Ludzie z pasją: Mariusz Kędzierski

    3

    Pierwszy był orzeł. – To znaczy miał być, a wyszedł raczej gołąb – prostuje z uśmiechem. Taki był pierwszy obrazek, który namalował jako trzylatek na prześcieradle, które na podłodze rozciągnęła babcia. Na poważnie rysowaniem zajął się jednak dopiero pod koniec gimnazjum. Dziś tworzy niezwykle precyzyjne portrety – rysowane emocjami.

    Mariusz Kędzierski mieszka w Jaworzynie Śląskiej, w Świdnicy skończył II LO. Urodził się z wadą genetyczną przedramion. – Dla siebie samego taki jestem od zawsze, więc to żaden problem ani ograniczenie. Pewnie, że ludzie się przyglądają, bo inaczej wyglądam. Nie jestem tym skrępowany, rozumiem ich – tłumaczy przystojny, 20-letni dziś artysta. Nie ma żadnych oporów przed publicznym rysowaniem, chętnie zagląda do świdnickiej Galerii 44 i na stoliku rozkłada swój warsztat – brystol i ołówki. – Ołówki to moje najważniejsze narzędzie pracy, ale nie tylko kreska tworzy portret. Techniki, jakie stosuję, zostaną jednak tajemnicą – uprzedza kolejne pytania. Rysuje niemal wyłącznie portrety, które niezwykle wiernie oddają rzeczywistość. – Świadomie wybrałem fotorealizm, który swoje korzenie ma hiperrealizmie z lat 60-tych XX wieku. Wówczas jednak artyści rysowali czy malowali autobusy, przedmioty codziennego użytku, budynki. Mnie fascynuje ludzka twarz.

     Nie wszystkie portrety są „ładne”, cukierkowe. Wystarczy spojrzeć na prace, które tworzą prezentowaną właśnie w Galerii 44 wystawę. Portret promujący ekspozycję budzi niepokój. Śliczna dziewczynka z kolorowymi plastrami na brwi. Słodko? Zdecydowanie nie. Opatrunki z disneyowskimi rysunkami burzą kiczowatą niemal harmonię. – Emocje, tego właśnie szukam – mówi Mariusz. – Jego portrety bardzo się podobają. Sprzedał już 10 z 13 prezentowanych u nas – chwali Irena Dębosz z Galerii 44. – Jeden z portretów pojechał aż do Paryża!

    „Poważne” rysowanie zaczęło się od portretów gwiazd. – Znalazłem stronę w Internecie, na której zamieszczane były takie obrazy, wykonywane przez ludzi z całego świata. Pomyślałem, dlaczego nie spróbować? Pierwszą narysowałem Marylin Monroe i wrzuciłem na tę stronę. Spodobało się i to była zachęta.

    Talent Mariusza przeszedł już jedną, poważną weryfikację. Za pierwszym podejściem dostał się zaraz po maturze na Akademię Sztuk Pięknych. – Musiałem jednak zrezygnować z powodów finansowych, ale wrócę na moje wymarzone studia!  Zarabiam na malowaniu portretów na zamówienie i chcę odłożyć tyle, żebym mógł się sam utrzymać i dokończyć naukę. To mój najważniejszy cel. Jestem uparty, więc musi się udać.

    Swoje portrety 20-latek pokazał na wystawie w Koźminie Wielkopolskim. Tam też zyskały uznanie, a efektem jest zaproszenie na miesięczne stypendium do Niemiec. – Jadę już pod koniec maja. Do dyspozycji dostanę dom, w którym będę rysował, a co tydzień pokażę swoje prace na mini wystawie. Dodatkowo opieka obejmie mnie artysta, który specjalizuje się w litografii. Tej techniki nie znam, ale jestem gotowy na nowe wyzwania!

    Wśród planów na przyszłość jest m.in. fotografia. – Na razie odpada, bo rysowanie jest tańsze od fotografowania – wyjaśnia ze śmiechem. I dodaje, że chciałby zając się także projektowaniem wnętrz.

    Moje rysowanie zawsze na początku jest oceniane przez pryzmat niepełnosprawności. Kiedy jednak ludzie widzą, co potrafię, to pierwsze wrażenie przestaje być istotne. Bardzo zależy mi na tym, by osoby niepełnosprawne były doceniane za talent, pasje, to, kim są, a nie czego im brakuje – tłumaczy z zapałem. Dlatego we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem imienia Janusza Korczaka organizuje lekcje o tolerancji w szkołach. – Jestem taki sam jak moi rówieśnicy, mam takie same radości i kłopoty. Mam kolegów, z którymi gram w piłkę nożną czy kosza. Niepełnosprawność nie jest i nie będzie przeszkodą w realizowaniu moich planów.

    A marzenia? – Oprócz studiów? – dopytuje. – Mam jedno, największe. Ale to moja tajemnica.

    Agnieszka Szymkiewicz

    Więcej o Mariuszu Kędzierskim:

    About

    http://www.facebook.com/mariusz.kedzierski.75