Strona główna Bez kategorii Pokochał indyjskie kino. Z wzajemnością

Pokochał indyjskie kino. Z wzajemnością

0

A dokładnie pokochał kino południowych Indii. I to wskazanie ma fundamentalne znaczenie, bo przemysł filmowy w tym kraju jest niewyobrażalnym tyglem. I równie niewyobrażalny jest wpływ aktorów na politykę, kulturę i życie zwykłych ludzi. Ten niezwykły świat Polakom zaczyna pokazywać świdniczanin, Bartosz Czarnotta. Jego działania znalazły uznanie w Indiach, gdzie telewizja Reporter TV nakręciła o studencie z Polski reportaż, a jedna z gwiazd zwróciła na niego uwagę.

Bartosz Czarnotta tv

Screen ze strony Reporter TV

Przemysł filmowy Indii to 1000 filmów rocznie. Na świecie znany głównie za sprawą bajkowego obrazu „Czasem słońce, czasem deszcz”, kojarzony niemal wyłącznie z kapiącymi złotem strojami, sielskimi krajobrazami i specyficzną, taneczną muzyką. Dla świata kino indyjskie to Bollywood. Tymczasem na północy kraju powstaje tylko 25% filmów, a znacznie bogatsze w filmy kino z południa jest zupełnie inne. I właśnie jego ambasadorem w Polsce staje się Bartosz Czarnotta, student politologii Uniwersytetu Wrocławskiego, poeta i autor artykułów w Wikipedii. Z Bartoszem Czarnottą rozmawia Agnieszka Szymkiewicz

Jak to się stało, że zainteresowałeś się kinem, o którym pewnie większość Polaków i Europejczyków nie ma bladego pojęcia?

Wszystko zaczęło się od trzech liter – MGR. Pod koniec 2012 roku kupiłem opasłą książkę po polsku o kinie indyjskim i w niej był jeden artykuł, poświęcony kinu tamilskiemu. W tekście bardzo dużo miejsca autorka poświęciła niejakiemu MGR, wówczas dla mnie kompletnie nieznanej postaci. Byłem jednak na tyle zaintrygowany, że zacząłem szperać i okazało się, że MGR – Maruthur Gopalan Ramachandran – to wielka gwiazda i choć zmarł wiele lat temu, jest wiecznie żywy jak Elvis Presley a może nawet bardziej! Cieszy się wręcz fanatyczną miłością, a każdy, kto po raz pierwszy styka się z uwielbieniem dla niego, nie potrafi ani ogarnąć, ani zrozumieć rozmiarów tej miłości. To rzeczywiście wyjątkowa postać, wspaniały aktor, który z czasem i dla mnie stał się nauczycielem.

Ale emocje budzą nie tylko zmarli, ale może – przede wszystkim – żyjący aktorzy, których ty przecież zostałeś fanem?

Napisałem artykuł o MGR-ze na Wikipedii. Jedną z informacji była ta o filmie biograficznym, w którym główną rolę, czyli MGR-a odtworzył Mohanlal. Pomyślałem wówczas, że jeśli ktoś tak dobrze zagrał swoją rolę, to musi być ciekawą postacią i zacząłem szukać informacji na jego temat. A jeśli już sporo wiedziałem o Mohanlalu, to nie było możliwości, by nie napisać o Mammoottym. Obaj aktorzy są bardzo różni, ale to wielkie, uwielbiane gwiazdy, a ich zwolennicy wiecznie toczą spór. To naprawdę dla mnie szkoła dyplomacji, żeby nie urazić żadnej z grup. Moje zainteresowanie było tak duże, że postanowiłem spróbować skomunikować się z aktorami kina indyjskiego na ich oficjalnych profilach na FB. Przez prawie półtora roku robiłem setki wpisów i zostałem zauważony do tego stopnia, że telewizja z Indii nakręciła o mojej pasji reportaż. O moim istnieniu dowiedział się sam Mohanlal i niewykluczone, że będę miał szansę się z nim spotkać.

Ile filmów indyjskich obejrzałeś?

Ponad 500…

Co cię w tym kinie zafascynowało?

To bardzo różnorodne kino, zupełnie inne niż powszechnie znane produkcje Bollywood. Fascynują mnie aktorzy i ich wpływ i na filmy, i na rzeczywistość. Fascynuje mnie niezmiennie to, że zaciera się w nich granica między tym co ekranowe, a tym co realne. Poza tym, jeśli można to tak ująć, uwodzi mnie swoisty majestat, który emanuje z największych gwiazd, zwłaszcza z Rajinikantha. Trudno nie wspomnieć również o ogromnej artystycznej maestrii tamtejszych gwiazd. Mohanlal ceniony jest za elastyczność i znakomite wcielanie się w graną rolę. Z kolei Mammootty mimo wieku wciąż jest prawdziwym amantem, wykazuje też niezwykłą wrażliwość sceniczną. Z kolei Kamal Haasan znany jest z niebywałej wszechstronności, do mistrzostwa opanował w zasadzie każdą dziedzinę filmowego rzemiosła. Wśród największych gwiazd jest także Rajinikanth, słynący ze specyficznej maniery aktorskiej, odznaczający się uwodzicielską, magnetyczną charyzmą.

Gdybyś miał wskazać ulubiony film…

Tak się nie da. Nie wskażę jednego. Jestem politologiem z wykształcenia i z tego powodu bardzo interesują mnie filmy o polityce i władzy. Ale urzeka mnie przede wszystkim atmosfera towarzysząca przemysłowi filmowemu. Nie jesteśmy sobie stanie wyobrazić, jak olbrzymim uwielbieniem cieszą się tamtejsze gwiazdy i jak ogromny jest ich wpływ na ludzi czy nawet politykę. Ani zrozumieć euforii, z jaką przyjmowane są same filmy podczas seansów kinowych.

Dajesz się czasem ponieść emocjom?

Na pewno jestem nimi zafascynowany. Proszę choćby spojrzeć na coś, czego w naszych filmach nigdy nie było. To tak zwane intro, czyli swoista zapowiedź gwiazdy występującej w filmie. Widownia wpada wręcz w stan euforii.

Co dalej z tą pasją?

Nie mam pojęcia, co się wydarzy dalej. Byłoby wspaniale, gdybym mógł poświęcić się tej pasji także zawodowo i zostać kimś w rodzaju promotora kina południowych Indii w Polsce i Europie. Małym krokiem w tym kierunku jest mój blog, poświęcony kinu indyjskiemu. A na razie – gdybym mógł spotkać się z Mohanlalem, Mammoottym i Rajinikanthem byłbym przeszczęśliwy. Zbieramy już z mamą pieniądze na wyjazd do Indii. Na wyjątkowo długi wyjazd do Kerali i Tamilnadu. Chcemy tę podróż zrealizować w 2017 roku.

***

O kinie indyjskim można czytać na blogu Bartosza Czarnotty: Kino Indyjskie

Reportaż o Bartoszu zamieściła telewizja Reporter TV