziemy mogli liczyć na dobrą predyspozycję dnia.

Mąż nie jedzie z Tobą?

– Dzielimy ze sobą miłość, także miłość do wysokich gór, ale w niektórych momentach rywalizujemy ze sobą. On zawsze wyprzedza mnie o jakieś 200-300 metrów nad poziom morza. Z tą rywalizacją to żartowałam. Troszczy się o mnie i nie zabiera na niebezpieczne wyprawy. Tym razem w tym samym czasie jedzie na Muztagh Ata – 7546 m n.p.m. we wschodnich Chinach.

W Świdnicy masz partnerów do wspinaczki?

– Wiem, że oprócz Piotra Snopczyńskiego parę osób się wspina. Nie spotykamy się jednak, nie jeździmy razem na wyprawy. Jedyny moment kiedy jesteśmy blisko, to Dni Gór, ale nawet wtedy środowisko pozostaje nieformalne, może nawet anonimowe.
Na wyprawy jeżdżę z ludźmi, których poznałam na poprzednich wyprawach, których znam i wiem na co mogę liczyć, na co możemy liczyć wzajemnie. Możemy się wtedy dobrze podzielić obowiązkami organizacyjnymi, wiemy że wszystko będzie na czas i właściwie załatwione.

Prowadzisz górskiego bloga, czy możemy liczyć na twoje talenty dziennikarskie i relację z wyprawy w Pamir?

– Obiecuję, że podeślę parę zdań i zdjęć. O ile łączność pozwoli.

rozmawiał Witold Tomkiewicz

fotografie ze zbiorów E.Kruk