Strona główna Temat dnia Sytuacja bez wyjścia?

Sytuacja bez wyjścia?

70

Mają dość sadzy, która codziennie osiada na samochodach, oknach, wdziera się do mieszkań. – Nie mamy nic przeciw tradycyjnej piekarni, ale chcemy normalnie oddychać i żyć – mówią mieszkańcy ulicy Wałowej w Świdnicy. Przez sześć dni w tygodniu z komina wydobywa się czarny, gryzący dym. – To zwykła złośliwość – mówi właściciel piekarni, Krzysztof Żarnowiec. A wszystkie instytucje rozkładają ręce.

sadza (2)

– Problem trwa od lat, ale ostatnio bardzo się nasilił – skarżą się lokatorzy. – Codziennie nad ranem z komina piekarni wydobywa się czarny, smolisty dym. Podejrzewamy, że do rozpalania stosowane są niedozwolone substancje, może plastik.  Nie możemy otwierać okien, co jest uciążliwe szczególnie podczas ciepłych miesięcy. Brudzą się ściany w naszych mieszkaniach, pościel, ubrania, nie wspominając już o samochodach. Próbowaliśmy ugodowo rozmawiać z właścicielem, ale to nic nie dało.

Po skardze wydział rolnictwa i ochrony środowiska przeprowadził kontrolę. – Zostało ustalone, że do opalania pieca stosowany jest bardzo wysokiej jakości węgiel. Piec jest sprawny, podobnie z przewodami kominowymi.  Dodatkowo właściciel stosuje dopalacz do spalin, by zmniejszyć emisje szkodliwych substancji – mówi dyrektor Janusz Marlinga. Piec w piekarni nie podlega opłatom środowiskowym ze względu na swoje małe rozmiary i ilość wykorzystywanego paliwa (podobne jak w domkach jednorodzinnych). Nie można więc traktować urządzenia jako przemysłowe i stosować norm emisji szkodliwych substancji. Mimo że takim wymogom piekarnia nie podlega, podczas przeprowadzonej w 2012 roku kontroli Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie stwierdził przekroczenia norm emisji szkodliwych substancji do atmosfery.

Krzysztof Żarnowiec wynajmuje lokal od miasta. – Na mocy umowy po naszej stronie leży kontrola i czyszczenie komina – wyjaśnia  Zbigniew Skąpski z Miejskiego Zarządu Nieruchomości. – Komin czyszczony jest zgodnie z przepisami cztery razy w roku i są na to dokumenty. Kominiarze nie informowali nas o żadnych usterkach czy nieprawidłowościach.

Żadne niepokojące sygnały nie dotarły także do Straży Pożarnej. – Możemy interweniować i zakazać używania pieca, jeśli istnieje zagrożenie zaczadzenia lub pożaru – wyjaśnia Waldemar Sarlej, rzecznik prasowy PSP w Świdnicy. – Takie informacje do nas nie dotarły.

– Piekarnię moja rodzina prowadzi od 1958 roku i nigdy wcześniej skarg nie było. Dopiero od niedawna trwa atak na mnie – mówi Krzysztof Żarnowiec. – To ostatnia piekarnia w mieście, w której chleb wypiekany jest bez żadnych polepszaczy. Komuś najwyraźniej to przeszkadza i chce doprowadzić do zamknięcia. System opalania pieca skontrolowały już wszystkie możliwe instytucje, a ja zrealizowałem zalecenia. Stosuję najwyższej jakości węgiel i dopalacze spalin, systematycznie czyszczony jest komin. Nie używam żadnych zabronionych materiałów do rozpałki. Miesięcznie spalam tonę, półtorej węgla, czyli tyle, ile w domku jednorodzinnym. Dookoła w pobliskich kamienicach jest mnóstwo pieców węglowych, dlaczego na nie nikt się nie skarży?

Krzysztof Żarnowiec przekonuje, że zrobił wszystko, by ograniczyć emisję sadzy. Twierdzi jednak, że kominiarze odradzili mu zakładanie filtrów. Nie zamierza także zmienić pieca na gazowy. – Powody są dwa – tłumaczy. – Po pierwsze, to bardzo droga inwestycja, a ja nie wiem, czy syn będzie chciał przejąć po mnie piekarnię. Zostało mi tylko 10 lat do emerytury, więc nie sądzę, żeby taki wydatek w ogóle się zwrócił. Po drugie, pieczywo z pieca węglowego ma zupełnie inny smak. Jestem zmęczony ciągłymi atakami i zdecydowanie uważam, że mieszkańcy Wałowej wyolbrzymiają problem.

Lokatorzy z ul. Wałowej absolutnie się nie zgadzają z właścicielem piekarni i chcą nadal szukać możliwości pozbycia się uciążliwej sadzy. – Niestety, możliwości są ograniczone – rozkłada ręce dyrektor Marlinga. – Najwięcej w tej sprawie może zrobić Rada Miejska, wprowadzając stosowną uchwałą ograniczenie stosowania węgla jako opału w tym rejonie miasta.

asz