Strona główna Bez kategorii Piękniejszy świat Beaty: Sposób na lawendę

Piękniejszy świat Beaty: Sposób na lawendę

0

Co roku w lipcu i sierpniu temat uprawy lawendy wraca do mnie, jak hasła posłów i senatorów in spe w przeddzień wyborów. Jedni z Was pytają o radę, drudzy chcą tu znaleźć jakieś cud-recepty na stuprocentowe powodzenie w tej dziedzinie. I tak jak politycy, mogłabym tu teraz obiecać wszystko, również to, że po przeczytaniu tego felietonu osiągnięcie w dziedzinie “lawendziarstwa” szczyt, to jednak bądźmy realistami. Nie zawsze wszystko musi nam wyjść od razu i  na tysiąc procent. Trzeba dać sobie czas i szansę na popełnianie błędów. Jeśli się przy tym nie zniechęcimy na stracie, to tylko taka wyboista droga gwarantuje nam pełnię satysfakcji i naukę, która na trwałe wryje nam się w pamięć. Bo że ta nauka wryje nam się również bólem w plecy i odciskami w dłonie pominę, bo to mało medialne.

lawenda

 W mojej przygodzie z lawendą przeszłam swoje. Zakładałam swoją uprawę, gdy literatura była dostępna  jedynie w językach obcych, którymi operuję dość słabo jednak, a informacje w internecie też nie były oszałamiająco bogate. Jedynym źródłem wiedzy stał się wtedy mój pan szkółkarz, u którego zaopatrywałam się w krzewinki, a który – odnoszę teraz takie wrażenie – też się na mnie trochę uczył.

 Tak więc przygotowanie pola zaczęłam od jego nawiezienia. Nawozem naturalnym oczywiście. Na jego zwyczajową nazwę oraz odpowiadający tej nazwie zapach pozwolę sobie  spuścić zasłonę milczenia. Wszak uprawa lawendy to jedynie piękny aromat, kolor i cała masa romantycznych i estetycznych uniesień. Tak przynajmniej piszą w różnych poczytnych książkach dla pań. I ten krok – znaczy ten krok z nawożeniem krowim gnojem – to był najpoważniejszy krok w kierunku katastrofy. Tak, mam spore doświadczenie w  spektakularnych otwarciach…  Lawenda jest bowiem taką rośliną, która w naturze nie ma łatwo. Rośnie na jałowych, piaszczystych, czasem nawet skalistych glebach (chyba za bardzo pojechałam!), gdzie sama musi się zatroszczyć o siebie. To prawie tak samo, jak każda matka Polka pod rządami kolejnych rządzących ekip. Zarówno jeden, jak i drugi gatunek, pomimo przeciwności losu i braku pomocy, ma się dobrze. Jak pokazała praktyka, wszelkie manewry w tej tematyce kończą się źle. Albo jest to pomoc niewłaściwa, albo nie w porę.

 Po dwóch – trzech latach uprawiania tych krzewinek przegapiłam również moment, gdy ziemia mi skwaśniała. Przestrzenie wokół roślin zaczął porastać mech. To niedobrze. Rośliny marnieją wtedy i niekiedy nawet obumierają. Trzeba taką ziemię wywapnować. Nie wiem, czy tak to się fachowo powinno nazywać, jednak chodzi o to, aby w sklepie ogrodniczym kupić wapno ogrodnicze, za pomocą którego kwaśny odczyn gleby zmienimy na ten bardziej zasadowy.  Taki zabieg powinien wyprostować sprawę na kilka kolejnych lat.

 Dobrze jest również przewietrzać korzenie. Można więc czasem przekopać międzyrzędzia. Mamy kupę szczęścia, gdy ziemia jest luźna. Czasem jednak trafia nam się gleba gliniasta lub ta z tych nadgorliwych, czyli pierwszego sortu polski czarnoziem. Powiedzmy sobie szczerze – taka ziemia jest świetna do tego, by ją opisywać w narodowych epopejach, lecz nie do tego, by w niej hodować lawendę.  Przed założeniem takiej uprawy fajnie więc w tę ziemię sypnąć trochę piachu lub żwiru – czegokolwiek, co nam tę glebę rozluźni.

 I na koniec jeszcze jedna uwaga. Chętnie wysadzamy lawendę pod płotami, wzdłuż chodników i domowych elewacji. Zwróćmy więc uwagę, aby rosła w w gołej ziemi. Nie podsypujmy krzewinek korą drzewną, drewnianymi zrąbkami, trocinami, albo niczym podobnym. Nie okrywajmy włókniną, folią ogrodniczą, itp. To wszystko zatrzymuje wilgoć i zakwasza, po latach też powoduje, że ziemia staje się glebą próchniczną. Nie idźmy w tę stronę.  Zwróćmy też uwagę, w jakim towarzystwie sadzimy te rośliny. Lawenda nie będzie romansować  z rododendronami, ligustrem, bukszpanem i innymi roślinami, które są również śliczne, ale wymagają gleby żyznej i kwaśnej. Wszelkie pogłoski o udanych mezaliansach przestały być zasadne wraz z wymarciem ostatniego potomka niewolnicy Izaury. Dawno to było. Chyba!

 Lawendowe rośliny lubią za to słońce, przestrzeń, która nie ograniczy ich rozwoju  i zapewni powietrze w korzeniach. Niby niewiele…

 Niech więc Wam się darzy!

Beata Norbert

Po piękne drobiazgi zapraszamy do sklepu Beaty Norbert: www.zapachydoszafy.na.allegro.pl

Lawenda.JPG

LAwenda1.JPG

Lawenda2.JPG

Lawenda3.JPG