Z wypożyczalni: Cinema Paradiso

    0

    Ten film nie zbawił świata. Nie był przełomem w kinematografii. Temat nie został pewnie poruszony po raz pierwszy. Kamera nie została pokierowana jakoś szczególnie. Budżet też, tak sądzę, nie był kosmiczny. Jednak „Cinema Paradiso” podbił serca milionów, a powodów jest bardzo wiele.

    „Cinema Paradiso”, a właściwie „Nuovo Cinema Paradiso” (wł. „Nowe kino Raj”) jest opowieścią o kilku wymiarach. Dla jednego może to być historia o tym, co w życiu najważniejsze, dla drugiego o przyjaźni, dla innego o miłościach. Pojawiają się bowiem dwie: pierwsza – miłość łącząca Toto z kinem i druga – miłość Toto do Eleny.

                    Jednak przeważa wątek miłości do kina oraz przyjaźni Salvatore, zwanego Toto, z Alfredem, operatorem miejscowego parafialnego kina Paradiso. Poznają się, gdy Toto jest jeszcze całkiem mały, ma może 7-8 lat. Uwielbia przychodzić na projekcje, czego początkowo zabrania mu matka. Alfred uczy go fachu, później, kiedy traci wzrok na skutek pożaru ukochanego kina (!), Salvatore zastępuje go przy maszynach. Operatorka jest świadkiem dojrzewania Toto, jego smutków i pierwszej miłości.

                    Trudno jest mi uwierzyć co prawda, że dorosły Salvatore grany przez francuskiego aktora Jacques’a Perrin’a jest tą samą osobą, co młody i śniady Toto lat –naście grany przez Włocha Marco Leonardi. A może jest to celowe? Chciano pokazać, jak bardzo ten żywiołowy, zakochany w kinie chłopak zmienił się w wielkim mieście, zapominając o przyjaciołach i rodzinie? Choć żył on dalej w świecie filmu, to odgrywał w nim trochę inną rolę, niż tą ukochaną w dzieciństwie.

                    Przez to, że każdy znajdzie tam ‘swój’ główny wątek, każdego wzruszy coś innego. Mnie wzruszyło najbardziej, kiedy Toto żegnał się z Alfredem i potem, kiedy po wielu, wielu latach, wszedł do pokoju, gdzie były wszystkie jego rzeczy z czasu, kiedy był młody i… kiedy Alfredo jeszcze żył.

                    Cała opowieść jest retrospekcją. Bardzo sędziwa matka Salvatore dzwoni do niego po 30 latach ciszy z wiadomością, że umarł Alfredo. Jego siostra ma wątpliwości, czy będzie pamiętał starego przyjaciela, ale matka wie, że był to najważniejszy człowiek w życiu syna. I rzeczywiście. reżyser w średnim wieku, Toto, na co dzień życie traktuje jak zabawę, kobiety zmienia jak rękawiczki, ale kiedy dowiaduje się od aktualnej kochanki, że ‘zmarł JAKIŚ Alfredo’, jego świat zawala się w jednej sekundzie. Kładzie się na łóżku i ze łzami w oczach przypomina sobie całe swoje życie. Rano wstaje i leci na pogrzeb najważniejszego człowieka w jego życiu.

                    Przez dłuższą część filmu miałam żal do dorosłego Salvatore o to, że (jak mówi na wstępie jego matka i siostra) odciął się od rodziny, nie pamięta o nich od 30 lat. Patrząc na tego młodego, radosnego chłopaka, nie mogę sobie wyobrazić, jak on mógł tak zrobić… Jednak wszystko się wyjaśniło i nie miałam już żalu do Toto.

                    „Nuovo Cinema Paradiso” jest bardzo włoskie! Choć jest to produkcja francusko-włoska, to  dialogi są właśnie w tym pięknym języku, ale to raczej nie o to chodzi. Nie chcę kierować się stereotypami, ale sądzę, że TAKA miłość do czegoś (tu: do kina) możliwa jest tylko przy włoskim podejściu do życia: dolce far(e) niente czy la dolce vita, oraz cieszenie się najdrobniejszymi rzeczami, czego my, Polacy, niestety, nie potrafimy.

    Adrianna Woźniak