Co nowego? Uwodziciel

    11

    Robert Pattison kojarzył mi się tylko z jedną rolą. Domyślacie się pewnie, że jest to rola zniewieściałego Edwarda Cullena z wyjątkowo nieudanej sagi „Zmierzch”. Zagrał tam wtedy, lekko mówiąc, niezbyt ciekawie… Mimo że pojawił się w jeszcze innych filmach, n.p. w „Woda dla słoni” czy „Harry Potter”, to jestem przekonana, że większość osób zna go właśnie z owej serii filmów. Jego gra aktorska i postać nie pozostała jednak bez echa, bo dzięki niemu te produkcje zyskały takie prestiżowe nagrody, jak Teen Choice czy Złoty Popkorn przyznawany przez stację MTV.

                    Jednak mój pogląd o nim zmienił się nieco po zobaczeniu filmu „Uwodziciel”. Jest to produkcja włosko-angielsko-francuska. Film opowiada o młodym, byłym żołnierzu, który przyjechał do Paryża w poszukiwaniu wielkiej fortuny. W tym cudownym mieście bogactwo oznacza bowiem wejście do pewnych elitarnych kręgów, o których marzy George.  Postanawia się do nich dostać za wszelką cenę. Jest wyjątkowo uroczy i szarmancki, więc szybko wpada na pomysł, aby ‘mostem’ do owych elit były kobiety wpływające na swych wpływowych mężów. A więc – George jest człowiekiem (bardzo) mało honorowym, sprzedającym ludziom swoją jedyną zaletę, którą jest uroda. Wdzięk George`a gra.

                    Film nakręcono na podstawie powieści Guya de Maupassanta. Akcja rozgrywa się w drugiej połowie wieku XIX, a więc, oczywiście, produkcja jest kostiumowa. Ale w bardzo dobrym tonie! Nie mam wrażenia, że postaci są przebrane, na ekranie widzę symbiozę ubrania z aktorem, tekstem, zachowaniami, scenografią. A, mówiąc o tekście, muszę przyznać, że historia nie jest tak bardzo banalna, jak postrzegają ją niektórzy krytycy. Nie jest to film od początku do końca o męskiej kurtyzanie bez serca, ale o chłopaku, który za wszelką cenę chce się odbić od dna, na jakim się znajduje. Proces, który przebiega w jego głowie, ciężko zrozumieć i czuje się niechęć do głównego bohatera. Może nawet – obrzydzenie.

                    Pattisonowi partnerują na planie wspaniałe aktorki, m.in. Uma Thurman, Kristin Scott Thomas i Christina Ricci. Grają wcześniej wspomniane żony wpływowych mężów. I robią to znakomicie, bardzo ‘lekko’ i z wdziękiem.

                    Film ten zasługuje na chwilę uwagi także dlatego, że został wyreżyserowany przez duet debiutantów: Donnellan&Ormerod. Scenariusz także był dziełem osoby zaczynającej podbijać świat filmu – Rachel Bennette. Mimo utrudnienia, jakim niewątpliwie jest debiut, poradzili sobie świetnie.

                    Opinie na temat tego filmu są różne, ma chyba tyle samo wrogów, co fanów. Ja jednak namawiam do zobaczenia „Uwodziciela”, to całkiem ciekawy obraz – także dlatego, że w trochę innym świetle przedstawia wiek XIX. Pattisonowi zarzuca się słabą grę aktorską. Moim zdaniem, akurat w tym filmie wypadł dobrze, taką miał postać – bardzo specyficzną. Nie miał być wrażliwy, grać emocją, bo gdyby jego postać taka była, nie rzuciłaby się w wir romansów dla pieniędzy. Jednak kwestia gry aktorskiej często pozostaje sporna, tak będzie pewnie i w tym przypadku.

                    Jedno jest pewne – Robert Pattison nie będzie mi się już kojarzył tylko i wyłącznie z bladym jak ściana wampirem ze „Zmierzchu”. Od teraz – myśląc ‘Pattison’ – mówię: „Uwodziciel”.

    Adrianna Woźniak