Strona główna Bez kategorii Były prezes pozwie komisję o milion złotych

Były prezes pozwie komisję o milion złotych

15

Dintojrą obecnych władz na poprzednikach nazywa Ryszard Wawryniewicz informację o rozliczeniu Inwestycji Świdnickich. Były prezes tej zlikwidowanej miejskiej spółki zapowiada pozwanie przewodniczącego Komisji Rewizyjnej i pozostałych autorów dokumentu o milion złotych odszkodowania. Zamierza także złożyć zawiadomienie do prokuratury. Józef Daleszyński odpowiada: Jeśli dokumenty dostępne w Urzędzie Miejskim są oszczerstwami, to gratuluję pomysłu.

Ryszard Wawryniewicz

Jak już informowaliśmy, wczoraj Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej czterema głosami za, przy jednym przeciw, przyjęła informację o rozliczeniu finansowym spółki Inwestycje Świdnickie, wskazując na duże straty, na jakie naraziła miasto w wyniku swojej działalności. M.in. podane jest, że w dniu likwidacji starta wynosiła ponad 600 tysięcy złotych. Podanymi informacjami oburzony jest Ryszard Wawryniewicz, były prezes Inwestycji Świdnickich. Podczas spotkania z dziennikarzami zaczął od rozliczenia radnych poprzedniej kadencji, którzy zaniechali budowy aquaparku (do prowadzenia tejże inwestycji były powołane IŚ). – Milion złotych straciło miasto w wyniku zaniechania inwestycji w momencie, gdy wszystko było gotowe do rozpoczęcia budowy – mówił. – Większością zaledwie 1 głosu zaniechano tego przedsięwzięcia, marnując czas, pieniądze i pracę wielu ludzi.

Wawryniewicz odniósł się także do zarzutów o wygenerowaniu strat: Druga liczba to 2 miliony złotych – tyle żywej gotówki zostało przekazane z kasy IŚ do budżetu miasta w momencie likwidacji. – Mówię o tej kwocie z premedytacją, by pokazać, że zarzuty o zbyt wysokich wydatkach spółki są nietrafione, bo ta kwota jest niebagatelna, jeśli mówimy o spółce, która na początku miała kilkaset tysięcy złotych kapitału – przekonywał. Jak dodał później, te pieniądze pochodziły z jego zdaniem korzystnej sprzedaży gruntów pod inwestycję. Nie zgodził się z oceną przewodniczącego, że ta operacja była nie dość korzystna dla miasta. Ryszard Wawryniewicz przekonywał też, że wydawanie pieniędzy na dotacje do imprez kulturalnych było świadomym zabiegiem budowania marki Inwestycji Świdnickich, a ksero za 21 tysięcy złotych to nie było ksero, tylko niezbędne firmie urządzenie wielofunkcyjne. Oburzył się również na zarzut (którego nie ma oficjalnym dokumencie), że po likwidacji spółki do miasta nie wrócił służbowy laptop. – Ten laptop zgodnie z prawem kupił jeden z pracowników – przekonywał. Zapewniał także, że zgodnie z Kodeksem Pracy miał prawo do trzymiesięcznej odprawy (ponad 23 tysiące złotych, przyp. red.), mimo że sam zrezygnował z pracy, mimo że umowa zawierała zapis o wypłacie takiej odprawy tylko w sytuacji, gdy to pracodawca wypowie umowę.

Wreszcie zapowiedział, że zażąda na drodze sądowego postępowania cywilnego miliona złotych odszkodowania od przewodniczącego Komisji Rewizyjnej i innych autorów informacji, przyjętej podczas wczorajszego posiedzenia, za rozpowszechnianie oszczerstw. Jest przekonany o wygranej i zapowiada przeznaczenie odszkodowania na cele charytatywne. Zamierza również złożyć doniesienie do prokuratury, o możliwości popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków.

