Strona główna Magazyn Kino Z wypożyczalni: Człowiek z M-3

Z wypożyczalni: Człowiek z M-3

0

Dziś chciałabym Państwu zaproponować znakomitą komedię. Błyskotliwą, zabawną, inteligentną. I co ważne – polską. Bowiem w ostatnich latach określenie ‘polska komedia’ było odbierane pejoratywnie,  a słysząc to hasło w kontekście dokonań kinematografów z ubiegłych, dajmy na to, trzech lat, zapewne w głowie pojawiają się takie tytuły, jak „Kac Wawa”, „Jak się pozbyć cellulitu”, czy „Pokaż, kotku, co masz w środku”. Chociaż, oczywiście, pojawiły się też wyjątki, które, zgodnie z powiedzeniem, potwierdziły regułę.

                Mowa o fenomenalnym „Człowieku z M-3” w reżyserii Leona Jeannot’a. Film z 1968 roku, pewnie dobrze znany starszemu pokoleniu, młodszemu, jak się domyślam, mniej. Jak możemy wyczytać z daty, obraz ten nakręcono za głębokiej komuny, co jednak nie odbiera mu to uroku (paradoksalnie, to właśnie w trakcie tego niezbyt wesołego odcinka naszej historii kręcono komediowe perełki), wręcz przeciwnie. Opowiada o członkach warszawskiej elity

Młody, przystojny lekarz, Tomasz, to ciągle synek mamusi. Jeszcze żadna kobieta nie zagościła w jego życiu na dłużej, a każda przesłanka, która mogłaby prowadzić do wybranki mężczyzny, zostaje dokładnie sprawdzona przez jego mamę. Ponadto, bohater jest bardzo  zmienny w uczuciach. Pewnego dnia Tomasz dostaje mieszkanie… Nie byle jakie, ale upragnione przez każdego obywatela M-3! Problem jednak w tym, że przydziela się je osobom zamężnym, a małżonki nasz doktór nie ma. I w tym momencie zaczynają się poszukiwania odpowiedniej kandydatki na partnerkę na całe życie. Przedstawione są cztery kobiety, ich charaktery (a każda ma swój, wyjątkowy…) i perypetie z Tomaszem. Którą wybierze bohater – warto przekonać się samemu.

Doskonale zagrane, wymyślone, napisane, wyreżyserowane. Jak już pisałam – film wręcz ocieka świetnym, błyskotliwym humorem. Do tego mamy jeszcze samą postać Bogumiła Kobieli, wybornego aktora, dla którego rola dr. Tomasza Piechockiego była jedną z ostatnich w jego niezwykłej, filmowej karierze. Jednak nie kończy się na nim lista dobrych aktorów, których możemy zobaczyć w tym obrazie, jest tu jeszcze np. Iga Mayr czy Zofia Czerwińska.

Film kręcony w komunistycznej Polsce, jednak, oprócz przydziału mieszkania, realiów i nastrojów PRL-u w nim bardzo mało, zaryzykuję stwierdzenie, że wcale. Obraz szalenie pogodny, miły dla oka, kolorowy… A rodzaj żartu – mój ulubiony. Gry słowne, komizm sytuacji, trochę absurdu i groteski, wymaga od widza skupienia i nie jest zbyt łatwoprzyswajalny. Ogląda się z  przyjemnością.

Adrianna Woźniak