Wawryniewicz stwierdził, że nie został poproszony o jakiekolwiek wyjaśnienia w czasie opracowywania informacji. – Dopiero w ostatnią środę dostałem wieczorem zaproszenie na wczorajszą komisję. Ja nie jestem pieskiem, który przybiegnie na gwizdnięcie pana przewodniczącego do budy – komentował były prezes, ale mimo to przyszedł. Zarzuca komisji, że nie miał szans na zapoznanie się projektem dokumentu, a komisja w ogóle nie uwzględniła jego wyjaśnień i w informacji pozostawiono mnóstwo błędów i kłamstw odczytanych przez przewodniczącego. Zarzuca też, że posiedzenie nie było nagrywane ani protokołowane, a jego wyjaśnień nie zapisano.

Dlaczego akurat teraz, po trzech latach zakończenia inwestycji świdnickich bada się tę sprawę, która dawno została zbadana, wyjaśniona i zaprezentowana opinii publicznej. W moim przekonaniu jest to wyraz tego, że obecna ekipa rządząca nie ma się czym pochwalić, w związku z tym trzeba zrobić nagonkę, trzeba zrobić gangsterską dintojrę, że za wszystko odpowiadają poprzednicy. Jeden przykład, pokazujący skrajną nieudolność obecnie rządzących. Był konkurs w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego na rewitalizację miasta. Świdnica startowała w tym konkursie. Na 240 wniosków wniosek Świdnicy znalazł się na 210 miejscu. Proszę wybaczyć, ale w ostatnich latach nasze wnioski były w pierwszej dziesiątce – stwierdził. Wytknął władzom także Kongres Turystyki.

Jeżeli dokumenty, które są dostępne w Urzędzie Miejskim są oszczerstwami, to gratuluję pomysłu – odpowiada na zarzuty Józef Daleszyński, przewodniczący Komisji Rewizyjnej. – W przygotowanej informacji nie ma komentarzy czy opinii. Jeśli w protokole z likwidacji spółki jest zapis o stracie w wysokości 608 tysięcy złotych to jest to oszczerstwo? Jeśli przytaczane są uchwały i umowy o pracę, to jest to fałsz? – pyta i dodaje, że brakuje wielu dokumentów. – Nie ma śladu ani po laptopie, ani po fakturze czy jakiejkolwiek umowie sprzedaży pracownikowi. Ja nikogo o nic nie oskarżam. Fakt jest jeden – nie ma urządzenia, nie ma faktury – tłumaczy i dodaje, że cała sprawa nie ma nic wspólnego z obecną władzą. – O przygotowanie takiej informacji radni prosili w poprzedniej kadencji zastępcę prezydenta Ireneusza Pałaca. Wówczas przewodniczącym komisji rewizyjnej był pan Lesław Podgórski. Sprawa była odwlekana i odwlekana, aż skończyła się kadencja – mówi Daleszyński. – Kiedy objąłem funkcje przewodniczącego, poprosiłem wszystkie kluby w Radzie Miejskiej o wskazanie tematów, którymi powinna zająć się komisja. Wśród nich była również informacja o Inwestycjach Świdnickich. Zebranie dokumentów zajęło bardzo dużo czasu przede wszystkim z powodu bałaganu. Co prawda pan Wawrynieiwcz mówi, że przekazał je poukładane i powiązane wstążeczkami, to w praktyce panie z archiwum miały ogromne problemy. Ostatni dokument otrzymałem 4 września – tłumaczy. – Jaka to zemsta? Przez całe swoje życie nie byłem związany z lokalną polityką, pracowałem poza Świdnicą. Na radnego wystartowałem namówiony przez sąsiadów. Nie interesują mnie rozgrywki, nie znam się na nich. Wykonałem jak najlepiej powierzone mi zadanie i to wszystko.

Jak dodaje przewodniczący, protokół z posiedzenia zostanie sporządzony. Na początku tygodnia w Biuletynie Informacji Publicznej zostanie opublikowany wraz z przyjętą informacją oraz załącznikami – umowami o pracę, umowami ze spółkami, zleceniami.

/asz/